Witam. jestem świeżakiem na forum, założyłem konto dlatego że nie mam z kim porozmawiać, i po prostu potrzebuje to z siebie wyrzucić, więc przepraszam że może dałem temat do złego wątku. Rodzice odpadają gdyż jak sami mówią " rób co chcesz, my za ciebie życia nie przeżyjemy", a zresztą sami teraz mają własne życie. Z rodzeństwem też nie bardzo bo siostra sama zmaga się ze swoimi problemami i nie ma czasu by słuchać tego co mnie martwi (zresztą choruje na nerwice,i nie można jej dołować, tylko optymistyczna gadka wchodzi w grę, nie radzi sobie z emocjami). A żadnych znajomych czy przyjaciół nie mam, jestem sam.
Ostatnio dużo myślę o swojej drodze i swoim powołaniu, w zasadzie mam mętlik w głowie i nie wiem już sam co mam robić, w którą stronę pójść. W zeszłym roku byłem u karmelitów bosych na rekolekcjach powołaniowych, rozmawiałem dużo z ojcem od powołania i powiedział mi że z takimi dużymi przejściami psychicznymi nie ma szans, żeby nawet nie próbować szukać do innych klasztorów, bo usłyszę po prostu to samo. Taka sama była rozmowa w seminarium z księdzem od powołań, że za bardzo zmasakrowany jestem i to nie przejdzie. Teraz zacząłem myśleć o działaniach misjonarskich, ale wydaje mi się że powiedzą mi to samo co przedtem. Więc zostaje mi małżeństwo lub bycie samemu, (a propos, byłem też w trzecim zakonie i w kółkach graniastych w pobliskiej parafii, to nie były moje klimaty [czułem się jak jakiś obcy z innej planety] choć ludzie byli bardzo mili). I teraz nasłuchałem się mnóstwa rzeczy, podcastów w internecie i z mojego racjonalnego umysłu i analizy wynika że również małżeństwo nie powinno być moją rzeczą, dlaczego?, dojdę do tego później. I teraz choruje depresyjnie z myślą że będę sam i nie daje mi to spokoju. Może jest to oddźwięk mojej duszy tego że nie zasługuje na to by być kochanym ?, a może to że sam Bóg oczyszcza mnie poprzez cierpienie, odkrywanie prawdy o mnie samym,
a może po prostu moje uzależnienia już nie działają, więc obserwacja rzeczywistości jaka jest uświadamia mnie że jestem w głębokiej dziurze.
I teraz, mam 34 lata, przez 22 lata siedziałem głową przed monitorem w grach komputerowych dzień w dzień. Powodem tego była ciężka trauma związana z przeprowadzką do innego miasta. Sama przeprowadza to półbiedy, ale najgorsze dla małego chłopca było to że była zrobiona znienacka, na szybko, nic o niej nie wiedział, był przeświadczony że na drugi dzień wróci do swoich kolegów ze szkoły, że pójdzie w ogóle do szkoły, i po szkole będzie z kolegami z osiedla się wygłupiał jak co dzień. To go złamało na tyle że ugrząsł przed monitorem, dodatkowo złamał jeszcze rękę wiec to też dużo się przyczyniło do tego. Od tego się zaczyna, potem była pornografia miękka aż doszedł do hardcorowej stając się seksoholikiem, odpalany internet był z łącza telefonicznego którego kradłem jak nie było rodziców w domu, pornografia rozbudziła ciekawość małego nastolatka i dopuścił się seksualne wykorzystania siostry, wchodzenie w chorowity introwertyzm, oddalanie się od ludzi, outsiderstwo. Starałem się budować jakieś relacje, wrócić jakoś do normalnego życia jako nastolatek i potem w liceum, ale zazwyczaj kończyły się szybko i były bardzo luźne na tyle że sam musiałem "zabiegać" o intencje koleżanek i kolegów. Czasami też stawałem się "gąbką emocjonalną" dla koleżanek ze studiów, darmowym ramieniem do wypłakania się, kiedy ich chłopak nie chciał słuchać. Nikt w życiu nie powiedział mi że mnie kocha a nawet że mnie lubi, jedynie co słyszałem to " dobry, i mądry z ciebie chłopak, ale...", no właśnie ale. Przez całe życie wybierałem złe kierunki swojego rozwoju, kończyłem szkoły i studia z których dzisiaj nic nie mam, nawet dobrego zawodu i dobrych pieniędzy, z resztą nigdy w swoim życiu nie zarobiłem nawet złotówki, to jest dopiero znakomite świadectwo dla przyszłej żony. Teraz uczę się na opiekuna medycznego, ale czuje że to jest kolejne bagno w które weszłem, i bardzo już mi się nie chce tego robić.
