Zło trzeba nazywać po imieniu, tak jak to zrobił na antenie pan Babiarz, trafnie określając wizję Johna Lennona.
Sataniści posługują się symbolami i mają frajdę, jak gawiedź im jeszcze w tym przyklaskuje.
Nie potrzeba wielce się oburzać, tylko nazwać sprawę zgodnie z rzeczywistością i wyrazić votum separatum wobec takiego satanistycznego dictum.
Wielu ludzi, rozczarowanych chrześcijaństwem [...], nie wiedząc, gdzie skierować swoje dziękczynienie, przyjmie nauki Lucyfera, którego doktryna ujrzy wtedy światło dzienne. - Albert Pike
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
"Tolerancja" i otwartość na igrzyskach olimpijskich w Paryżu
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
@daniel Bóg na każdego zawsze będzie patrzył z miłością - to jednak nie stoi w opozycji do tego, że na zło należy reagować i grzeszących trzeba upominać. Nie rozumiem też, dlaczego uważasz, że lepiej przejawiać postawę miłości względem tych, którzy nas otaczają - przecież można robić i jedno, i drugie. Moim zdaniem w katolicyzmie piękne jest to, że jest to religia stawiająca na stawanie w prawdzie przed sobą i Bogiem, niezależnie od tego, jak trudna miałaby być ta prawda. Wysłuchaj na YT świadectwa nawrócenia Patrycji Hurlak - ona w nim niejednokrotnie podkreśliła, że ma żal do katolików, którzy nigdy jej nie powiedzieli, że robi źle, że nie reagowali na jej postępowanie. Pewnie niejednego cierpienia mogłaby uniknąć, gdyby ktoś zdecydował się ją upomnieć. Ja nie mówię o tym, że mamy teraz iść na krucjaty ze wszystkim i z każdym, ale jeśli ktoś obraża nas na oficjalnej, kosztującej biliony dolarów imprezie, to uważam, że mamy prawo zareagować.
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 975
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 333
- Płeć:
Nic dodać, nic ująć. Właśnie o to chodziWilczyca z Gubbio pisze: 17 sie 2024, 9:44 Bóg na każdego zawsze będzie patrzył z miłością - to jednak nie stoi w opozycji do tego, że na zło należy reagować i grzeszących trzeba upominać.
Jeśli mówimy prawdę bez miłości, to możemy osiągnąć odwrotny skutek od zamierzonego, wtedy ranimy, wyrządzamy zło, natomiast miłość bez prawdy, jest kłamstwem i naiwnością. Prawdziwa miłość musi być oparta na prawdzie. Tego naucza nas Chrystus: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32), w ten sposób tez poznajemy Jezusa: "Ja jestem ... Prawdą".Wilczyca z Gubbio pisze: 17 sie 2024, 9:44 Moim zdaniem w katolicyzmie piękne jest to, że jest to religia stawiająca na stawanie w prawdzie przed sobą i Bogiem, niezależnie od tego, jak trudna miałaby być ta prawda.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
"Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" 12,21Wilczyca z Gubbio pisze: 17 sie 2024, 9:44 @daniel Bóg na każdego zawsze będzie patrzył z miłością - to jednak nie stoi w opozycji do tego, że na zło należy reagować i grzeszących trzeba upominać. Nie rozumiem też, dlaczego uważasz, że lepiej przejawiać postawę miłości względem tych, którzy nas otaczają - przecież można robić i jedno, i drugie. Moim zdaniem w katolicyzmie piękne jest to, że jest to religia stawiająca na stawanie w prawdzie przed sobą i Bogiem, niezależnie od tego, jak trudna miałaby być ta prawda. Wysłuchaj na YT świadectwa nawrócenia Patrycji Hurlak - ona w nim niejednokrotnie podkreśliła, że ma żal do katolików, którzy nigdy jej nie powiedzieli, że robi źle, że nie reagowali na jej postępowanie. Pewnie niejednego cierpienia mogłaby uniknąć, gdyby ktoś zdecydował się ją upomnieć. Ja nie mówię o tym, że mamy teraz iść na krucjaty ze wszystkim i z każdym, ale jeśli ktoś obraża nas na oficjalnej, kosztującej biliony dolarów imprezie, to uważam, że mamy prawo zareagować.
