Problem Obrazu Boga jaki wynosimy czy to z katechez, czy z dzieciństwa, czy kazań może poprzez jakieś zafałszowanie czy niespójności okazać się nieprawdziwy.
A jesli wierzymy w coś/kogoś nieprawdziwego, zafałszowanego, to jesteśmy dalecy od prawdy o Bogu i dalecy od Niego samego.
Wynikają potem z tego fałszywe wnioski, np że Bóg milczy, nie przejmuje się mną, nie wysłuchuje, jestem Mu obojętny. Przerzucamy winę za nasze niepowodzenia na Boga, choć nosimy w sercu fałszywy obraz, karykaturę. Czy karykatura Boga nas wysłucha, gdy zanosimy do niej modlitwy?
No nie.
Pierwsza karykaturą obrazu Boga jaka mi przychodzi na myśl, to bóg Czarodziej.
Człowiek wierzy, ze Bóg jest dla Niego i ma spełniać jego oczekiwania, marzenia, żądania, ma człowiekowi błogosławić niezależnie od wszystkiego. Modlitwa takiego człowieka polega prawie wyłącznie na prośbach, żalach, może nawet na pretensjach jeśli nie ma spodziewanych błogosławieństw. Człowiek świadomie lub nieświadomie traktuje Boga jak niewolnika na swoich usługach, czarodzieja od spełniania życzeń. A sam siedzi na tronie i ma swoją wizję życia, potrzeb, wygód i miłości.
Taki człowiek błądzi w ciemności, upatrując tylko swojej wygody, przyjemności i zaspokojenia. Nie przejmuje się grzechami, popada w nałogi.
Bóg jest mu o tyle potrzebny o ile mu błogosławi, ale jeśli "Bóg milczy" to i bez żalu człowiek Boga porzuca na lata, pozostając rozgoryczonym i oburzonym. U podstaw takiej postawy oczywiście leży pycha, często nieuświadomiona.
Inna karykaturą może być Bóg - Starzec w niebie.
Wprawdzie Starzec jest mądry i siedzi w niebie, ale juz na pierwszy rzut oka widać, że przykazania jakie dał są przestarzałe, nie pasują do świata współczesnego, ostatecznie są niemożliwe do praktykowania.
Więc człowiek wyciąga wniosek, że tego się nie da, to za bardzo ogranicza jego wolność, że Bóg pozbawił człowieka wszelkiej przyjemności tymi przykazaniami. W związku z tym człowiek sam sobie wybiera z przykazań to co chce wypełniać, a resztę odrzuca, przy okazji godząc w Boga na zasadzie "co On tam wie?!" Analogicznie człowiek odrzuca to co w nauce Kościoła mu nie pasuje. Wychodząc z założenia że to on sam wie lepiej, jak rozumieć, jak interpretować, jak wypełniać, co praktykować.
Brak poznania Boga, brak zaufania, a zamian pycha i zaufanie jedynie sobie.
Kolejna karykatura często spotykana u ludzi to Bóg - Sędzia Niesprawiedliwy.
Dlaczego niesprawiedliwy? Bo karze, odbiera, postępuje wg "widzi mi się", jednym daje, innych karze. Człowiek nie poznaje w świecie nic poza niesprawiedliwością. Może to wynikać z trudnych doświadczeń w dzieciństwie, doświadczeniach krzywdy od najbliższych, które zostały przeniesione wedle zasady:skoro najbliżsi mnie krzywdzi to i Bóg mnie skrzywdzi. Psychologiczne przeniesienie doznanych traum na obraz Boga. Na to nałoży się obraz Boga ze ST, dość wybrakowany i niepełny, aby wyszła karykatura Boga karzącego, surowego, który tylko czycha na potknięcie człowieka aby znowu zesłać karę.