Kiedyś byłem bardzo zakochany na studiach w dziewczynie, ale była to miłość nieodwzajemniona, cicha, nie wypowiedziana z dwóch powodów. Po pierwsze jestem bardzo nieśmiały w uczuciach, a jestem bardzo uczuciowym człowiekiem i również bardzo
wrażliwym, a z tego co się orientuje to kobiety takich nie chcą nawet, a po drugie to była dziewczyna poza mojej ligi, nawet miała już potem chłopaka, i to wszystko przyczyniło się że zacząłem tracić sam we własnych oczach, miłość zaczynała stawać się trucizną która drążyła moje ciało. Niska samoocena, potem pojawił się alkohol, depresja, jakieś przypadkowe flirty z kobietami, aż na końcu byłem gotów popełnić samobójstwo. I tu w zasadzie zaczyna się historia mojego nawrócenia, i życia które teraz prowadzę. Będąc na samym dole już śmierci, Kochana Mama Boża wyciągnęła mnie. Nigdy nie byłem w poważnym związku, mam zerowe pojęcie o tym, zdarzyły mi się jakieś randki ale, rozmowa, kolacja i słuch po niej zaginął, to w zasadzie tyle.
Wiem dobrze że musiałbym zając się swoją przeszłością, ale nie mam pieniędzy ani stanowiska prezesa spółki skarbu państwa by zarobić tyle kasy by móc zacząć terapię. Terapia będzie trwała kilka, jak nie kilkadziesiąt lat, w takim wypadku już samo to odpada, nie wiem czy mój umysł i dusza były by w stanie przetrwać to wszystko tyle czasu. Nawet jeśli podejmę się pracy zarobkowej, to nie będzie to praca super płatna, może nawet ledwo będzie mnie stać na cokolwiek. Nigdy nie miałem dobrego wzorca rodziny, ojca, męża, w swoich rodzicach, jak w rodzinach bliższych, w mojej głowie utarł się obraz mężczyzny samotnego badboya który nie słucha się nikogo, a żyje po swojemu. Po części taki jestem, wolnym duchem, który chodzi swoimi ścieżkami, drogami, którego uwierają jakieś krępujące zasady, choć jest taki paradoks że Kościół kocham i jego zasady jak i moralność.
Teraz będzie mijał 6 rok od momentu mojego nawrócenia. Do tego czasu Bóg Pan dał mi kilka takich chwil które ciężko mi je odczytać. W trakcie nowenny pompejańskiej przez krótki czas miałem w sercu pragnienia pomagania innym. Historia francuskiego ojca zakonnego który pomagał paryskim prostytutkom rozpalała moje serce, mówiłem sobie "kurde ale fajnie". A ostatnio miałem pragnienie w sercu by pójść do schroniska i jako wolontariusz tam się udzielać jakkolwiek. Zresztą na mojej drodze życia spotykałem kilku pokaleczonych ludzi. Bezdomnych, głodnych, alkoholików, narkomanów, prostytutki, ludzi typowych outsiderów. I zawsze byłem gotów im pomóc (w granicach rozsądku). Może to jest ta odpowiedz którą szukam ?. Sam już nie wiem, ostatnio była kolęda u mnie i ksiądz proboszcz zwyczajnie na moje słowa westchnął i poklepał mnie po ramieniu, uśmiechając się.
Dziękuje że chciałeś/aś to przeczytać, proszę pisz śmiało co ci na sercu lezy po tej lekturze, bo w końcu miłość wynika z prawdy, a prawda z miłości. I proszę o modlitwę za moją duszę.
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Małżeństwo, samotność, a może świętość ?