Jak chcesz upominać grzesznika, który nie ma świadomości grzechu? Bez relacji, nie ma miłości, a bez niej otwartości na upomnienie.
Tak. W prawdzie przed Bogiem i samym sobą, nie w prawdzie o innym.
Słuchałem tej pani już kiedyś. Niestety nie przekonuje mnie. Mógłbym to odwrócić i rzec: "pewnie niejednego cierpienia mógłbym uniknąć gdyby katolicy zewsząd nie wskazywali mi, iż to co robię jest niewłaściwe, złe, grzeszne, nietakie, błędne. ... Ale może nigdy wtedy nie odszedłbym z Kościoła, by świadomie do niego wrócić. Kto wie, może wtedy w ogóle nie wiedziałbym czym jest wiara. Możemy sobie gdybać.
Piszesz jakby w TV pokazywali cokolwiek wartościowego. Poza tym to igrzyska - "zabijanie" dla ludu.
Oczywiście mamy prawo reagować. Nie śledzę wątku od początku. Jak więc reagujesz, jak upominasz?
Dodano po 18 minutach 42 sekundach:
Nie ma żadnych nauk lucyfera, a brak miłości, tęsknota za nią i mizerne próby wypełnienia tej pustki wątłymi, choć dramatycznymi substytutami.Paweł pisze: 17 sie 2024, 9:39 Wielu ludzi, rozczarowanych chrześcijaństwem [...], nie wiedząc, gdzie skierować swoje dziękczynienie, przyjmie nauki Lucyfera, którego doktryna ujrzy wtedy światło dzienne. - Albert Pike
„Największą wartością chrześcijaństwa jest zdolność do budowania relacji, miłości do Boga, do bliźniego i do siebie samego. I zło atakuje właśnie w tym punkcie. Małymi krokami odbiera człowiekowi zdolność do budowania relacji. Potrzeba na to wielu lat powolnej pracy. Zło nie dokona takiej zmiany szybko, to iluzja (...). Im bardziej człowiek staje się niezdolny do miłości, tym bardziej wpada w paradygmat zła. Dlatego – i tu przechodzimy do drugiego rozumienia tego zjawiska – opętaniem nazywa się dzisiaj w teologii głęboką niezdolność człowieka do budowania więzi, zniewolenie przez tę nieumiejętność.”
ks. K. Grzywocz
Dodano po 14 minutach 42 sekundach:
Zgadza się:bramin pisze: 17 sie 2024, 12:15 Jeśli mówimy prawdę bez miłości, to możemy osiągnąć odwrotny skutek od zamierzonego, wtedy ranimy, wyrządzamy zło, natomiast miłość bez prawdy, jest kłamstwem i naiwnością. Prawdziwa miłość musi być oparta na prawdzie. Tego naucza nas Chrystus: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32), w ten sposób tez poznajemy Jezusa: "Ja jestem ... Prawdą".
"Nie przyjmujcie niczego za prawdę co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem."
św. Teresa Benedykta od Krzyża
Jednakże:
"Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością." 1 J 4, 7-8
Wydaje mi się, i głęboko wierzę, iż nie jest tak, że mówiąc prawdę czynię miłość, a raczej miłując z Boga "uprawdziwiem" rzeczywistość.
W sensie wierzę, że miłość rodzi prawdę, prawda natomiast z niej wynika.
To miłość jest cnotą teologalną, a w doktrynie mistycznej św. Jana od Krzyża (i nie tylko) Miłość jest "Wolą Bożą".
Zresztą, całą Przenajświętszą Trójce "spaja" Miłość.