Mam taką refleksję, że naprawdę wiele zależy od tego kto nas uczył katechezy, kto nam przekazywał wiarę, kto nas uczył miłości. WIadomo, że ludzie są słabi i grzeszni, więc ucząc i przekazując także popełnią wiele błędów i mogą sami podawać niespójne informacje, nawet nie ze złej woli, po prostu tak jak sami pojmują i przez pryzmat swoich doświadczeń.
Inna rzecz to zaangażowanie samego człowieka w poznawanie Boga. Czas poświęcony na modlitwie i na czytaniu Słowa Bożego, czas na pracę nad sobą, na weryfikowaniu własnych myśli z autorytetem Kościoła, mądrym kapłanem, czy człowiekiem wiary.
Ludzie, których spotykamy mogli na nas wpłynąć, ale to nas nie zwalnia z własnych poszukiwań Boga prawdziwego.
Prawda jest jedna, tak jak i Bóg jest jeden. Dlatego takie ważne jest spotkać i odkryć prawdę o Bogu. I modlić się do Prawdziwego Boga.
Kiedyś usłyszałam takie zdanie skierowane do animatorów kręgów Domowego Kościoła: "Do Boga przyprowadzi innych tylko ten, który sam już Go spotkał".
Była to zachęta dla nas byśmy włożyli największy wysiłek we własny rozwój duchowy, w modlitwę, w spotkanie osobiste z Bogiem, bo tylko wtedy będziemy umieli innym Boga pokazać i do Niego prowadzić innych.
Jesli dostrzegasz u siebie problemy z obrazem Boga, jaki masz w sercu, i przez to twoja relacja z Bogiem kuleje... to szukaj towarzystwa osób nawróconych, które żyją w łasce i komunii z Bogiem, korzystają z sakramentów i przyjmują w całości naukę Kościoła. Bo tacy spotkali Boga i mogą Cię do Niego poprowadzić.
Dodano po 56 sekundach:
Dlaczego postrzeganie Boga jako tyrana jest fałszywe?
Będziemy bogami – to słowa Boga skierowane do nas (Jn 10:34) – a Bóg słowa dotrzymuje. I Bóg pokazał sam, że warto w to uwierzyć aż do śmierci. Tak więc tyranów, drogi Tadeuszu – trzeba poszukać gdzie indziej, bo Jego wolą jest byśmy stali się bogami. Proszę mi wierzyć, że Bóg nie po to daje nam taką szkołę na ziemi, abyśmy po śmierci mieli pokusę stać się złymi bogami – tyranami, ale kochającymi się i innych tak jak On nas ukochał jeszcze nim powstał pierwszy człowiek.
http://mateusz.pl/pow/011107.htm
***
Wobec tego wszystkiego autor natchniony zaprasza nas do uwielbienia Boga prawdziwego, który jest łagodny i cierpliwy, nie dlatego, że jest bezsilny, ale – wręcz przeciwnie – dlatego, że jest wszechmocny. Ziemscy tyrani łatwo przebierają miarę w karaniu nieposłusznych i tracą panowanie nad własnym gniewem. Bóg jest inny: jeśli zsyła karę za grzechy, to polega ona na tym, że pozwala nam zakosztować skutków własnej nieprawości, abyśmy się nawrócili i żyli, ale nic nie jest w stanie skłonić Wszechmogącego do zniszczenia człowieka, którego sam stworzył i umiłował. «Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!» (Mdr 11,26). Milczenie Boga wobec mnożących się grzechów ludzi nie oznacza niemocy ani obojętności, wręcz przeciwnie: Bóg daje im «czas i miejsce, by się od zła odwrócili» i by przypomnieli sobie o Jego dobroci (12,20-22).
