Postanowiłam że pójdę do Spowiedzi Św ale boję się że za bardzo traktuje ją jak coś co ma załatwić wszystkie moje problemy i chyba przez to już zdarzyło mi się kilka razy coś zrobić, pomyśleć, że to złe ale już nie chciało mi się nad tym zastanawiać bo zaraz idę do spowiedzi.. w pewnym momencie ogarnęłam, że tak przecież nie można robić ale później chyba i tak znowu coś takiego zrobilam
Wynika to z mojego zmęczenia skrupułami. Nie chcę mi się już rozpratrywac nad wszystkim co robię, ale to "dobra mogę zgrzeszyć bo pójdę do spowiedzi" wydaje się jeszcze gorszym pomysłem.
Zaczęłam robić rachunek sumienia, ale pierwszy raz robie to bez takiego "gotowca" i przez to dłużej mi to idzie.. z drugiej strony rada dla skrupulantow jest żeby ten rachunek był krótki..
No i się zastanawiam, czy powinnam przystępować jutro do Komunii Świętej? Bo jestem w rozsypce. Wiem, że mogę to zrobić jeżeli nie mam świadomości ciężkiego grzechu na sumieniu, ale przez ten rachunek sumienia pamiętam jakieś swoje czyny, które pewnie bym powiedziała przy spowiedzi, ale nie wiem czy są ciężkie czy lekkie.
Jestem tym wszystkim zmęczona, nikt oprócz ludzi na tym forum chyba nie wie o moich skrupułach, bo przy innych staram się być radosna, ale gdy myślę teraz o tych wszystkich rzeczach które pewnie krzywdzą Boga, to chce mi się po prostu płakać. Nie umiem znaleźć czasu dla Boga, a jak już to robię to chyba czasami nawet po prostu pod przymusem a nie z chęcią.
Moje największe pytanie z tego posta, choć nie wiem czy moge tu na nie dostać odpowiedź, to czy jutro mogę przystąpić do Komunii Św. Dodam, że moje sumienie trochę mówi mi, że mogę, no bo jednak powinno mnie to wzmocnić..?
Nie odpowiem ci czy możesz przystąpić do Komunii świętej bo nie chce wprowadzić w błąd. Ale chcę ci powiedzieć że doskonale cię rozumiem 🩷 ja już nawet nie idę do spowiedzi. One zawsze wyglądają podobnie. Jestem już zmęczona podobnie jak ty.
Grzech ciężki to duże zlo wybrane świadomie i dobrowolnie. Trzeba mieć intencje zrobić coś złego. To nie jest coś co robimy przypadkiem lub co zdarza się bez decyzji.
I tylko takie ciężkie grzechy uczynione świadomie i dobrowolnie w ciężkiej materii wymagają spowiedzi.
Grzechy lekkie gładzi spowiedź powszechna na początku mszy św. Gdzie publicznie wyznajemy że jesteśmy grzeszni. Ten akt żalu Bogu wystarcza aby nas oczyścić.
Potem jeszcze następuje gest obmycia palców kapłana przed przeistoczeniem. Ten gest jest symbolem obmycia całej wspólnoty z grzechów. Znowu Bóg działa, to On sam nas przygotowuje do komunii z Sobą. A tuż przed komunią jeszcze mówimy akt pokory czyli Panie nie jestem godzien … trzykrotnie prosimy Boga o oczyszczenie i przygotowanie nas do zjednoczenia w miłości z Nim.
Jeśli nie macie na sumieniu czegoś naprawdę ciężkiego to macie chodzić do komunii św bo komunia św leczy, uzdrawia i chroni waszą duszę.
A spowiedź gładzi wszystko co macie w danej chwili na sumieniu jeśli nic ciężkiego nie zataicie. Obowiązek wyznawania dotyczy jedynie ciężkich grzechów. Lekkich nie trzeba wyznawać.
I tak zostaną zgładzone przez rozgrzeszenie.
Zobaczcie jak Miłosierny jest Bóg. Na pewno nie jest taki drobiazgowy jak księgowy i jak sobie Go wyobrażacie.
Świadczy o tym choćby to że nie stawia żadnych limitów w korzystaniu ze spowiedzi. Oczekuję jedynie skruszonego serca, uczciwości i szczerości.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Magnolia pisze: 18 maja 2025, 8:46
Grzech ciężki to duże zlo wybrane świadomie i dobrowolnie. Trzeba mieć intencje zrobić coś złego. To nie jest coś co robimy przypadkiem lub co zdarza się bez decyzji.
No i właśnie się zastanawiam, czy skoro wiedziałam że to jest złe i dalej miałam te myśli żeby już dać temu spokój to miałam pełną wiadomość i dobrowolność.
Wydaje mi się że to nie było tak że całą sobą myślałam wtedy o tym tylko to była jedna z np kilku myśli, czyli wydaje się że to nie była pełna świadomość prawda?