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
Nie jesteś wolnym duchem i nie chodzisz swoimi drogami. Nie masz pracy, nie zarabiasz = jesteś zależny od innych. Jesteś dużym dzieckiem, a nie mężczyzną. O swoje wewnętrzne dziecko należy dbać, ale ono nie może dominować naszego życia.
W pierwszej kolejności po utrzymywaniu relacji z Bogiem powinniśmy wypełniać obowiązki swojego stanu. Jesteś kawalerem. Powinieneś w pierwszej kolejności zadbać o usamodzielnienie się i rozpoczęcie terapii (specjaliści przyjmują również na NFZ). Praca nad sobą może pomóc Ci się ukierunkować. Zanim zaczniesz pomagać innym, musisz pomóc sobie. Nie ma drogi na skróty. Nie możesz pogardzać sobą i pomagać innym, masz kochać bliźniego jak siebie samego.
Jesteś kilka lat po nawróceniu, więc rozumiem, że zadośćuczyniłeś już za błędy przeszłości. Czas ruszyć przed siebie i pozwolić sobie dojrzeć.
W pierwszej kolejności po utrzymywaniu relacji z Bogiem powinniśmy wypełniać obowiązki swojego stanu. Jesteś kawalerem. Powinieneś w pierwszej kolejności zadbać o usamodzielnienie się i rozpoczęcie terapii (specjaliści przyjmują również na NFZ). Praca nad sobą może pomóc Ci się ukierunkować. Zanim zaczniesz pomagać innym, musisz pomóc sobie. Nie ma drogi na skróty. Nie możesz pogardzać sobą i pomagać innym, masz kochać bliźniego jak siebie samego.
Jesteś kilka lat po nawróceniu, więc rozumiem, że zadośćuczyniłeś już za błędy przeszłości. Czas ruszyć przed siebie i pozwolić sobie dojrzeć.
-
Albert
Św. Ignacy Loyola też nie zarabiał pracą kiedy szedł do Jerozolimy, a był wolnym duchem.Wilczyca z Gubbio pisze: 31 sty 2025, 13:21 Nie jesteś wolnym duchem i nie chodzisz swoimi drogami. Nie masz pracy, nie zarabiasz = jesteś zależny od innych.
Czemu tak uważasz ?. Czemu mnie tak nazywasz ? . Przypomniało mi to moją ostatnia wizytę u psychologa. Ona też mnie nazwała niewypałem i strasznie się dziwiła że nigdy nie pracowałem. Ogólnie była nie miła dla mnie.Wilczyca z Gubbio pisze: 31 sty 2025, 13:21 Jesteś dużym dzieckiem, a nie mężczyzną. O swoje wewnętrzne dziecko należy dbać, ale ono nie może dominować naszego życia.
Rozumiem, tylko że praca nad sobą może być długa i mozolna, a przynieść niewielkie rezultaty, wiem coś o tym, psycholodzy nie są mi obcy. Wciąż mogę być dużym dzieckiem, tylko tyle że uporządkowanym.Wilczyca z Gubbio pisze: 31 sty 2025, 13:21 W pierwszej kolejności po utrzymywaniu relacji z Bogiem powinniśmy wypełniać obowiązki swojego stanu. Jesteś kawalerem.
Powinieneś w pierwszej kolejności zadbać o usamodzielnienie się i rozpoczęcie terapii (specjaliści przyjmują również na NFZ). Praca nad sobą może pomóc Ci się ukierunkować. Zanim zaczniesz pomagać innym, musisz pomóc sobie. Nie ma drogi na skróty. Nie możesz pogardzać sobą i pomagać innym, masz kochać bliźniego jak siebie samego.
Jesteś kilka lat po nawróceniu, więc rozumiem, że zadośćuczyniłeś już za błędy przeszłości. Czas ruszyć przed siebie i pozwolić sobie dojrzeć.
