posłuchaj, poświęciłam w swoim życiu wiele lat na naukę teologii i
jednego jestem pewna Ty nie.
Postaraj się nie oburzać, ale z pokora przyjąć, że tak jest.... bo prawie na tym ja się znam.
To jak będzie? chcesz się czegoś rzetelnie nauczyć (logicznego wnioskowania), czy Ty chcesz nas pouczać?
Ciekawe, że mówisz o pokorze, jednocześnie wykorzystując swój autorytet teologa. Ja ciągle podkreślam, że jestem w tym wszystkim nowy, ale mam swój punkt widzenia i po prostu lubię dyskusję. Jeżeli nazywasz to "pouczaniem", to może wróć do korzeni i zdobądź się na refleksję nad samą ideą for dyskusyjnych.
Badania naukowe mogą mimo wszystko dawać różne wyniki, bo są badaniami ludzkimi zależnymi od bardzo wiele okoliczności i kryteriów, przerzucanie się badaniami naukowymi (kto? co? i gdzie? udowodnił jest po prostu bardzo niepewne, bo badania mogą być nierzetelne zaplanowane lub wykonane, albo błędnie można wyciągnąć wnioski) Dlatego ja nie bardzo ufam badaniom naukowym, a zdecydowanie bardziej ufam w filozofię.
A ja ufam wszystkiemu co pozwala mi lepiej zrozumieć Boga. Nauka też jest bardzo ważna. Dzięki niej wiemy o człowieku dużo więcej niż
kiedyś i możemy sam "grzech" lepiej poznać, a tym samym skuteczniej z nim walczyć.
Jak ten cały homoseksualizm. Biblia i całe kolejne stulecia nie znały takiego pojęcia jak "homoseksualizm". Istniała tylko "sodomia", sprowadzająca się do samych czynów homoseksualnych. Nawet ja uczciwie mogę przyznać, że ówczesny punkt widzenia był zrozumiały. Myślano, że każdy mężczyzna posiada jednokierunkowy pociąg do kobiet. Więc akty homoseksualne były totalną aberracją, sprzeniewierzeniem się wobec usankcjonowanemu w Bogu porządku naturalnemu i po prostu - własnej naturze. Dzięki nauce na ten grzech inaczej możemy patrzeć. Jeżeli wiemy, że są ludzie, których popęd seksualny jest wyłącznie ukierunkowany w stronę osób tej samej płci, to popełniony przez niego czyn homoseksualny już nie jest czymś na przekór swojej naturze, a grzech leży tylko i aż w uleganiu jej. Uznając naukowe stanowisko ws. homoseksualizmu, nie zabieramy niczego swojej wierze, a pomagamy osobom tym dotknięte
ks. Jacek Prusak, jezuitay i psychoterapeuta:
„W świetle nauki homoseksualizm jest jedną z orientacji seksualnych, która nie jest wadą rozwojową, nie jest zaburzeniem psychicznym, i nie jest perwersją”. I dalej:
"homoseksualizm jest jedną z orientacji seksualnych. Niestety, wiara może stać się ideologią, jeśli nie akceptuje się wiedzy."
Podobnie ma się z poruszaną tutaj masturbacją. Dzięki psychologii możemy lepiej zrozumieć z czego ona wynika, jak wiele odcieni ona może mieć.I na tej podstawie uzupełniać naukę Kościoła. Dawniej tradycja przypisywała kobiecie rolę podrzędną w relacji z mężczyzną, zarówno w małżeństwie, jak i Kościele. M.in. św Tomasz z Akwinu twierdził, że kobieta jest „mniej doskonałym” mężczyzną.
Sobór Watykański II i papieże (zwłaszcza Jan Paweł II i Franciszek) podkreślają: „Kobieta i mężczyzna mają równą godność i są sobie nawzajem powierzeni.” (Mulieris Dignitatem, 1988). Nauka ewoluowała w duchu Ewangelii i dalej będzie, nawet jeśli nie ufasz badaczom.
Błogosławiony Kard. Newman, XIX wiek:
nauki Kościoła rozwijają się „jak drzewo z nasiona” – nie zmieniają istoty, ale rozszerzają rozumienie.
Co do samego pojęcia miłości, które przytoczyłeś to mogę się zgodzić. Ale tu znowu przywołujesz coś co nie jest kwestią prawa naturalnego.
