Chciałam zapytać, czy ktoś z Was odczuwa podobnie jak ja stan, gdzie niedługo po spowiedzi np. tydzień już czuje się źle aby iść do Komunii a nie am wyraźnie popełnionego grzechu ciężkiego na sumieniu?
Ja własnie tak mam. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie że nie powinnam. I wczoraj będąc na Mszy Św. nie przyjęłam Komunii
Bardzo mi z tym ciężko, bo chciałabym cieszyć się życiem. Była u mnie część rodziny przez weekend i prócz drobnych sprzeczek czy przekomarzań nic większego się nie wydarzyło.. A mimo to czuję się źle
jest pewna ciężka sytuacja w naszej rodzinie, chodzi o naszego tatę. W skrócie jest mało rodzinny, przemocowy psychicznie (rzuca obelgami, okropnymi epitetami szczególnie w mamę) stosuje tez inne praktyki np. ignorancję, obrażanie się i szuka pociech w życiu doczesnym tzn. w zakupie nowego sprzętu itp.
No i niestety mama dzieli się tymi przezyciami, rozmawiamy o tym, ale właśnie te rozmowy są bardzo skupione na złym zachowaniu taty, wytykaniu błędów, narzekaniu pt. jaki jest zły itp.
Ja się staram zawsze coś wspomnieć, że nie ma co pielęgnować nienawiści, że nie chcę taka być jak on, że mimo wszystko jest moim tatą ale naprawdę często czuję niechęć do niego
Czy takie rozmowy, emocje są grzechem? Mama chyba lepiej się czuje jak się nam "wyżali" z tego wszystkiego, ale te historie jak się on zachowuje wobec mnie bądź innych powodują, że jest mi źle, przykro, żal mi go, mam pretensje pt. czemu taki jest.
Nie wiem co robić:(