http://www.sfd.kuria.lublin.pl/index.ph ... 2-13-16-19
***
Przedstawianie Boga jako tyrana jest zgrabnym, ale przerażającym wyjaśnieniem głębokiego bólu, jaki spotyka niektórych ludzi. Przecież cierpienie musi mieć jakieś źródło, a kiedy cierpią niewinni, pozostali dochodzą do wniosku, że musiał je bezpośrednio zesłać Bóg. Celowo używam tu słowa bezpośrednio. Wierzę, że część odpowiedzialności za moralne i fizyczne zło istniejące w tym świecie spoczywa na Bogu, ale tylko w „pośredni” sposób. Wyobrażam sobie, że Bóg mógł powołać do życia świat lepszy niż ten; ale nie jestem tego pewien. Wziąwszy pod uwagę fakt, żechciał obdarzyć człowieka wolną wolą, umożliwiającą nawet odrzucenie Jego samego, a posiadanie takiej wolności daje ludziom możliwość dokonywania destrukcyjnych wyborów, być może powinniśmy uznać, że jest to najlepszy z możliwych światów. Tak czy inaczej, musimy żyć w takim świecie, jaki mamy.
Odrzucam więc pogląd uznający Boga za absolutnego władcę, który rządzi za pomocą terroru, zadaje śmierć, skazuje na tortury i stosuje opresje, przede wszystkim dlatego, że nie dostrzegam nic podobnego w osobie i działalności Jezusa, ale również dlatego, że nie mógłbym szczerze kochać takiego Boga. Odwracając zdanie z czwartego rozdziału Pierwszego Listu św. Jana, można by powiedzieć, że „doskonały lęk usuwa miłość”. Potrzebna mi jest „bojaźń Boża” w najbardziej tradycyjnym znaczeniu tego zwrotu, czyli chcę być pełen czci wobec Boga, chcę w trwodze i zachwycie przyjmować Jego obecność i Jego stworzenie, ale chcę też miłością odpowiedzieć na Jego miłość. Ażebym mógł to zrobić, nie mogę się bać.
Moim zdaniem nikt nie mógłby szczerze kochać Boga, jeżeli naprawdę wierzylibyśmy, że On zabija dzieci, zsyła raka piersi, czyni ludzi niepłodnymi i aranżuje wypadki samochodowe, aby wyrównać z nami rachunki. Taki Bóg przypomina raczej małego bożka, drobnego satrapę, któremu przydałyby się ćwiczenia z panowania nad gniewem, by nauczył się, jak przekształcić negatywne emocje w twórcze działanie, a nie w destrukcję. Co więcej, jeżeli Bóg rzeczywiście zajmowałby się zsyłaniem zła na ludzi, można by przypuszczać, że zacznieod najgorszych grzeszników, od prawdziwych tyranów tego świata, a resztę zostawi sobie napóźniej. A tak przecież nie działa.
Skąd więc czerpię niezachwiane przekonanie, że Bóg nie ma z natury morderczych zapędów? Po pierwsze, w 1 J 1, 5 czytamy, że„ Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności”. Nie chciałbym zostać oskarżony o „dowodzenie wersetami” — tę nieszczęsną religijną chorobę, która objawia się przekonaniem, że jakiś fragment Pisma świętego, na pozór potwierdzający poglądy osoby cytującej, zamyka dyskusję na dany temat. Jeżeli jednak przytoczony wers odczytamy w kontekście całego Pierwszego Listu św. Jana, zauważymy, że jest to kazanie o Bożym świetle jaśniejącym w Jezusie i przez Jezusa. List ten został napisany pod koniec I wieku n.e., prawdopodobnie do Kościoła w Efezie. Wydaje się, że ma on na celu odrzucenie pojawiającej się w tym czasie herezji, która kładła nacisk na duchową naturę Jezusa kosztem prawdy o Wcieleniu. Święty Jan stara się wytłumaczyć, że Jezus jest światłością Boga, która objawia się w tym świecie w Jego ofiarnej miłości do ludzi i poprzez nią. Ci zaś, którzy chcą chodzić w światłości, muszą kochać bliźnich tak, jak Jezus nas umiłował.
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/wa ... ie_01.html
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Obraz Boga jaki mamy...
-
Melisska
To prawda.