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
Tym między innymi różni się dziecko od dorosłego, że dziecko jest zależne od innych i to inni łożą na jego utrzymanie (co zrozumiałe). Ty jesteś już w wieku, w którym ludzie samodzielnie utrzymują siebie i swoje potomstwo, a tymczasem nie wyszedłeś jeszcze ze swojej wcześniejszej roli. Oczywiście bywa, że ludzie z różnych powodów, również psychicznych, nie są w stanie podjąć pracy, ale te problemy należy zdiagnozować. Dla mnie wolny duch to człowiek, który podąża własnymi ścieżkami i idzie, dokąd chce. Ty nie możesz tego zrobić, bo musiałbyś wrócić, gdybyś tylko stał się głodny lub chciał się przespać.
Psycholog nie ma być miły, tylko ma Ci pomóc dostrzec prawdę o sobie. Nie chodzi o to, żebyś się załamywał, tylko spojrzał na siebie z boku. Dostrzegł mężczyznę, który zastanawia się nad małżeństwem, a nigdy nie pracował. Dostrzegł, że masz nieodpowiednio poukładane priorytety i rozwiązujesz problem nie od tej strony. Swoją drogą, do diagnozy polecam spotkanie z lekarzem psychiatrą, a nie psychologiem. Jest jakiś powód, dla którego nie możesz ruszyć z miejsca. Daj sobie pomóc, bo może nie dostrzegasz przyczyn lub nieodpowiednio je interpretujesz.
Psycholog nie ma być miły, tylko ma Ci pomóc dostrzec prawdę o sobie. Nie chodzi o to, żebyś się załamywał, tylko spojrzał na siebie z boku. Dostrzegł mężczyznę, który zastanawia się nad małżeństwem, a nigdy nie pracował. Dostrzegł, że masz nieodpowiednio poukładane priorytety i rozwiązujesz problem nie od tej strony. Swoją drogą, do diagnozy polecam spotkanie z lekarzem psychiatrą, a nie psychologiem. Jest jakiś powód, dla którego nie możesz ruszyć z miejsca. Daj sobie pomóc, bo może nie dostrzegasz przyczyn lub nieodpowiednio je interpretujesz.
-
Albert
Ok to nawet jeśli, odbył bym taką terapię, długą do tego, nie zmienia to faktu że przeszłość była jaka była. Wciąż potencjalna partnerka musi mieć w głowie to że koleś skrzywdził swoją siostrę, miał próbę samobójczą (która może się powtórzyć, mimo terapii, fakt !), miał okres jak to określasz "bycia dorosłym dzieckiem", teraz jeszcze po terapii albo jest w trakcie. Powiedzmy że usiądę gdzieś w jakieś robocie za 3k miesięcznie bo nie mam konkretnego zawodu, i tak by starczyło na życie. Nie wiadomo czy będzie mieszkanie i samochód. Myślisz że taka opcja w ogóle wchodzi w grę kiedy kandydatka popatrzy na takiego gościa ?. Dodatkowo mając bardzo dużą pulę do przebrania i wybrania tego najlepszego dla niej ?. Bo dla mnie to jest jakieś niesamowite, chyba że to była by jakaś desperatka. Czasami pomaganie innym ludziom jest również swoją formą autoterapii, otwierania się na drugiego człowieka, przyjmowania go takim jaki jest. Choć nic nie jest powiedziane że będę mógł pomagać z dobrym zapleczem, mogę skończyć jako bezdomny i też mogę i myślę że byłbym w stanie pomagać. Dodatkowo niewiarygodne jest że, 45 min rozmowa z kolesiem co tydzień + prochy psychotropowe (które brałem, ale już nie biorę) nagle mają naprawić mój świat. Słuchaj byłem na takich sesjach, u psychologów (zakładam że psychiatra nie różni się zbytnio, tylko tyle że daje proszki, a w ostateczności porazi cię prądem dla poprawy twojego humoru) były ciężkie rozmowy, dotykanie trudnych kwestii i widzisz rezultaty, jako melancholik wracam do swojej przeszłości, analizuje ją i przeżywam na nowo, nie wyciągam wniosków. Ale dziękuję za twoje słowa i biorę je uważnie na tapet.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Widzisz każdy niesie jakiś swój bagaż życiowy. Zrozumienie tego pomaga przestać się nad soba użalać i tkwić w miejscu. Myślę że ty nie udźwignąłbyś tego co przeżyłam ja. A bym nie uniosła tego co przeżywa @Dominik albo @Wilczyca z Gubbio . Każdy z nas zmaga się ze swoim ciężarem doświadczeń. I pomimo tego ciężaru musimy pracować na siebie i dla innych.
