Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com

Paweł Maliński ...powraca drapieżca seksualny....

Tu zamieść temat, jeśli nie wiesz, gdzie pasuje.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Cytuje poniżej dla przestrogi post teolog, członka Komisji która badała przestępstwa Pawła Malińskiego gdy był jeszcze dominikaninem.
Chcę nagłośnić temat, choć mam świadomość że ludzie wierzący o tym skandalu słyszeli i kojarzą tą sprawę. Nie chce byście szukali kanału ani działalności Pawła Malińskiego, bo nie chcę nabijać oglądalności i pobudzać algorytmy zainteresowaniem (poniżej jest streszczenie filmu/oferty coachingowej).
Ale niestety nie wszyscy śledzą wszystkie skandale, albo może ktoś ze znajomych albo rodziny o nim wspomni przy jakiejś okazji wtedy będziecie mieli wiedzę i powinniście ostrzec przed nim, bo póki co nie widać zmiany metod jakimi wcześniej uwodził/manipulował/zniewalał/prowadził narrację a co prowadziło do krzywdzenia i wykorzystywania kobiet ze wspólnoty, którą prowadził.

Sebastian Duda
25 lutego o 21:51 (post z FB)

Paweł Maliński, były dominikanin, który przed kilku laty został skazany na karę więzienia za gwałty popełnione w ramach manipulacji psychoduchowej, ogłosił w grudniu ubiegłego roku na youtube w ramach prowadzonego przez siebie kanału wstęp do prowadzonego przez siebie webinaru. Webinar ten ma być weekendowym kursem online dla ludzi w egzystencjalnym kryzysie w promocyjnej cenie 997 złotych.

Jako teolog byłem członkiem Komisji badającej sprawę Malińskiego (przewodził jej Tomasz Terlikowski), która ogłosiła swego czasu raport na ten temat (link do raportu w komentarzu). Wiem, że każdy więzień ma prawo do resocjalizacji, a każdy człowiek może doświadczyć głębokiego uzdrowienia i wewnętrznej przemiany. Jednak po obejrzeniu na youtube wstępu do wspomnianego wyżej webinaru, w którym występuje sam Maliński (a sam znałem byłego zakonnika osobiście dawno temu i sam również przeszedłem głęboki kryzys egzystencjalny) z całą stanowczością stwierdzam, że treści zaprezentowane we wstępie do "kursu transformacji" można uznać za niebezpieczne dla ewentualnych jego uczestników. Martwi mnie, że na swoim kanale Maliński znalazł już 80 subskrybentów.

Maliński mówi w udostępnianym tu materiale: „Mam na imię Paweł i przez większość życia byłem strażakiem. Nie dosłownie, choć jako dziecko marzyłem o tym zawodzie. Byłem tym, który ratuje innych, reanimuje, wspiera i pomaga. Przez lata pomagałem innym wychodzić z ich kryzysów, podnosiłem ich, gdy upadali, ratowałem, gdy tonęli. Miałem to opanowane. Aż w końcu zapalił się dom, w którym sam mieszkałem. Zaczął zawalać się wieżowiec mojego życia. Straciłem dom, pracę, przyjaciół, sens, wolność.”
Nie nie wiadomo o tym, czy po wyjściu z więzienia i wydaleniu z zakonu przeszedł terapię, jakiekolwiek szkolenie upoważniające go do pracy z ludźmi po takiej własnej a nie innej działalności z przeszłości, jakąkolwiek superwizję, lub nawetjakikolwiek skuteczny proces uzdrowienia. Nie przeprosił za swoje postępki publicznie. Nie zabrał też w tej sprawie głosu. Proponuje natomiast kurs, podczas którego może wejść głęboko w intymność ludzi zmagających się z poważnymi życiowymi wyzwaniami. Niby ma to być weekendowy kurs online, w którym uczestnicy nie będą musieli włączać kamer (będą za to mogli brać udział w czacie). Jednak dla chętnych Maliński proponuje spotkania z nim w formacie 1/1. Przed czymś takim trzeba publicznie ostrzegać.