Ja miewam pewnie przez nerwice natręctw obraz Pana Boga surowego. Każdy grzech widzę jako ciężki i lęk że jeśli się nie wyspowiadam to pójdę do piekła
Ja miewam pewnie przez nerwice natręctw obraz Pana Boga surowego. Każdy grzech widzę jako ciężki i lęk że jeśli się nie wyspowiadam to pójdę do piekła
-
Jan0
- Posty: 478
- Rejestracja: 28 lut 2021, 6:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 184
- Podziękowano: 39
- Płeć:
Po prostu za dużo myślisz, przejmujesz się niepotrzebnie. Strach to tylko myśl. Musisz zrozumieć, że to nic nie daje i przestać się przejmować. Inaczej nigdy nie wyjdziesz z tego błędnego koła i zwariujesz. Mówiąc językiem młodzieżowym "daj na luz". Jesteś tylko niedoskonałym człowiekiem. Bóg Cię kocha. Przejmujesz się jakimiś małymi grzechami a na świecie żyją ludzie, którzy ciężko grzeszą i mają to głęboko wiesz gdzie. Czy Ty naprawdę uważasz, że sprawiedliwy Bóg wsadzi Cię na siłę do tego samego miejsca, gdzie oni pójdą po śmierci? No pomyśl dziewczyno. Już za samo to, że się przejmujesz drobnostkami, zostaniesz żywcem wzięta do Nieba. Głowa do góry. Wszystko będzie dobrzeMelisska pisze: 19 lis 2022, 20:23 To prawda.
Ja miewam pewnie przez nerwice natręctw obraz Pana Boga surowego. Każdy grzech widzę jako ciężki i lęk że jeśli się nie wyspowiadam to pójdę do piekła
-
Marcin05
- Posty: 134
- Rejestracja: 25 cze 2025, 10:29
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękowano: 6
- Płeć:
Według mnie nie powinniśmy tworzyć sobie obrazu Boga w umyśle. Nie mamy do tego predyspozycji. Nasz obraz Boga to według mnie fantazje i urojenia. Jak się otworzyć na Łaske bez "intelektualizowania"? (specjalnie w cudzysłowiu)
Nie wiem.
Nie wiem.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Przeniosłam twój post @Marcin05 do odpowiedniego wątku o obrazie Boga. Warto ten wątek przeczytać.
Faktycznie nie mamy możliwości pojęcia kim jest Bóg i jaki jest dokładnie.
KKK 40 40 Ponieważ nasze poznanie Boga jest ograniczone, ograniczeniom podlega również nasz język, którym mówimy o Bogu. Nie możemy określać Boga inaczej, jak tylko biorąc za punkt wyjścia stworzenie, i to tylko według naszego ludzkiego, ograniczonego sposobu poznania i myślenia.
Jednak co nieco już wiemy o Bogu bo sam siebie objawił, a my o tym możemy czytać w Piśmie św.
czytasz Pismo św? poszukujesz prawdziwego Boga?
1 J 7 Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
8 Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością.
9 W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat3,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
10 W tym przejawia się miłość,
że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował
i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy4.
11 Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował,
to i my winniśmy się wzajemnie miłować.
12 Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie,
Bóg trwa w nas
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.
zajrzałeś kiedyś do Katechizmu?
Zobacz od czego się zaczyna Katechizm: 1 Bóg, w samym sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy, zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi. Bóg wzywa człowieka i pomaga mu szukać, poznawać i miłować siebie ze wszystkich sił. Wszystkich ludzi rozproszonych przez grzech zwołuje, by zjednoczyć ich w swojej rodzinie - w Kościele. Aby to zrealizować, posłał swego Syna jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów. W Nim i przez Niego Bóg powołuje ludzi, by w Duchu Świętym stali się Jego przybranymi dziećmi, a przez to dziedzicami Jego szczęśliwego życia.
Faktycznie nie mamy możliwości pojęcia kim jest Bóg i jaki jest dokładnie.