A czemu ja muszę rozmawiać o prawie naturalnym? Narzuciłaś samowolnie dyskusji nowy kierunek - ten filozoficzny, bo to jest Twój teren, na którym się czujesz swobodnie. Ale to nie znaczy, że ja muszę się podporządkowej tej Twojej wygodzie. Jak prześledzisz wątek, to zauważysz, że nawet przez moment nie rozmawialiśmy zgodnie z tematem, ale rozmowa wkoło dryfowała na obrzeża meritum.
Trochę czytałem, próbowałem się dokształcić, ale nie widzę by ten wątek "prawa naturalnego" cokolwiek zmieniał.
Moralność chrześcijańska nie polega na redukowaniu człowieka do szablonu prawa naturalnego, lecz na naśladowaniu Chrystusa, który umiłował każdego – także grzesznika – ofiarując mu miłosierdzie. Wzywa nas do miłości, łaski i rozumienia, a nie do oceny grzechów na podstawie abstrakcyjnych pojęć jak "nieuporządkowany", "sprzeczny". Wierzę, że chrześcijaństwo to przede wszystkim droga z Kimś, kto zawsze pochylał się nad tymi, których inni omijali. Dlatego właśnie tak ważne jest, żebyśmy sobie tej wędrówki nawzajem nie utrudniali, tylko szli obok – nie jako ludzie lepsi czy gorsi, ale jako bracia i siostry, którzy mają różne bagaże, ale wspólną nadzieję. A nie da się tego robić, gdy seksualność i jego użyteczność prokreacyjna jest dla ciebie probierzem jego wartości w Kościele. Bo nawet współcześni teologowie, jak czytam - przestrzegają przed “biokonserwatywnym” redukcjonizmem moralności do prostego racjonalnego porządku natury.
"Nade wszystko miejcie gorliwą miłość jedni ku drugim, gdyż miłość zakrywa mnóstwo grzechów" 1 Piotra 4:8-11
Obiektywnie czynią coś niezgodnego z naturą i przeznaczeniem narządów (myślę tu o wykorzystaniu odbytu/ust do współżycia), obiektywnie skupiają się wyłącznie na sobie, a nie na przedłużaniu gatunku, co jest po prostu zaprzeczeniem sensu nawet w wymiarze gatunkowym.
Czyli twoim zdaniem takie "użycie" narządów wewnątrz tradycyjnego związku małżeńskiego to coś, co przeczy prawu naturalnemu? A usta można też wykorzystywać do pocałunków - w usta ukochanej, ale i inne części jej ciała? Co Tomasz z Akwinu na ten temat mówił? Może źle to interpretuję, ale czytając Ciebie mam wrażenie, jakby seks był bardzo monotonną, jednowymiarową czynnością, gdzie czułość, przyjemność, jakakolwiek otoczka i "zabawa" są wręcz niepożądane. To jest ten problem, że niektórzy narzucają bardzo wysokie standardy moralne i albo stwierdzasz uczciwie, że im nie sprostasz i odejdziesz od Kościoła. Albo ktoś ci w porę wyjaśni, że
„Życie moralne nie jest egzekwowaniem przepisów, ale wezwaniem do coraz większej dojrzałości i miłości.”
Przykro mi, ale mówisz nieprawdę. Czyżby celowo? Mam nadzieję, ze nie.
Oczywiście, że nie. Ale sama insynuacja, że mógłbym to zrobić celowo, choć przecież wiem, że rozmawiam z magistrem teologii, jest zastanawiająca.
Tak czy inaczej, popełniłem błąd, zbytnio zaufałem swojej pamięci. Ale i tak niewątpliwie zmieniło się podejście do tego tematu. Wiemy dziś, że ważne jest podejście personalistyczne. Bym chętnie rozwinął ten dość złożony temat, ale czuję się nieswojo rozmawiając o tym publicznie i w dodatku w takim miejscu.
Owszem, ale już cytaty potępiające rozpustę i czyny mężczyzn współżyjących ze sobą znajdziemy, prawda?
Gdybym był wredny, to bym zapytał: kłamiesz celowo czy niechcący? Ale nie jestem. Pomyliłaś się, tam pisałem wyraźnie o Ewangelii.
