Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com

Jak miłować?

Tu zamieść temat, jeśli nie wiesz, gdzie pasuje.
Adam01
Posty: 110
Rejestracja: 30 mar 2024, 0:17
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 7
Płeć:

Post

Szczęść Boże wszystkim.
Mamy w Mk 12 napisane:
28 Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» 29 Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest9: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. 30 Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą.
I mamy całe rzecze rożnych malkontentów z różnymi pretensjami do Boga, za biedę, chorobę, śmierć bliskich, cierpienia itp.
Jak teraz taki typowy malkontent może się przestawić z rosnących pretensji do Boga na miłowanie Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą?
Jakieś pomysły?
Awatar użytkownika
daniel
Posty: 2460
Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 500
Podziękowano: 948
Płeć:

Post

To z pewnością nie akt, a proces, który trwa raczej całe życie aniżeli chwilę.
Ważne są pewne doświadczenia. Często są to traumy, upadki, kryzysy, załamania, konfrontacje ze śmiercią, choroby bądź "małe" cuda, które "zmuszają" człowieka do konfrontacji z samym sobą. Często stawiają człowieka wobec pustki, której nie może wypełnić nic poza Bogiem lub stają nad bezdenną przepaścią, przez którą jedynym mostem jest krzyż. Oczywiście jest to, moim zdaniem głęboka praca i rozwój wewnętrzny wymagający pierwotnie uporządkowania zarówno życia zewnętrznego (cielesnego), psychicznego, jak i duchowego. Tak mi się wydaje i poniekąd taką drogą idę.

Istnieją pewnie jeszcze inne przypadki np. wielki cud zewnętrzny lub gwałtowna wewnętrzna przemiana dana z Boga.

Nie wiem czy o to pytasz.
Bo może chodzi Ci o to jak w takim przypadku ewangelizować.

.........
Moim zdaniem miłowanie w chrześcijaństwie wychodzi od Boga, a zatem od Niego winniśmy się miłości uczyć.
Wedle Syna i Ducha.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Poprzednio gdy zadałeś pytanie o modlitwę to oczekiwałeś konkretnych wskazówek.
Więc tym razem podam ci je od razu.

Są dwie święte które zostawiły naprawdę opis pełnej swojej drogi do Boga i pracy nad codziennym miłowaniem Boga i bliźnich.
- Dzieje duszy św. Teresa od Dzieciątka Jezus - jest na YT, jako pdf, jako książka, jako audiobook.
- Dzienniczek św Faustyny Kowalskiej - jako książka, ale też jest na YT, wystarczy poszukać.

Ale to jest proces, tak jak @daniel napisał, dlatego nie podamy ci odpowiedzi w jednym poście czy nawet w kilkudziesięciu. Bo to jest praca codzienna każdego z nas. Przynajmniej tych, którzy ja podjęli.

Miłować całym sercem - to znaczy rezygnować z każdego najmniejszego przywiązania do rzeczy i nawet ludzi, aby oddać całe serce dla Boga- to osiągają święci.
Całym umysłem- podobnie- każdą myśl kierowana jest do Boga, oczyszczamy codziennie swoje myśli od zajmowania się sprawami przyziemnymi, aby wciąż myślec o Bogu. Brzmi dość radykalnie i absurdalnie, dla kogoś kto jednak musi zadać o utrzymanie rodziny, prace itd ale jednak są święci, którym się to udawało, a więc można.
Całą duszą - czyli niczego bardziej nie pragnąć niż Boga samego i komunii z Nim.

Ktoś kto tak kocha, idzie prosto do nieba. Wszyscy którzy podjęli ten wysiłek, ale jeszcze się nie udoskonalili w takiej miłości, najpierw muszą przejść oczyszczenie (czyściec). Nie można być w niebie tylko troszeczkę, tylko jedną nogą.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Adam01
Posty: 110
Rejestracja: 30 mar 2024, 0:17
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 7
Płeć:

Post

Mawia się, że syty nie zrozumie głodnego, a bogaty biednego ale chciałbym przynajmniej spróbować.
Załóżmy, że to jakiś X jest tym malkontentem z różnymi pretensjami do Boga.
A to coś go boli, klepie biedę, zmarło mu dziecko i jeszcze ma cukrzycę.
Każda przypadłość pogrąża go tylko w zgorzknieniu.
Powinien jednak miłować Pana, Boga swego i to nie tylko trochę, ale całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą.
Jak taki malkontent ma teraz wykrzesać w sobie jakąkolwiek motywację do pracy nad sobą opisanej przez Was, która nie wydaje się raczej krótka, ani łatwa?
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Trzeba zacząć od rozmowy jakiego Boga on zna. Bo pierwsze co przychodzi mi do głowy to fałszywy obraz Boga ma.
Oczywiście że niewyobrażalne jest oddać się Bogu którego postrzega ktoś za Tyrana i surowego Sędziego.
Ale osoba która poznała Boga prawdziwego nie ma problemu z oddaniem się i zawierzeniem Bogu.
Krok po kroku trzeba Boga poznawać. Aby poznać tego Prawdziwego Żywego i Kochającego.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
esperanza
Posty: 1483
Rejestracja: 10 lut 2021, 19:45
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 1264
Podziękowano: 777
Płeć:

Post

@Adam01 ja mam wskazówkę chociaż może wyda się trudna jak nie szokująca, ale dziękować. Zacząć od dziękowania. Za to co mamy od tych największych rzeczy, które łatwo nam przyjdzie wymienić jak rodzina, dom po te o których na codzień zapominamy lub w ogóle nie dostrzegamy. Praktyka dziękowania Bogu otwiera serce i zmienia sposób patrzenia na rzeczywistość.