KKK 40 40 Ponieważ nasze poznanie Boga jest ograniczone, ograniczeniom podlega również nasz język, którym mówimy o Bogu. Nie możemy określać Boga inaczej, jak tylko biorąc za punkt wyjścia stworzenie, i to tylko według naszego ludzkiego, ograniczonego sposobu poznania i myślenia.
Jednak co nieco już wiemy o Bogu bo sam siebie objawił, a my o tym możemy czytać w Piśmie św.
czytasz Pismo św? poszukujesz prawdziwego Boga?
1 J 7 Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
8 Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością.
9 W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat3,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
10 W tym przejawia się miłość,
że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował
i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy4.
11 Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował,
to i my winniśmy się wzajemnie miłować.
12 Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie,
Bóg trwa w nas
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.
zajrzałeś kiedyś do Katechizmu?
Zobacz od czego się zaczyna Katechizm: 1 Bóg, w samym sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy, zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi. Bóg wzywa człowieka i pomaga mu szukać, poznawać i miłować siebie ze wszystkich sił. Wszystkich ludzi rozproszonych przez grzech zwołuje, by zjednoczyć ich w swojej rodzinie - w Kościele. Aby to zrealizować, posłał swego Syna jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów. W Nim i przez Niego Bóg powołuje ludzi, by w Duchu Świętym stali się Jego przybranymi dziećmi, a przez to dziedzicami Jego szczęśliwego życia.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
Marcin05
- Posty: 134
- Rejestracja: 25 cze 2025, 10:29
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękowano: 6
- Płeć:
Odnieśmy się bardziej do konkretów. Czy mam szanse na zbawienie jesli wniose ciotce węgiel do piwnicy w niedziele oczywiście nie żałując bo nie widze w tym nic złego
Ostatnio zmieniony 21 lip 2025, 11:10 przez Marcin05, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Marcin, nie będę rozeznawała twoich sytuacji, rozmawiam o twoim obrazie Boga abyś sam nauczył się rozeznawać w sumieniu, bo decyzje które podejmiesz w sumieniu ciebie wiążą.
Dlaczego w ogóle rozważasz tą sytuację, jaki obraz Boga każe ci rozważać czy to coś grzesznego?
Dlaczego w ogóle rozważasz tą sytuację, jaki obraz Boga każe ci rozważać czy to coś grzesznego?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Dobrze jest powstrzymać się od pracy niekoniecznej.
Ale zakazu dobrych uczynków nie ma, jeśli robisz coś dobrego dla kogoś... i to jest jedyny termin kiedy możesz to zrobić... to?
Ale zakazu dobrych uczynków nie ma, jeśli robisz coś dobrego dla kogoś... i to jest jedyny termin kiedy możesz to zrobić... to?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Ja myślę, że nieporozumienie jest także w tradycyjnym sformułowaniu "Sędzia Sprawiedliwy". Otóż literalnie to co prawda prawda, ale... biblijne pojęcie "sprawiedliwości" niekoniecznie równa się naszemu.
Dla nas sprawiedliwy sędzia to taki, co "daje każdemu, co mu się należy".
Całe szczęście, że Bóg taki nie jest - bo nikt nie miałby szans...
Czy Ojciec Syna Marnotrawnego był "sprawiedliwy" w tym sensie? W żadnym wypadku!
„[Jezusa] ustanowił Bóg narzędziem przebłagania dzięki wierze mocą Jego krwi. Chciał przez to wykazać, że sprawiedliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się w odpuszczaniu ich po to, by ujawnić w obecnym czasie Jego sprawiedliwość, i [aby pokazać], że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego, który [żyje] dzięki wierze w Jezusa.”/Rz 3,25-26/
Boża sprawiedliwość zatem to nie pragnienie zemsty, lecz odpuszczanie grzechów i usprawiedliwianie ludzi dzięki wierze w Jezusa Chrystusa.
"Sprawiedliwy" w Biblii jest bliższy pojęcia "dobry" albo "miłosierny".
Podobną "sprawiedliwość" zaleca zresztą Bóg także nam:
„Ujmijcie się za sierotą i uciśnionym, wymierzcie sprawiedli-wość nieszczęśliwemu i ubogiemu!