W sumie to nie pamiętam żeby to było wykroczenie przeciw któremuś z przykazań. No może przeciw pierwszemu, bo choć już odmówiłam poranna modlitwę to korzystając z telefonu coś w głowie mówiło mi żebym się jeszcze pomodliła? Ale to chyba nie jest grzech ciężki.
Zapytałam o Dekalog, bo właśnie z przykazaniami Dekalogu jest związana materia ciężka. Jeśli nie umiesz nazwać grzechu patrząc na przykazania, to pewnie wcale to nie jest grzech tylko jakieś zaniedbanie.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
@Liaqua , grzech ciężki to nie jest coś, co popełnia się przypadkiem. To nie działa jak sytuacja, w której idziesz ulicą, potkniesz się i przewrócisz. To nie roztargnienie. To nie natrętne myśli (niezależnie od tego, jak bluźniercze by one nie były). To nie pokusy. Może mogłaś bardziej pilnować drogi, może mogłaś iść wolniej, ostrożniej - ale jesteś tylko człowiekiem i nie możesz nieustannie mieć oczy dookoła głowy i dawać z siebie 100%, bo nawet operatorzy jednostek specjalnych tak nie potrafią. Jak sama z własnej woli położysz się na ziemi, to nie zastanawiasz się nad swoimi intencjami, bo zrobiłaś to celowo i o tym wiesz. I tym jest właśnie grzech ciężki.
Zastanów się, czy Bóg stworzył nieidealnego człowieka po to, by oczekiwać od niego perfekcji na każdym kroku i karać go widmem wiecznego potępienia, jeśli człowiek pomimo starań tych obietnic nie spełnia. Czy tak wobec dziecka zachowuje się kochający rodzic, czy rodzic toksyczny, przemocowy? Bóg nie oczekuje od Ciebie perfekcji, oczekuje miłości. Kiedy kogoś kochamy, to naturalnie chcemy mu tę miłość okazywać, poświęcać czas, pracować nad wadami, które mogą zaburzać naszą relację. Oczywiście zdarza się, że pod wpływem emocji powiemy o słowo za dużo, że zachowamy się egoistycznie, że świadomie bądź nieświadomie skrzywdzimy, zachowamy się tak, jak powinniśmy... I tak jak w takiej sytuacji przepraszamy człowieka i staramy się naprawić wyrządzone zło, tak wracamy ze skruchą również do Ojca. Wracamy, bo chcemy i kochamy. Jak dzieci, które wiedzą, że coś przeskrobały, ale mają też pewność, że tata przytuli i przebaczy, pomoże zrozumieć błąd.
Pamiętaj, że Bóg widzi nie tylko to, co zewnętrzne. On zna Twoje serce, ma do niego pełny dostęp. Wie, co ukształtowało Twoje skrupuły, doskonale zna Twoje lęki. Wie, że przez zaburzenia nerwicowe możesz nie ufać sobie, analizować wszystko po trzysta razy, zapętlać się w rozterkach typu "A może jednak to był grzech i co teraz?" czy nawet dopowiadać sobie swoje własne intencje - oczywiście na własną niekorzyść, tak na wszelki wypadek. A wszystko to w strachu przed wiecznym potępieniem, które jawi się jako pas w ręce ojca-tyrana, bolesna kara za niegrzeczne zachowanie. Bóg nikogo sam z siebie nie skazuje na potępienie, człowiek sam wybiera tę drogę, świadomie i dobrowolnie odrzucając Boga. Nawet jeśli jesteś jak ta zagubiona owieczka, która nieustannie pakuje się w te same ciernie i za każdym razem żałuje oddzielenia się od trzody i postanawia sobie, że nigdy więcej, a mimo to już nazajutrz przegrywa walkę z samą sobą i zbacza ze ścieżki, sprawiając, że historia powtarza się na nowo, pamiętaj, że jest Pasterz, który zawsze pierwszy wyjdzie, by Cię szukać. Nie będzie czekał, aż sama wyplączesz się z cierni, myśląc sobie; "Ma, co chciała, teraz niech się postara". On przyjdzie i pomoże Ci się wyplątać, a potem weźmie Cię na ramiona i zaniesie z powrotem. I nie zrobi tego ze zniecierpliwieniem, gniewem czy wyrazem zawodu, ale z miłością. Zrozum, że nie jesteś w stanie zrobić NIC, co sprawiłoby, że Bóg przestanie Cię kochać. Nie ma niczego, co byłoby w stanie odłączyć Cię od tej miłości. Niczego.