A zatem nie wiem czy nie miłując jesteśmy w stanie kogoś upomnieć, nie jedynie po to, by poczuć się lepiej.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
-
Paweł
- Posty: 221
- Rejestracja: 22 paź 2023, 21:48
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 69
- Podziękowano: 72
- Płeć:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Biblia_Szatanadaniel pisze: 17 sie 2024, 18:37Nie ma żadnych nauk lucyfera, a brak miłości, tęsknota za nią i mizerne próby wypełnienia tej pustki wątłymi, choć dramatycznymi substytutami.Paweł pisze: 17 sie 2024, 9:39 Wielu ludzi, rozczarowanych chrześcijaństwem [...], nie wiedząc, gdzie skierować swoje dziękczynienie, przyjmie nauki Lucyfera, którego doktryna ujrzy wtedy światło dzienne. - Albert Pike
"Księga Lucyfera, zawiera dwanaście esejów, których tematyka rozpoczyna się od Boga, a kończy na życiu pozagrobowym. Znajduje się tam też wykład dotyczący podstaw satanizmu oraz esej o psychicznych wampirach, czyli osobach, które emocjonalnie wykorzystują innych."
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
@daniel brak świadomości grzechu w takiej sytuacji może mieć grupka nastolatków na imprezie, która za dużo wypiła i nagrała filmik telefonem, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, co robi. Ci ludzie doskonale wiedzieli, co robią. Nawet jeśli nie ma wśród nich osób wierzących, to mieli oni świadomość, że biorą udział w czymś złym, nietolerancyjnym, podszytym nienawiścią, obrzydliwym. Zrobili to świadomie i dobrowolnie, w dodatku zapewne za niemałe wcale pieniądze. Sprzedali swoje własne wartości (tolerancja, równość, szacunek wobec innych itp.). Ja nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę w to, że nie mieli świadomości popełnianego zła.
Co do pani Patrycji i jej doświadczeń, to spójrz na to od strony rodzica. Nie wiem, czy masz dzieci, ale wyobraź sobie, że masz dorastającego syna, który zaczyna schodzić na złą drogę pod wpływem kolegów, być może nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Powiesz mu, że źle postępuje (i dlaczego źle postępuje), ryzykując, że trzaśnie drzwiami i wyjdzie, czy uznasz, że nie warto na ten temat rozmawiać, bo się obrazi? Prawda jest taka, że stawianie granic i egzekwowanie ich przestrzegania ze strony rodzica daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i stałości, tylko to nie jest coś, co jako pierwsze odczuwamy na poziomie emocjonalnym. Emocjonalnie młody człowiek może czuć się paskudnie z tym, że ktoś go skrytykował, może nawet nienawidzić swojego rodzica, że nakazuje i zakazuje, ale po latach przyznaje mu rację. I tak też często jest z naszą religią. Ludzie wracają do Kościoła po latach, bo uświadamiają sobie, że jednak ktoś, kto wcześniej zwrócił im uwagę na grzech, miał rację.
Oczywiście tutaj warto zastanowić się, w jaki sposób należy upominać grzeszącego bliźniego. Tutaj często jest niestety pies pogrzebany.
Co do pani Patrycji i jej doświadczeń, to spójrz na to od strony rodzica. Nie wiem, czy masz dzieci, ale wyobraź sobie, że masz dorastającego syna, który zaczyna schodzić na złą drogę pod wpływem kolegów, być może nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Powiesz mu, że źle postępuje (i dlaczego źle postępuje), ryzykując, że trzaśnie drzwiami i wyjdzie, czy uznasz, że nie warto na ten temat rozmawiać, bo się obrazi? Prawda jest taka, że stawianie granic i egzekwowanie ich przestrzegania ze strony rodzica daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i stałości, tylko to nie jest coś, co jako pierwsze odczuwamy na poziomie emocjonalnym. Emocjonalnie młody człowiek może czuć się paskudnie z tym, że ktoś go skrytykował, może nawet nienawidzić swojego rodzica, że nakazuje i zakazuje, ale po latach przyznaje mu rację. I tak też często jest z naszą religią. Ludzie wracają do Kościoła po latach, bo uświadamiają sobie, że jednak ktoś, kto wcześniej zwrócił im uwagę na grzech, miał rację.