Uwolnijcie uciśnionego i nędzarza, wyrwijcie go z ręki występ-nych!”/Ps 82.3-4/
No dobrze, powie ktoś – więc na czym polega różnica pomiędzy podejściem prawnym, a zbawieniem Chrystusowym?
Spróbuję odpowiedzieć na przykładzie: powiedzmy, że np. w Syrii, chrześcijanka została zgwałcona i spodziewa się z tego powodu dziecka.
Podejście prawne (jurydyczne) jest takie: Jest ofiara (czyli ta kobieta), jest skutek/problem (czyli dziecko) i jest sprawca (czyli gwałciciel). Należy pomóc kobiecie, problem usunąć, zaś sprawcę ukarać (np. osadzić w więzieniu).
Taka jest "logika" prawa.
Gdybyśmy chcieli odnieść tę analogię do zbawienia Jezusowego: przychodzi człowiek (odkupiciek) i mówi „ja winę za ten gwałt biorę na siebie”.
Gdyby rozumować kategoriami prawa, należałoby to zrozumieć tak: ów człowiek idzie do więzienia, sprawca jest wolny, a kobieta… no cóż, dalej jest w tej samej sytuacji co wcześniej.
Natomiast logika Chrystusowa jest inna: to, że „bierze na siebie winę” oznacza, że ów odkupiciel bierze na siebie skutki tego czynu: Matkę i dziecko przyjmuje do swojej rodziny; dokonuje adopcji dziecka, daje mu nazwisko, utrzymanie i ojcowiznę.
I tak dokładnie robi Chrystus, bierze na siebie konsekwencje naszych grzechów.
Jak Biblia nazywa Adama? Otóż nazywa go „synem Bożym” - oczywiście nie w tym samym sensie co Chrystus, ale należał do „rodziny Bożej”.Przez grzech zerwał tę więź rodzinną z Bogiem, wyłączył się z tego pokrewieństwa.
Co robi na to Chrystus? Jaka jest Jego odpowiedź? Święty Paweł tak to określa w Liście do Rzymian: „otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze!”.
Zatem Chrystus „likwiduje problem” –niweluje ten straszny skutek grzechu, którym jest oddzielenie od Rodziny Bożej – przez powtórne przywrócenie nam owego pokrewieństwa. Na tym właśnie polega nasze zbawienie: „całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów - odkupienia naszego ciała”/Rz 8,23/
Czy to nie zaskakujące, że odkupienie ciała polega na przybraniu nas za Boże dzieci?
To usynowienie ma bardzo dalekie i konkretne konsekwencje:
„Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. (17) Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale."/Rz 8, 16-17/
Chrystus dokonuje tego, biorąc na siebie konsekwencje grzechu – naszą ludzką naturę, z całym jej cierpieniem, niedoskonałością ciała, wreszcie tegoż ciała śmiertelnością.
Zatem Ofiara Jezusa to nie jest wypełnienie jakiegoś legalistycznego warunku Prawa – lecz wzięcie na siebie skutków cudzej winy po to, by zmienić historię.
Nie wystarczy komuś przebaczyć – ważne jest wyciągnięcie go z bagna, z błota. U Boga w zasadzie to przebaczanie bardziej polega na tym wyciąganiu z błota niż na faktycznym przebaczaniu (to Bóg jest skłonny uczynić zawsze)
„Złożyłem w Panu całą nadzieję; On schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady z kałuży błota, stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki.”/Ps 40,2-3/
Oddam głos bibliście, ks. prof. Mariuszowi Rosikowi:
Sprawiedliwość w świece semickim ma zawsze nachylenie po-zytywne: nie jest tylko suchą kalkulacją win i zasług, lecz bie-rze pod uwagę dobro tego, któremu ma być wyświadczona. Czyż nie tak należy rozumieć wezwanie psalmisty: „Ujmijcie się za sierotą i opuszczonym, wymierzcie sprawiedliwość nie-szczęśliwemu i ubogiemu” (Ps 82,3). Nie chodzi o obiektywną ocenę winy i niewinności, lecz o pomoc potrzebującemu! Spra-wiedliwość polega na tym, by wyjść naprzeciw potrzebującemu.
