Wysypujemy je z pudełka , same szóstki! Rzucamy sobie do wieczora i tak przez 100 lat, potem
nasze wnuki i prawnuki - ciągle same szóstki.
Albo tornado przelatując nad złomowiskiem ukręca z uniesionych elementów gotowego do lotu Airbusa.
Matematyka powie - takiego prawdopodobienstwa wykluczyć nie można - my powiemy - niemożliwe.
Nie chcę zanudzać enzymami i lewo- czy prawoskrętnymi aminokwasami.
Proteiny niezbędne do powstania życia są złożone z bardzo skomplikowanych cząsteczek. Jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego powstania nawet całkiem prostej cząsteczki białka w bulionie pierwotnym? Ewolucjoniści przyznają, że prawdopodobieństwo to wynosi 1 do 10 do 113 (jedynka ze 113 zerami). Tymczasem matematycy uważają, że już zdarzenie, którego prawdopodobieństwo wyraża się liczbą 1 do 10 do 50, nigdy nie nastąpi. Pewne pojęcie o możliwości czy prawdopodobieństwie takiego zdarzenia pozwala wyrobić sobie fakt, że liczba 10 do 113 jest większa od szacunkowej liczby wszystkich atomów we wszechświecie!
Jeśli dodać do rachunku RNA i DNA , plus kody i kierunki mutacji, niemożliwość przypadkowego zaistnienia życia wyjaśnia obrazowy
przyklad : Dla Ziemi, by życie "ukręcilo" się samo z prazupy dalece nie wystarcza te kilka marnych miliardów jej istnienia.
Potrzebny byłby czas bliski nieskonczoności. Gdyby ameba wędrowała ze swoją prędkością podróżną przez cały znany nam Kosmos tam i z powrotem, tam i z powrotem, za każdym razem przenosząc na pleckach JEDEN atom, musiałaby przenieść w ten sposób
cały Kosmos w pojedynczych atomach nie raz, co już niewyobrażalne, a 1,6 miliona razy.
OK , powie randomista, zwolennik przypadkowości. A panspermia? Życie coś przywiało z głębin Kosmosu!!.
A my na to - i niby jak przetrwało żywe lata świetlne w kosmicznej pustce?
Tyle fruwało, że coś doleciało !!
Tylko skąd się tam gdzieś wzięło, skoro cały Kosmos ze swoimi 16 miliardami lat to mgnienie oka wobec powyższego rachunku?
Ateiści i randomiści mile widziani w dalszej dyskusji. :-))
https://wol.jw.org/pl/wol/d/r12/lp-p/1101985014