Ja naprawdę rozumiem jak choroba może przeszkadzać pracować. Ale naprawdę warto byś poszedł do pracy. Bo uczciwa praca uleczy połowę problemów jakie masz. Zajmie ci głowę czymś naprawdę konkretnym.
Co było to było. Jeśli byłeś w spowiedzi to Bóg ci wybaczył. Jeśli przeprosiłeś siostrę to jeszcze powinieneś jej zadośćuczynić.
Ale życie na czyimś utrzymaniu i marzenia o pomaganiu innym to jakaś iluzja. Żeby pomagać to samemu trzeba stać na dwóch nogach.
Leki i diagnoza nie mają ci naprawić świata tylko pomóc w nim funkcjonować.
Ja naprawdę rozumiem jak choroba może przeszkadzać pracować. Ale naprawdę warto byś poszedł do pracy. Bo uczciwa praca uleczy połowę problemów jakie masz. Zajmie ci głowę czymś naprawdę konkretnym.
Co było to było. Jeśli byłeś w spowiedzi to Bóg ci wybaczył. Jeśli przeprosiłeś siostrę to jeszcze powinieneś jej zadośćuczynić.
Ale życie na czyimś utrzymaniu i marzenia o pomaganiu innym to jakaś iluzja. Żeby pomagać to samemu trzeba stać na dwóch nogach.
Leki i diagnoza nie mają ci naprawić świata tylko pomóc w nim funkcjonować.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
Ja osobiście uważam, że każdy człowiek może się zmienić i nie można całkowicie przekreślać przyszłości z powodu przeszłości. Bóg chce, żebyśmy się nawracali, zostawiali "starego człowieka" za sobą. To nie jest łatwe, kiedy ma się trudną przeszłość, ale to jest nasz punkt wyjścia.
Natomiast nie jestem w stanie odpowiedzieć Ci na pytanie, czy nadajesz się do małżeństwa. To z czasem będziesz musiał rozeznać sam. Nie przekreślałabym całkowicie opcji małżeństwa, w końcu mordercy po odbyciu wyroków potrafią sobie znaleźć żony i założyć rodzinę (wybacz za porównanie, chodzi mi tutaj jedynie o nawiązanie do trudnej przeszłości). Ale jak wspomniałam wcześniej, nie to powinno Cię teraz zajmować. Masz przede wszystkim wypełniać obowiązki stanu. Jesteś synem, kawalerem, dorosłym mężczyzną. Działalność dobroczynna na rzecz innych jest na dalszym miejscu. Możesz jednocześnie pracować nad sobą i pomagać innym. Natomiast nie może być tak, że pomaganiem innym kompensujesz sobie niewypełnianie obowiązków stanu. Zaraz po obowiązkach stanu są obowiązki zawodu, a dopiero później zaangażowanie społeczne. Spróbuj to sobie poukładać.
Natomiast nie jestem w stanie odpowiedzieć Ci na pytanie, czy nadajesz się do małżeństwa. To z czasem będziesz musiał rozeznać sam. Nie przekreślałabym całkowicie opcji małżeństwa, w końcu mordercy po odbyciu wyroków potrafią sobie znaleźć żony i założyć rodzinę (wybacz za porównanie, chodzi mi tutaj jedynie o nawiązanie do trudnej przeszłości). Ale jak wspomniałam wcześniej, nie to powinno Cię teraz zajmować. Masz przede wszystkim wypełniać obowiązki stanu. Jesteś synem, kawalerem, dorosłym mężczyzną. Działalność dobroczynna na rzecz innych jest na dalszym miejscu. Możesz jednocześnie pracować nad sobą i pomagać innym. Natomiast nie może być tak, że pomaganiem innym kompensujesz sobie niewypełnianie obowiązków stanu. Zaraz po obowiązkach stanu są obowiązki zawodu, a dopiero później zaangażowanie społeczne. Spróbuj to sobie poukładać.