Może nie do końca w temacie, ale przyszedł mi do głowy pewien paradoks: seksualna bliskość w wiernym, kochającym związku dwóch osób tej samej płci — nawet jeśli nie jest uznawana przez Kościół za zgodną z jego nauczaniem — wynika z naturalnego dla człowieka pragnienia miłości, oddania, relacji. Tymczasem zdrada małżeńska, która łamie przysięgę, niszczy zaufanie i rani drugiego człowieka, bywa przez niektórych traktowana z większym „zrozumieniem”.
Oba te czyny Kościół okresla jako grzech ciężki, ale nawet w tym przypadku zdążyłem przeczytać, że z dwojga złego, mniejszym ładunkiem przewinienia jest zdrada poprzez właśnie prawo naturalne - bo jest to wciąż akt skierowany w stronę życia. Czy nie pokazuje to, że czasem bardziej niż sercem Ewangelii — kierujemy się schematem, który myli moralność z biologią, a miłość z funkcjonalnością narządów? Jeśli miłość nie jest punktem wyjścia, to w jakim miejscu jesteśmy jako wspólnota wierzących?
To jest tylko temat do rozważań, a nie "narzucanie" czegoś. Papież Franciszek lubił prowokować swoich seminarzystów, uczestników rekolekcji, prosząc ich o szczerą, anonimową opinię na najbardziej kontrowersyjne i drażliwe tematy. Robił to, by skłonić do refleksji, wydobyć ukryte postawy i pobudzić do autentycznego myślenia, a nie tylko powtarzania schematów.
Przykłady:
„Czy naprawdę wierzysz, że Duch Święty działa poza Kościołem?”
„Czy wolałbyś mieć Kościół czysty, ale pusty, czy brudny, ale pełen ludzi?”
„Co zrobiłby Jezus, gdyby dzisiaj spotkał rozwiedzioną kobietę z dzieckiem?”
Miało to zachęcać do „badania sumienia”, rozeznawania, kwestionowania fałszywych przekonań. A także uczyć szukania Boga we wszystkim, nawet w tym, co nieoczywiste, trudne, niepokojące.
@Wilczyca z Gubbio Sam piszesz, że masz pewne problemy z niektórymi fragmentami Pisma Świętego, więc może warto wyrobić w sobie ciekawość poznawczą i przyjąć, że coś może być na rzeczy, niż wszystko negować tylko dlatego, że nie zgadza się z Twoim światopoglądem?
Mówiłem konkretnie o jednym fragmencie, który nie jest dla mnie problemem, ale budzi moją ciekawość, wręcz fascynację i planuję o nim rozmawiać z duchownym - bez założonej tezy, bo nie mam żadnej, chcę tylko go bardziej zrozumieć.
Osoby świeżo nawrócone często tworzą sobie własną wizję Jezusa i wiary, i mają tendencję do popadania w skrajności. Czyli albo mamy jezusa-hippisa, który mówi "Róbta, co chceta", albo Jezusa-tyrana, na którego Miłość trzeba sobie zasłużyć.
Ja bym powiedział, że wszyscy, prawie wszyscy przedmiotowo podchodzą do wiary, myśląc że legitymizuje ona nasze fobie, uprzedzenia, gniew. Więc nawet jeżeli i ja tak robię, to wolę wiarę kanalizować w tym kierunku, w którym sam wzrastam w wierze i w miłości i uczę się przekazywać to dalej. I nawiązując do nieco wcześniejszego wpisu - wówczas nawet jeśli w dniu sądu ostatecznego Bóg mi wyłuszczy wszystkie moje błędne interpretacje, to nie będę się bał, bo będę sądzony z miłości i w świetle miłości. Co mi wówczas grozi?
@Quinque Ja tam nie widzę żeby Owca chciał nas pouczac. Widzę osobę która rozczarowała się prawicą i chce dyskutować o wierze, z perspektywy "lewicowego katolika". Należy to docenić, gdyż moje doświadczenia z ludźmi LGBT w kontekście religii są raczej negatywne. Tutaj mamy człowieka, który z odmiennej od naszej perspektywy rozumie wiarę. Poza tym Oczywiście należy się zgodzić z Owcą że KK nie potępia osób za orientację.
To na pewno Ty pisałeś? Mrugnij dwa razy jeśli jesteś przetrzymywany wbrew swojej woli. Też uważam, że chyba to wartość dodatnia mieć na forum kogoś z trochę innym spojrzeniem, bo to daje duże pole do dyskusji. A tymczasem przez większy czas odczuwam jakąś wrogość.