Gdy byłam mała, włożyłam sobie do nosa małego (chyba) żołędzia i nie mogłam go wyciągnąć. Pomógł mi mój tata i z tego co pamiętam powiedział mi żebym tak nie robiła. Takie wspomnienie mi się przypomniało, gdy chciałam zrobić to samo z kawałkiem chusteczki. I jeden głos w głowie mówił,że coś może mi się stać, a drugi (już nie jestem pewna dokladnie) ale coś w stylu, że nie i że muszę użyć tą chusteczkę. A "musiałam" ją użyć, bo nie chciałam wyrzucać tamtego kawałeczka niepotrzebnie, więc chciałam nim wytrzeć nos i chyba dla ułatwienia zwinęłam go w kulkę.
Jestem pewna że ten cały post jeszcze bardziej potwierdza mój skrupulantyzm, ale choć z jednej strony cała sytuacja wydaje się śmieszna, z drugiej strony mogło mi się coś stac i to przez nieposłuszeństwo. Czy tu można w ogóle mówić o grzechu? Na prawdę nie wiem.