Pierwotnie pojęcie sprawiedliwości miało jedynie charakter etyczny – oznaczało dążenie do doskonałości. Wymiar jury-dyczny pojawił się później.
O ile w społeczeństwach zachodnich najistotniejszą cechą sprawiedliwego sędziego jest obiektywizm, o tyle wśród Izrae-litów człowiek sprawiedliwy to osoba prawa, dobra, pobożna.
Obiektywizm schodzi na dalszy plan. Sprawiedliwość Zachodu dąży do uzyskania „stanu zerowego”. Sprawiedliwość biblijna wychyla się ku dobru, a dokładnie dąży do przywrócenia lub zachowania optymalnie pozytywnego stanu. Rozumiana jest nie jako dążność do wyrównania krzywd, ale jako droga ku dobru.
Dla nas sprawiedliwy sędzia to taki, co "daje każdemu, co mu się należy".
Całe szczęście, że Bóg taki nie jest - bo nikt nie miałby szans...
Czy Ojciec Syna Marnotrawnego był "sprawiedliwy" w tym sensie? W żadnym wypadku!
„[Jezusa] ustanowił Bóg narzędziem przebłagania dzięki wierze mocą Jego krwi. Chciał przez to wykazać, że sprawiedliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się w odpuszczaniu ich po to, by ujawnić w obecnym czasie Jego sprawiedliwość, i [aby pokazać], że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego, który [żyje] dzięki wierze w Jezusa.”/Rz 3,25-26/
Boża sprawiedliwość zatem to nie pragnienie zemsty, lecz odpuszczanie grzechów i usprawiedliwianie ludzi dzięki wierze w Jezusa Chrystusa.
"Sprawiedliwy" w Biblii jest bliższy pojęcia "dobry" albo "miłosierny".
Podobną "sprawiedliwość" zaleca zresztą Bóg także nam:
„Ujmijcie się za sierotą i uciśnionym, wymierzcie sprawiedli-wość nieszczęśliwemu i ubogiemu!
Uwolnijcie uciśnionego i nędzarza, wyrwijcie go z ręki występ-nych!”/Ps 82.3-4/
No dobrze, powie ktoś – więc na czym polega różnica pomiędzy podejściem prawnym, a zbawieniem Chrystusowym?
Spróbuję odpowiedzieć na przykładzie: powiedzmy, że np. w Syrii, chrześcijanka została zgwałcona i spodziewa się z tego powodu dziecka.
Podejście prawne (jurydyczne) jest takie: Jest ofiara (czyli ta kobieta), jest skutek/problem (czyli dziecko) i jest sprawca (czyli gwałciciel). Należy pomóc kobiecie, problem usunąć, zaś sprawcę ukarać (np. osadzić w więzieniu).
Taka jest "logika" prawa.
Gdybyśmy chcieli odnieść tę analogię do zbawienia Jezusowego: przychodzi człowiek (odkupiciek) i mówi „ja winę za ten gwałt biorę na siebie”.
Gdyby rozumować kategoriami prawa, należałoby to zrozumieć tak: ów człowiek idzie do więzienia, sprawca jest wolny, a kobieta… no cóż, dalej jest w tej samej sytuacji co wcześniej.
Natomiast logika Chrystusowa jest inna: to, że „bierze na siebie winę” oznacza, że ów odkupiciel bierze na siebie skutki tego czynu: Matkę i dziecko przyjmuje do swojej rodziny; dokonuje adopcji dziecka, daje mu nazwisko, utrzymanie i ojcowiznę.
I tak dokładnie robi Chrystus, bierze na siebie konsekwencje naszych grzechów.