Ostatnio zmieniony 31 sty 2025, 18:41 przez Wilczyca z Gubbio, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Albert
A co jeśli mieszkam w małej miejscowości, i nie mam za co pojechać do dużego miasta by tam znaleźć pracę ?. Druga kwestia jest taka że jestem zmienny, jak widzę że praca mi się nie podoba i jest lipna to po tygodniu mogę ją zmienić, przerabiałem to ze studiami, mam kilka kierunków nie dokończonych. I myślę że z pracą może być podobnie.Magnolia pisze: 31 sty 2025, 18:38 Ja naprawdę rozumiem jak choroba może przeszkadzać pracować. Ale naprawdę warto byś poszedł do pracy. Bo uczciwa praca uleczy połowę problemów jakie masz. Zajmie ci głowę czymś naprawdę konkretnym.
Dodano po 6 minutach 27 sekundach:
Tylko że ten stary człowiek cały czas żyje, jest chodzącym trupem który ma tendencje to ożywienia się, nie zostawi nas nigdy.Wilczyca z Gubbio pisze: 31 sty 2025, 18:41 Ja osobiście uważam, że każdy człowiek może się zmienić i nie można całkowicie przekreślać przyszłości z powodu przeszłości. Bóg chce, żebyśmy się nawracali, zostawiali "starego człowieka" za sobą. To nie jest łatwe, kiedy ma się trudną przeszłość, ale to jest nasz punkt wyjścia.
Bo morderca jest badboyem, co nie zmienia faktu że może zabić ponownie, ale uznaje to porównanie.Wilczyca z Gubbio pisze: 31 sty 2025, 18:41 Nie przekreślałabym całkowicie opcji małżeństwa, w końcu mordercy po odbyciu wyroków potrafią sobie znaleźć żony i założyć rodzinę (wybacz za porównanie, chodzi mi tutaj jedynie o nawiązanie do trudnej przeszłości).
Nie czaje tego, że co jak nie będę wypełniał obowiązku stanu czy tam zawodu to idę do piekła tak ?. Jak nie będę w stanie powiedzmy opiekować się rodzicami to nie mam prawa ich oddać do domu starców albo prosić by siostra nimi się zajęła ?. Albo że praca na cmentarzu jako grabarz jest ważniejsza bo po robocie nie ma po co iść do schroniska by tak wolontariacko się udzielać ?.Wilczyca z Gubbio pisze: 31 sty 2025, 18:41 Ale jak wspomniałam wcześniej, nie to powinno Cię teraz zajmować. Masz przede wszystkim wypełniać obowiązki stanu. Jesteś synem, kawalerem, dorosłym mężczyzną. Działalność dobroczynna na rzecz innych jest na dalszym miejscu. Możesz jednocześnie pracować nad sobą i pomagać innym. Natomiast nie może być tak, że pomaganiem innym kompensujesz sobie niewypełnianie obowiązków stanu. Zaraz po obowiązkach stanu są obowiązki zawodu, a dopiero później zaangażowanie społeczne. Spróbuj to sobie poukładać.
-
Wilczyca z Gubbio
- Posty: 168
- Rejestracja: 04 sie 2024, 9:57
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 12
- Podziękowano: 67
- Płeć:
I widzisz, już nam się rozbiła wizja wolnego ducha. Wolny duch, który nie może nawet pojechać do większego miasta, żeby poszukać pracy? Coś bardzo ograniczony ten Twój duch.
Prawda jest taka, że jesteś w takim wieku, że przy zerowym doświadczeniu zawodowym i braku wykształcenia (bo rozumiem, że żadnych studiów nie ukończyłeś) nie możesz pozwolić sobie na luksus kręcenia nosem i przebierania w ofertach. Może w okolicy jest jakiś zakład produkcyjny? Niedługo lato, więc zapewne będą poszukiwani też pracownicy do prac sezonowych. Idź i zarób na wyjazd. Jak wyobrażasz sobie mężczyznę z Twoim podejściem w małżeństwie? Oczekiwałbyś utrzymywania ze strony żony? Jaki poziom bezpieczeństwa zapewniłbyś rodzinie, zmieniając pracę co tydzień?