Duże wątpliwości budzi pięć fundamentalnych filarów, jakie we wstępie do swego kursu przedstawia Maliński. Pierwszym z nich jest właśnie spotkanie z drugim człowiekiem, w którym ma nastąpić "dotknięcie serca". Owo dotknięcie ma przypominać dostarczyciela boostera do rozładowanego akumulatora w samochodzie. Można mniemać, że taki akumulator aktualnie uwaza się sam Maliński. Nie należy mu ufać.
Drugim filarem kursu ma być "wprowadzenie w ciszę". Jako pomoc dla chętnych mają służyć trzy ułożone przez Malińskiego medytacje (wszystko w pakiecie z weekendowym webinarem za 997 zł.). W przeszłości praktyki medytacyjne były elementem manipulacji psychoduchowych stosowanych przez byłego zakonnika. Nie ma żadnego powodu, by w tym względzie zaufać mu i teraz.

Jako trzeci filar swojego kursu Maliński podaje "pracę z uczuciami". To szczególnie niebezpieczny element. W przeszłości taka "praca z uczuciami" prowadziła do bezwzględnego emocjonalnego podporządkowania prowadzonych przez niego w kierownictwie duchowym osób. Jej skutkiem była przemoc psychiczna, duchowa i fizyczna.

Kolejnym filarem kursu Malińskiego ma być "ukierunkowanie sensus". Były zakonnik w tym kontekście przytacza historię z dzieciństwa, gdy ojciec zabrał go nad głęboką rzekę, by pokazać mu kłębiące się wiry. Powiedział wtedy kilkulatkowi, by nigdy nie walczyć z wirami, lecz starać się od razu o upadnięcie na dno, bo tylko tam znaleźć można grunt do odbicia się i uniesienia się na powierzchnię. Maliński zapewnia, że sam dotknął egzystencjalnego dna. Jednak dodaje, że rada ojca na zawsze pozostała mu w pamięci i dlatego może być aktualnie pomocnikiem dla wielu. Nic jednak nie wspomina o tym, że dotykanie dna bez odpowiedniej pomocy z zewnątrz może zakończyć się utonięciem (także dla pomagającego, jeśli działa w nieprofesjonalny sposób). Spotkania z Malińskim w przeszłości co najmniej kilka osób nie przypłaciło życiem. Nie wolno o tym zapominać.

Jako ostatni filar swojego kursu Maliński proponuje "wejście we wspólnotę". Trzeba pamiętać, że propozycja ta wychodzi z ust osoby, która przed laty w łonie dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego założyła we Wrocławiu sektę. Maliński dowiódł, że ma sektotwórcze zdolności. Nic nie wiadomo o tym, czy podczas "wchodzenia we wspólnotę" potrafi nad nimi teraz zapanować.
Z całą stanowczością, biorąc pod uwagę także moje osobiste doświadczenia i wieloletnie traumatyczne skutki dawnych kontaktów z Malińskim, odradzam korzystanie z jego usług jako weekendowego coacha.
Myślę, że w tej sytuacji jasne stanowisko wobec działań swojego byłego współbrata powinni też zająć dominikanie. Nie chodzi tylko o rytualne odcięcie się od nich. W przypadku Malińskiego jako chrześcijan dalej obowiązuje nas przykazanie miłości bliźniego. Właśnie dlatego piszę ten post. Mam w pamięci spotkania z nim i spotkania ze skrzywdzonymi przez niego. Zmieniy one moje życie i wciąż mają na nie wpływ. Nie wolno dopuścić do ewentualnej dalszej przemocy psychicznej, duchowej i fizycznej kogokolwiek.