Jak Biblia nazywa Adama? Otóż nazywa go „synem Bożym” - oczywiście nie w tym samym sensie co Chrystus, ale należał do „rodziny Bożej”.Przez grzech zerwał tę więź rodzinną z Bogiem, wyłączył się z tego pokrewieństwa.
Co robi na to Chrystus? Jaka jest Jego odpowiedź? Święty Paweł tak to określa w Liście do Rzymian: „otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze!”.
Zatem Chrystus „likwiduje problem” –niweluje ten straszny skutek grzechu, którym jest oddzielenie od Rodziny Bożej – przez powtórne przywrócenie nam owego pokrewieństwa. Na tym właśnie polega nasze zbawienie: „całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów - odkupienia naszego ciała”/Rz 8,23/
Czy to nie zaskakujące, że odkupienie ciała polega na przybraniu nas za Boże dzieci?
To usynowienie ma bardzo dalekie i konkretne konsekwencje:
„Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. (17) Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale."/Rz 8, 16-17/
Chrystus dokonuje tego, biorąc na siebie konsekwencje grzechu – naszą ludzką naturę, z całym jej cierpieniem, niedoskonałością ciała, wreszcie tegoż ciała śmiertelnością.
Zatem Ofiara Jezusa to nie jest wypełnienie jakiegoś legalistycznego warunku Prawa – lecz wzięcie na siebie skutków cudzej winy po to, by zmienić historię.
Nie wystarczy komuś przebaczyć – ważne jest wyciągnięcie go z bagna, z błota. U Boga w zasadzie to przebaczanie bardziej polega na tym wyciąganiu z błota niż na faktycznym przebaczaniu (to Bóg jest skłonny uczynić zawsze)
„Złożyłem w Panu całą nadzieję; On schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady z kałuży błota, stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki.”/Ps 40,2-3/
Oddam głos bibliście, ks. prof. Mariuszowi Rosikowi:
Sprawiedliwość w świece semickim ma zawsze nachylenie po-zytywne: nie jest tylko suchą kalkulacją win i zasług, lecz bie-rze pod uwagę dobro tego, któremu ma być wyświadczona. Czyż nie tak należy rozumieć wezwanie psalmisty: „Ujmijcie się za sierotą i opuszczonym, wymierzcie sprawiedliwość nie-szczęśliwemu i ubogiemu” (Ps 82,3). Nie chodzi o obiektywną ocenę winy i niewinności, lecz o pomoc potrzebującemu! Spra-wiedliwość polega na tym, by wyjść naprzeciw potrzebującemu.
Pierwotnie pojęcie sprawiedliwości miało jedynie charakter etyczny – oznaczało dążenie do doskonałości. Wymiar jury-dyczny pojawił się później.
O ile w społeczeństwach zachodnich najistotniejszą cechą sprawiedliwego sędziego jest obiektywizm, o tyle wśród Izrae-litów człowiek sprawiedliwy to osoba prawa, dobra, pobożna.
Obiektywizm schodzi na dalszy plan. Sprawiedliwość Zachodu dąży do uzyskania „stanu zerowego”. Sprawiedliwość biblijna wychyla się ku dobru, a dokładnie dąży do przywrócenia lub zachowania optymalnie pozytywnego stanu. Rozumiana jest nie jako dążność do wyrównania krzywd, ale jako droga ku dobru.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Ważne sprawy które wpływają na nasz obraz Boga, ks Roman Groszewski pięknie to tłumaczy, że nieuniknione jest abyśmy w pierwszej kolejności projektowali obraz Boga na wzór rodziców... tak jak nas rodzice traktowali to tak postrzegamy Boga jako dzieci, i o ile nie rozdzielimy tego obrazu Boga od obrazu naszych rodziców w dorosłości to z takim obrazem żyjemy ...i myślimy że On taki jest... np nie słucha, karci, nie interesuje się, nie kocha, odrzuca... a to nasze rodzice nas tak traktowali...
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