I tak, nie odetniemy się w pełni od naszej przeszłości. Jednocześnie nie wolno nam jej rozpamiętywać, samobiczować się i rozdrapywać zabliźnionych ran. Przeszłość trzeba przepracować i pozostawić ją za sobą, nie oglądać się wstecz. Morderca może zabić ponownie, ale wcale nie musi. Pamiętam, że kiedy ktoś próbował przeprowadzić rozmowę z jednym z polskich morderców, który wyszedł na wolność po odbyciu kary, ten stanowczo odmówił, twierdząc, że ma teraz żonę, dzieci i nowe życie. I to jest w mojej opinii mądre podejście do trudnej przeszłości.
Co do wypełniania obowiązków, to naszym zadaniem jest pełnienie woli Bożej. Nie dywagowanie, kim zostaniemy w przyszłości i jak wielkich czynów nie dokonamy, bo przyszłość może nie nadejść. Mamy działać tu i teraz. W pierwszej kolejności mamy skupiać się na utrzymywaniu relacji z Bogiem, w drugiej na wypełnianie obowiązków stanu, w kolejnej na obowiązkach zawodu - dopiero na końcu na działaniu społecznym, hobby i rozrywkach. Ty zmieniasz tę kolejność. Próbujesz budować na piasku, bo brakuje Ci fundamentów.
I tak, jeśli ktoś spędza całe dnie w schronisku na wolontariacie i nie pracuje, mimo że jego stan na pracę mu pozwala, to oznacza, że te proporcje są zaburzone. A jeśli już pracuje jako ten grabarz i po pracy jedzie do schroniska, zamiast spędzać czas z żoną i dziećmi, to już w ogóle.
Prawda jest taka, że jesteś w takim wieku, że przy zerowym doświadczeniu zawodowym i braku wykształcenia (bo rozumiem, że żadnych studiów nie ukończyłeś) nie możesz pozwolić sobie na luksus kręcenia nosem i przebierania w ofertach. Może w okolicy jest jakiś zakład produkcyjny? Niedługo lato, więc zapewne będą poszukiwani też pracownicy do prac sezonowych. Idź i zarób na wyjazd. Jak wyobrażasz sobie mężczyznę z Twoim podejściem w małżeństwie? Oczekiwałbyś utrzymywania ze strony żony? Jaki poziom bezpieczeństwa zapewniłbyś rodzinie, zmieniając pracę co tydzień?
I tak, nie odetniemy się w pełni od naszej przeszłości. Jednocześnie nie wolno nam jej rozpamiętywać, samobiczować się i rozdrapywać zabliźnionych ran. Przeszłość trzeba przepracować i pozostawić ją za sobą, nie oglądać się wstecz. Morderca może zabić ponownie, ale wcale nie musi. Pamiętam, że kiedy ktoś próbował przeprowadzić rozmowę z jednym z polskich morderców, który wyszedł na wolność po odbyciu kary, ten stanowczo odmówił, twierdząc, że ma teraz żonę, dzieci i nowe życie. I to jest w mojej opinii mądre podejście do trudnej przeszłości.
Co do wypełniania obowiązków, to naszym zadaniem jest pełnienie woli Bożej. Nie dywagowanie, kim zostaniemy w przyszłości i jak wielkich czynów nie dokonamy, bo przyszłość może nie nadejść. Mamy działać tu i teraz. W pierwszej kolejności mamy skupiać się na utrzymywaniu relacji z Bogiem, w drugiej na wypełnianie obowiązków stanu, w kolejnej na obowiązkach zawodu - dopiero na końcu na działaniu społecznym, hobby i rozrywkach. Ty zmieniasz tę kolejność. Próbujesz budować na piasku, bo brakuje Ci fundamentów.
I tak, jeśli ktoś spędza całe dnie w schronisku na wolontariacie i nie pracuje, mimo że jego stan na pracę mu pozwala, to oznacza, że te proporcje są zaburzone. A jeśli już pracuje jako ten grabarz i po pracy jedzie do schroniska, zamiast spędzać czas z żoną i dziećmi, to już w ogóle.
Ostatnio zmieniony 31 sty 2025, 21:46 przez Wilczyca z Gubbio, łącznie zmieniany 1 raz.
