Takie mam miejsce na ogród warzywny, wybrałam je bo jest dobrze nasłonecznione, jednak jeśli chodzi o ziemie w tym miejscu to sam piasek, co widać po wnętrzu szklarni.
Postanowiliśmy zakładać grządki podwyższane i permakulturowe, czyli w zasadzie warzywa rosną na stworzonym dla nich kompoście , który cały czas się wewnątrz grządki rozkłada i dostarcza składników pokarmowych roślinom.
Obecnie mam głównie posiane sałaty, szpinak i rzodkiewkę, ale są malutkie póki co. Kolejne grządki są w planach, jak tylko sił starczy, bo jeszcze chcę posadzić cukinie, dynie i ogórki, ale to dopiero po 15 maja.
Pomidorki karłowe na parapecie rosły bardzo szybko i ku mojemu zaskoczeniu szybko kwitły, czyli musiałam je sama zapylać, jeśli chciałam mieć owoce (przykłada się kwiatek do kwiatka i pociera. Ale kwiatów było codziennie dużo, i straciłam rachubę które zapytałam a które nie. Więc bardzo mi się spieszyło, aby już dać sadzonki na działkę i przekazać pałeczkę prawdziwym zapylaczom. ten pomidorek, to zdjęcie sprzed tygodnia, obecnie jest większy.
Stawianie szklarni zajęło nam dwa weekendy, bo najpierw trzeba było ustawić bloczki fundamentowe, co okazało się prawdziwym wyzwaniem, żeby były kąty proste, piony i poziomy. Poza tym każdy bloczek wazy 21 kg i ciężko tym manewrować....
Powstanie takiej wanny dla roślin to kolejny, trzeci z kolei weekend. Po pierwsze mąż wykopuje dość głeboki rów, na spód kładziemy kartony (na szczęście sąsiedzi montowali kuchnię, więc dostęp do kartonów był), potem poszły wszelkie drobne gałązki, czyli najpierw były wiosenne porządki na działce. A potem czarna ziemia z obornikiem. Taka wanna wymaga conajmniej półtorej tony ziemi. Na szczęście zamówiłam u rolnika aż 5 ton ziemi.
Oczywiście już wiem, że sadzonki są zbyt gęsto posadzone, ale to chwilowe, jak powstanie druga wanna to je przesadzę, szczególnie te wysokie pomidory, które są na razie małymi sadzonkami. Ale chciałam dać im już dobrą ziemię, żeby duże rosły.
No i muszę za to wszystko pochwalić mojego męża, który z ogromną kreatywnością i determinacją realizuje ten projekt, dobrowolnie i z dużą satysfakcją. I jeszcze mówi, że cały czas się modli,
W sobotę budzi mnie o 5 rano i pyta czy już możemy się pakować i jechać na działkę....
Najważniejsze, że udało nam się wczoraj połączyć linie kropelkującą, która działa ze zbiornikiem wody i programatorem (na słońce) bez prądu. Bo tylko to pozwala nam spać spokojnie, że rośliny przetrwają do naszych następnych odwiedzin. No i cały sezon.