Bóg chce, byś przychodziła do niego taka, jaka jesteś. Otwierała przed Nim swoje serce pełne skrupułów, dzieliła się lękami, zawierzała Mu swoje wątpliwości. On nie zacznie Cię kochać dopiero wtedy, jak będziesz idealną chrześcijanką, bo Jego Miłość to fakt, a nie nagroda za dobre sprawowanie. Dlatego nie popadaj w rozpacz. To rozpacz jest dla skrupulata realnym zagrożeniem, bo może zaburzyć jego wiarę w Bożą Miłość, a nie popełniony świadomie bądź nieświadomie grzech. Bóg nie stanie się szczęśliwszy, jak będziesz się nieustannie samobiczować. Jeśli jesteś po raz tysięczny na ziemi - trudno. Powstań, otrzep się i idź dalej. Nie potępiaj siebie za to, że upadłaś (każdy upadał, nawet święci. Bez grzechu była tylko Maryja), nie wracaj i nie roztrząsaj, czy przypadkiem nie podobało Ci się za bardzo leżenie na ziemi, czy nie powinnaś przypadkiem wstać wcześniej albo ostrożniej iść. Droga prowadząca do Boga jest wyboista, wąska i kręta, nietrudno o wypadek albo o złe wydatkowanie energii, które skutkuje przemęczeniem i buntem (bardzo często za "nie chce mi się" nie kryje się lenistwo, a zmęczenie, zły styl życia, organizm domagający się odpoczynku). Idź. Nie oglądaj się. Nie wracaj do punktu wyjścia, bo nigdzie nie dojdziesz.
To prawda. Ważne by, pomimo upadków wracać. Bo już miałam taki okres w życiu że nie szłam do spowiedzi, bo myślałam sobie "po co skoro ciągle upadam".
Ale poszłam przedwczoraj do spowiedzi.
@Koss ja właśnie planuje iść dzisiaj, ale w sumie to chyba nie jestem pewna żadnego grzechu który pamiętam (w sensie czy był lekki czy ciężki czy może grzechu nie było) i mam do tego jeszcze strasznie dużo różnych pytań. Nie chce zamęczyć siebie i księdza, więc chyba na początku powiem że męczą mnie skrupuły i spytam czy mogę powiedzieć tylko te moim zdaniem najważniejsze rzeczy. Czy może jednak "załatwić" wszystko?
Ostatnio zmieniony 23 maja 2025, 14:40 przez Liaqua, łącznie zmieniany 1 raz.
@Liaqua , módl się o kierownika duchowego. Powinnaś mieć kogoś, kto pomoże Ci kształtować sumienie. Najlepiej gdyby to był kapłan, który posiada jakąś wiedzę w temacie zaburzeń psychicznych. Pod żadnym pozorem nie może to być ksiądz, który sam cierpi na skrupuły, bo taki dojedzie i siebie, i Ciebie. To ważne, byś regularnie spowiadała się u kogoś, kto Cię zna i pomaga Ci dojść do uzdrowienia ze skrupułów, a nie jedynie odpuszcza grzechy.
Po drugie, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, koniecznie idź na wizytę do psychiatry i daj się zdiagnozować, ewentualnie podjąć leczenie farmakologiczne. Potem przed każdą spowiedzią mów o tym kapłanowi. To jest bardzo ważne, bo u zdrowego człowieka "Nie byłem z powodu lenistwa na niedzielnej Mszy świętej" oznacza "Nie byłem z lenistwa na niedzielnej Mszy świętej", a u osoby z nerwicą to często "Chciałam pójść do kościoła, ale nie miałam psychicznie siły, czułam się ze sobą beznadziejnie, a potem doszłam do wniosku, że jeszcze bardziej tylko obrażę Boga. Ostatecznie zebrałam się i poszłam, ale tutaj na pewno był grzech ciężki, bo przecież mi się nie chciało i miałam już w planach nie iść. Jestem po prostu beznadziejna, leniwa. Muszę się teraz jak najbardziej oskarżyć przed Bogiem, bo jak się zacznę usprawiedliwiać, to zgrzeszę jeszcze bardziej! Nie wiem, więc na wszelki wypadek potraktuję ten grzech jako grzech ciężki, a kapłanowi powiem, że to z lenistwa. Bo gdybym tylko chciała...".
Po trzecie, przyjrzyj się temu, jak wygląda Twoje życie. Bo może popadasz w skrupuły dlatego, że Twój umysł jest zmęczony, przeciążony, ciągle nastawiony na "walcz albo uciekaj". Może ze stresu mało śpisz, jesz nieregularnie i niezdrowo, za dużo pracujesz i nie znajdujesz czasu na odpoczynek. Może nieustannie żyjesz w napięciu, które sprawia, że masz np. podwyższony kortyzol albo źle funkcjonującą tarczycę. Jeśli tak jest, to będzie to miało bardzo duży wpływ na Twoją psychikę. Skrupuły to choroba duszy, a choroby powinno leczyć się holistycznie.