Obrazek
fragment książki: Jezus mówi do ciebie, Sarah Young.
Polecam.
"Wystarczy ci mojej łaski. Moc, bowiem w słabości się doskonali”. (2Kor 12, 9).
Adam01
Posty: 110
Rejestracja: 30 mar 2024, 0:17
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 7
Płeć:

Post

@esperanza super jest ten Twój tekst z 6 kwietnia. Jakby ktoś czytał mi w myślach. Oczywiście ja nie myślę na co dzień aż tak ładnymi słowami ale ten sens chodzi za mną już ze 2 miesiące. Skąd on pochodzi, masz taki kalendarz dzienny?
Awatar użytkownika
esperanza
Posty: 1483
Rejestracja: 10 lut 2021, 19:45
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 1264
Podziękowano: 777
Płeć:

Post

@Adam01 pod zdjęciem jest podpis, to z książki: "Jezus mówi do ciebie", Sarah Young. Polecam bardzo.

Obrazek
https://czytam.pl/jezus-mowi-do-ciebie- ... GcQAvD_BwE
Ostatnio zmieniony 10 kwie 2024, 19:45 przez esperanza, łącznie zmieniany 1 raz.
"Wystarczy ci mojej łaski. Moc, bowiem w słabości się doskonali”. (2Kor 12, 9).
Adam01
Posty: 110
Rejestracja: 30 mar 2024, 0:17
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 7
Płeć:

Post

esperanza pisze: 10 kwie 2024, 19:41 @Adam01 pod zdjęciem jest podpis, to z książki: "Jezus mówi do ciebie", Sarah Young. Polecam bardzo.
Faktycznie, dziękuje :)
A czemu akurat ta strona przyszła Ci tu na myśl? :-?
Awatar użytkownika
esperanza
Posty: 1483
Rejestracja: 10 lut 2021, 19:45
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 1264
Podziękowano: 777
Płeć:

Post

@Adam01 dobre pytanie... tak czasami mam, że przychodzi mi coś do głowy. Już wczoraj jak czytałam Twoje pytanie to moja pierwsza myśl była w odpowiedzi: "dziękczynienie". Dzisiaj wyraźnie przypomniała mi się ta strona, więc postanowiłam Ci odpisać.

Łatwiej nam pokochać kogoś kiedy widzimy jak sami jesteśmy miłością obdarowywani. Pan Bóg nas kocha na tak wiele sposobów i chce żebyśmy się tym świadomie cieszyli. Dziękowanie sprawia że zaczynamy to w ogóle dostrzegać, a z biegiem czasu realnie odczuwać. Aby kochać Boga całym sercem, duszą i umysłem trzeba najpierw umieć przyjąć Miłość od Niego bo "z pustego i Salomon nie naleje" :)
"Wystarczy ci mojej łaski. Moc, bowiem w słabości się doskonali”. (2Kor 12, 9).
Adam01
Posty: 110
Rejestracja: 30 mar 2024, 0:17
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 7
Płeć:

Post

esperanza pisze: 10 kwie 2024, 20:55 @Adam01 dobre pytanie... tak czasami mam, że przychodzi mi coś do głowy. Już wczoraj jak czytałam Twoje pytanie to moja pierwsza myśl była w odpowiedzi: "dziękczynienie". Dzisiaj wyraźnie przypomniała mi się ta strona, więc postanowiłam Ci odpisać.
U mnie jest chyba podobnie. Jak coś mnie zaintryguje to trwa potem gdzieś tam w podświadomości, czasem pojawia się w myślach, a po jakimś czasie nagle pojawia się jakieś wyjaśnienie.
W przypadku mojego przykładowego malkontenta pomoc musi do niego przyjść chyba raczej z zewnątrz, od kogoś lub od Boga, bo sam chyba nie da rady zacząć poprawnie miłować.
Twój wybrany fragment z książki jest na prawdę niezły. Niezwykłe, że ktoś tak zestawił te 3 cytaty.
Jednak przyznam szczerze, że żadnych implikacji tego tutaj raczej nie za bardzo widzę.
Ewelina123
Posty: 35
Rejestracja: 08 cze 2024, 11:56
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 6
Podziękowano: 6
Płeć:

Post

Adam01 pisze: 10 kwie 2024, 11:37 Mawia się, że syty nie zrozumie głodnego, a bogaty biednego ale chciałbym przynajmniej spróbować.
Załóżmy, że to jakiś X jest tym malkontentem z różnymi pretensjami do Boga.
A to coś go boli, klepie biedę, zmarło mu dziecko i jeszcze ma cukrzycę.
Każda przypadłość pogrąża go tylko w zgorzknieniu.
Powinien jednak miłować Pana, Boga swego i to nie tylko trochę, ale całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą.
Jak taki malkontent ma teraz wykrzesać w sobie jakąkolwiek motywację do pracy nad sobą opisanej przez Was, która nie wydaje się raczej krótka, ani łatwa?
Jak a no poznając Go. Proś codziennie aby Ci dawał znaki jak bardzo Cię miłuje i o to byś je dostrzegł,a uwierz będzie Tobie czynił mniejsze bądź większe cuda. Proś by Ci wysyłał ludzi by Ci objawiał słowo , które chce byś je poznał. Sądzę , że pokaże Ci to w ciągu kilku dni,a rozciągnie na miesiące i lata jeśli nie ustaniesz w wierności. Ale czyż ludzka niewierność ma zniweczyć wierność Boga? Żadną miarą. I tak wiem , że Duch Święty będzie Cię przyciagał do poszukiwania Go.
(Pewien mnich zakochał się w córce kapłana pogańskiego,a ten zapytał się diabła czy ma mu wydać córkę,a diabeł odparł: powiedz by się wyrzekł chrztu,Boga i chyba wiary. A mnich to zrobił i wtedy zobaczył jak coś na kształt gołębia wylatuje z jego ust. Kapłan wrócił do swego bożka ,a on mu odpowiedział tak:" nie dawaj mu jej bo Pan go nadal wspomaga" gdy ten mu to oznajmił ,jak mu powiedział diabeł ,mnich się wzruszył mówiąc a ja chciałem,wyrzekłem się Boga. Czytaj dużo. "Skandal miłosierdzia Bożego" abp.Rysia
A to był akurat fragment z apoftegmatow.
Ostatnio zmieniony 24 cze 2024, 23:11 przez Ewelina123, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Luteranin
Posty: 229
Rejestracja: 25 sty 2023, 23:06
Wyznanie: protestantyzm
Podziękował/a: 45
Podziękowano: 26
Płeć:

Post

Miałem zakładać nowy temat, ale chyba pasuje, żeby tu zapytać?

Co to jest Miłość?
Jezus nas kocha, dlatego oddał za nas życie. Jest to dowód największej Miłości. Im więcej jesteś w stanie cierpieć, tym bardziej kochasz. Miłość nierozerwalnie wiąże się więc z cierpieniem.

Jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że nigdy się nie ożeni, bo nie będzie wiedział co ma zrobić, gdy zakocha się w innej kobiecie. Pomylił Miłość z zakochaniem/zauroczeniem. Facet nie wie co to Miłość, ale ja chyba też do końca nie wiem, dlatego pytam Was.

Tak sobie myślę, że można się z kimś ożenić, potem po jakimś czasie nie chcieć z tą osobą być, ale mimo to być z nią. Czyli można kogoś kochać, ale jednocześnie nie chcieć być z tą osobą. Będąc z nią jednak mimo wszystko, udowadnia się jej i sobie samemu, że się ją kocha.
Dlaczego doszedłem do takiego wniosku.
Jezus nas kocha i oddał za nas życie, ale czy chciał umierać? Przecież się bał, mówił do Ojca, żeby działa się Jego wola a nie Jezusa. Nie chciał za nas umierać, a jednak zrobił to. Tak samo można nie chcieć z kimś być, ale się jest z tą osobą, bo się ją kocha. Dobrze to rozumiem? Wystarczy z kimś być na siłę, nawet gdy się tego nie chce, ale Miłość właśnie zawiera się w tym, że zostaje się jednak z tą osobą? A co jeżeli ktoś z kimś jest, chce z kimś być, ale tylko po to, żeby zatruwać mu życie? Na pewno są i takie przypadki.

Innym przykładem podobnym do tego "jezusowego" był Maksymilian Maria Kolbe. Oddał życie za drugiego człowieka. Kochał go? Tak - kochał. Postąpił dokładnie tak jak Jezus. Ale czy chciał umierać? Czy się nie bał? Sądzę że się bał i nie chciał umierać.

Bóg nas kocha, bo nigdy nas nie opuszcza, nawet gdy sami nawet uważamy, że Go nie potrzebujemy albo w Niego nie wierzymy. Ale Miłość nie może być na siłę. Musi być świadoma i dobrowolna. Mamy wolną wolę. Bóg nas nie zmusi do tego, abyśmy Go kochali. Pozwoli nam odejść, jeżeli tego zechcemy, dlatego Piekło jest naszym własnym wyborem, a nie wtrąceniem do lochu.
To chyba w "Małym Księciu" jest napisane, że jeżeli kogoś kochamy to puśćmy go wolno. Jeżeli wróci, to znaczy, że jest nasz, a jeżeli nie wróci to oznacza, że nigdy nasz nie był.
„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił"
(Efez. 2,8–9)
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Może posłuchaj o miłości w tym filmiku:
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)