dokładnie to opisał Lem . Nie dziwię się watpliwościom. Spory odsetek wiernych czyni z Kościola,byłem zafascynowany muzyką, „fajnością” jego środowiska, jego dynamiką….
z Rodziny Radia Maryja atrapę, protezę życia w grupie. A grupę = plemię mamy w genach.
Brak prawdziwego = zastępujemy namiastką.
Dla mnie zagadka. W wieku 16 lat miałeś już za sobą wszystkie przemyślenia, które były ci konieczne później, po nie ekumenicznej agitce kolegi? Te wszystkie, których ja na przyklad ciągle jeszcze nie mam za sobą?miałem 16 lat i zaprzyjaźniłem się z kolegą z klasy. Darek był zapalonym, świeżo upieczonym baptystą, ja - „tradycyjnym” katolikiem.
Wykluczone. Najprawdopodobniej prawie nic nie miałeś przemyślane, byleś katolikiem, członkiem KK niejako z urodzenia. Gdybyś urodził się w Przemyślu, błlbyś z rozpędu w innym kościele. W sowietach - ateistą, w Indiach - hinduistą. Itd. W Bawarii katolikiem, w Nadrenii - protestantem. Loteryjka? Loteryjka.
Myślę, że nie fair zachowanie kolegi dopiero spowodowało u ciebie uruchomienie mechanizmów, które w efekcie pogłebiły twoją "automatyczną" wiarę. Taka jest twoja droga.
Ja tak nie miałem, wierzyłem jako dziecko, podobnie jak w Mikołaja i bociany z niemowlakami. Mając 6 czy 5 lat uważałem, że niemożliwe, by rycerze się golili i chodzili do toalety.
Umysł wydoroślał, bez żadnych zewnętrznych wpływów przemyślał to i owo, i zamiast pogłębić - wiarę odrzucił jako absurd przeczący rozsądkowi. Minęły lata, przybyło wiedzy, przybyło przemysleń , obserwacji - powróciła wiara, czy raczej pewność, że my i świat to nie przypadek z teorii prawdopodobieństwa, a inteligentny projekt.