Oczywiście tutaj warto zastanowić się, w jaki sposób należy upominać grzeszącego bliźniego. Tutaj często jest niestety pies pogrzebany.
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
Nie znam intencji tych ludzi, a dorosły nie zawsze oznacza dojrzały.Wilczyca z Gubbio pisze: 18 sie 2024, 8:43 @daniel brak świadomości grzechu w takiej sytuacji może mieć grupka nastolatków na imprezie, która za dużo wypiła i nagrała filmik telefonem, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, co robi. Ci ludzie doskonale wiedzieli, co robią. Nawet jeśli nie ma wśród nich osób wierzących, to mieli oni świadomość, że biorą udział w czymś złym, nietolerancyjnym, podszytym nienawiścią, obrzydliwym. Zrobili to świadomie i dobrowolnie, w dodatku zapewne za niemałe wcale pieniądze. Sprzedali swoje własne wartości (tolerancja, równość, szacunek wobec innych itp.). Ja nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę w to, że nie mieli świadomości popełnianego zła.
Mam 9 letnią córkę.Wilczyca z Gubbio pisze: 18 sie 2024, 8:43 Co do pani Patrycji i jej doświadczeń, to spójrz na to od strony rodzica. Nie wiem, czy masz dzieci, ale wyobraź sobie, że masz dorastającego syna, który zaczyna schodzić na złą drogę pod wpływem kolegów, być może nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Powiesz mu, że źle postępuje (i dlaczego źle postępuje), ryzykując, że trzaśnie drzwiami i wyjdzie, czy uznasz, że nie warto na ten temat rozmawiać, bo się obrazi? Prawda jest taka, że stawianie granic i egzekwowanie ich przestrzegania ze strony rodzica daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i stałości, tylko to nie jest coś, co jako pierwsze odczuwamy na poziomie emocjonalnym. Emocjonalnie młody człowiek może czuć się paskudnie z tym, że ktoś go skrytykował, może nawet nienawidzić swojego rodzica, że nakazuje i zakazuje, ale po latach przyznaje mu rację. I tak też często jest z naszą religią. Ludzie wracają do Kościoła po latach, bo uświadamiają sobie, że jednak ktoś, kto wcześniej zwrócił im uwagę na grzech, miał rację.
Oczywiście tutaj warto zastanowić się, w jaki sposób należy upominać grzeszącego bliźniego. Tutaj często jest niestety pies pogrzebany.
Uważam, że dziecku należy wskazywać kierunek, drogę natomiast powinno wybrać samo.
Co do granic poniekąd masz rację. Jednakże z czasem "moc więzi buduje luzowanie sznura".
Co do przyznawania racji, około 30 lat zajęło mi odnajdywanie relacji z Ojcem, z matką trwa to nadal.
Nie ma przepisu na wychowanie potomka, bo każdy z nas wychowany był przez innych rodziców, a oni swoich, a zatem, z pewnej perspektywy, każdy system jest inny. Ważne jest to, że nikt z nas jako rodzic nie musi być doskonały.
Nie neguje nawrócenia tej pani. Po prostu intuicyjnie mnie drażni nie wiem dlaczego. Podobnie jak nie lubię placków ziemniaczanych, a nie wiem dlaczego.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 975
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 333
- Płeć:
Posty będące OT przeniosłem do nowego wątku: viewtopic.php?t=1820
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
@daniel , dziecko w wieku 9 lat nie potrafi jeszcze nawet myśleć abstrakcyjnie, więc nie rozezna. Nie chodzi o to, żeby dziecku dyktować na każdym kroku, co ma robić, tylko żeby kształtować jego sumienie i pokazywać mu, co dobre, a co złe, a także w jakich granicach może poruszać się bezpiecznie, a jakich ma nie przekraczać, bo może sobie zrobić krzywdę.
A pani Patrycji Hurlak można wiele zarzucić, ale w tej kwestii ma w mojej opinii rację. Nie wolno udawać, że nie widzi się zła.
A pani Patrycji Hurlak można wiele zarzucić, ale w tej kwestii ma w mojej opinii rację. Nie wolno udawać, że nie widzi się zła.