Jednak uważam także, że nie wolno Malińskiego zostawiać obecnie bez pomocy. Nie może on teraz pracować jako coach, terapeuta czy duchowy guru, ale musi z czegoś żyć i mieć jakąś sensowną pracę. Po kilkudziesięciu latach spędzonych w zakonie znalezienie takowej może być dla niego trudne, także dlatego, że po wyjściu z więzienia mógł nie przejść dotąd sensownego procesu uzdrowienia (a proponowanie przez niego weekendowych kursów dla osób w kryzysie jest w gruncie rzeczy dowodem, że takiego procesu nie przeszedł), choć pewnie utrzymuje jakieś kontakty ze swoimi dawnymi znajomymi, także dominikanami. Zaoferowanie mu czegoś w tym względzie jest również naszą sprawą jako chrześcijan. W naszej wierze przebaczenie i pojednanie, zaprzestanie krzywdy przez przeciwstawianie się krzywdzicielom oraz ich upominanie i pomoc w ich podnoszeniu się z winy, jest tak samo ważne jak zadośćuczynienie wobec skrzywdzonych.
Nie sądzę, że to naiwne. Jak myślicie? Co robić?
Sebastian


Podobnie przestrzega przed Pawłem Malińskim na swoich kanałach na YT Tomasz Terlikowski oraz Monika Białkowska.

Czy w takich sytuacjach dobrym rozwiązaniem jest wydalenie ze stanu duchownego? - pyta M. Białkowska. Jako dominikanin miałby nadal przełożonego, który by decydował o jego losie (nie w sensie przenoszenia na inne parafie, ale trzymania takiej osoby pod kontrolą typu praca na kuchni czy służba braciom)
Ciekawe co Wy o tym myślicie?

Lepiej wydalić i nie mieć wpływu na to co taki człowiek dalej robi, czy trzymać w klasztorze ale pod kontrolą?
A może jeszcze jakieś inne wyjście przychodzi wam do głowy?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
Jockey
Posty: 333
Rejestracja: 05 mar 2025, 11:37
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 44
Podziękowano: 74
Płeć:

Post

Przez chwilę byłem w tym duszpasterstwie akademickim Dominik, bo to w nim się to wszystko działo. Cześć skrzywdzonych osób mieszkała w części dominikańskiej. Było to też zaraz przy dominikańskim ośrodku wspomagającym osoby dotknięte sektami i innymi zagrożeniami duchowymi.
Ja po spięciu z Pawłem Malińskim i konflikcie z jego ówczesnymi wyznawcami odszedłem. Jakoś nie podobało mi się tam wiele rzeczy i postawa ojca. Ale też kult jednostki prowadzony w duszpasterstwie i we wspólnocie która powołał też mnie raził. Można powiedzieć, że po raz kolejny Pan Bóg mnie uchronił przed traumą i sektą.

Co do postawy Dominikanów to za słabo pilnowali wtedy tego co się pod ich dachem działo. Nie chcieli się tym zajmować dlatego go wywalili z zakonu. Nie dziwię się im. Z naszego punktu widzenia to powinni kontrolować go. Ale oni boja się że może to się skończył jak poprzednio. Skandalem.

Szkoda że Maliński nie dostał sądowego zakazu prowadzenia takich kursów. To trochę nasze Państwo poległo.

Wygląda to tak że dominikanie umyli ręce. Państwo umyło ręce. A słabi i szukający pomocy znowu będą narażeni na działania tego guru.
Ostatnio zmieniony 04 mar 2026, 7:03 przez Jockey, łącznie zmieniany 2 razy.
Ps 23,1-3 Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Nie powiedziałabym, że dominikanie umyli ręce, po prostu skorzystali z kar kanonicznych jakie wydawały się odpowiednie. Państwo też zadziałało, bo miał proces i wyrok, który odsiedział. Problemem jest brak nawrócenia i przemiany.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
Marek Piotrowski
Posty: 2709
Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 436
Podziękowano: 1161
Płeć:

Post

Jockey pisze: 04 mar 2026, 6:59 Co do postawy Dominikanów to za słabo pilnowali wtedy tego co się pod ich dachem działo.
Niestety, tak. Było ostatnio parę dominikańskich wpadek...
Zresztą widać, choćby po różnych meandrach najpopularniejszego w Polsce youtubera-zakonnika - że niekiedy chyba ten brak nadzoru jest nadmierny.
Jockey pisze:Nie chcieli się tym zajmować dlatego go wywalili z zakonu.
Tego zarzutu nie rozumiem. Niby jak mieli się nim "zajmować"?
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Marek Piotrowski pisze: 04 mar 2026, 9:59
Jockey pisze:Nie chcieli się tym zajmować dlatego go wywalili z zakonu.
Tego zarzutu nie rozumiem. Niby jak mieli się nim "zajmować"?
Ograniczyć prace z ludźmi do zlewozmywaka w kuchni, mycie podłóg tez uświęca itd.
Skierować na przymusową terapię i kontrolować czy chodzi. Tomasz Nowak OP opowiadał ze tak postąpili z nim gdy podejrzewano go o alkoholizm, i nie wierzono gdy mówił ze nie jest chory.
Więc znają dominikanie środki przymusu wewnątrz zakonnego.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
Marek Piotrowski
Posty: 2709
Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 436
Podziękowano: 1161
Płeć:

Post

Ale przecież on jest poza zakonem
Mieli go zatrzymać?
Ostatnio zmieniony 04 mar 2026, 10:37 przez Marek Piotrowski, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Jockey
Posty: 333
Rejestracja: 05 mar 2025, 11:37
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 44
Podziękowano: 74
Płeć:

Post

@Marek Piotrowski odwolywalem się do wpisu @Magnolia

Czy w takich sytuacjach dobrym rozwiązaniem jest wydalenie ze stanu duchownego? - pyta M. Białkowska. Jako dominikanin miałby nadal przełożonego, który by decydował o jego losie (nie w sensie przenoszenia na inne parafie, ale trzymania takiej osoby pod kontrolą typu praca na kuchni czy służba braciom)
Ciekawe co Wy o tym myślicie?

Lepiej wydalić i nie mieć wpływu na to co taki człowiek dalej robi, czy trzymać w klasztorze ale pod kontrolą?
A może jeszcze jakieś inne wyjście przychodzi wam do głowy?
Ps 23,1-3 Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę.
Awatar użytkownika
bramin
Ksiądz
Posty: 975
Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 92
Podziękowano: 333
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 04 mar 2026, 10:22 Ograniczyć prace z ludźmi do zlewozmywaka w kuchni, mycie podłóg tez uświęca itd.
Skierować na przymusową terapię i kontrolować czy chodzi. Tomasz Nowak OP opowiadał ze tak postąpili z nim gdy podejrzewano go o alkoholizm, i nie wierzono gdy mówił ze nie jest chory.
Więc znają dominikanie środki przymusu wewnątrz zakonnego.
@Magnolia to jest ideał ale bardzo nierealistyczny.
Jakis delikwent przyszedł do zakonu dobrowolnie i moze dobrowolnie ten zakon opuscic, nikt nie ma prawa go zmuszac do terapii, albo sam sie na to zgodzi albo wyrokiem sądu bedzie do tego przymuszony. A to jest juz skomplikowanan sprawa.
Procesy kanoniczne tez nie są łatwe i zalezą w duzej mierze od dobrej woli oskarzonego, trzeba mu te rozne pisma doręczyc, on musi to potwierdzic a jak ma w nosie to sprawa się przeciąga plus są mechanizmy odwoławcze.
Z wydaleniem ze stanu duchownego tez nie jest prosto. Kongregcja ds. duchowienstwa nie wywala sobie ot tak. Jesli sprawa ciągnęła się latami bylo wiadomo co to za czlowiek to kongregacja moze argumentowac, ze przeciez zakon o tym wiedział, nie zareagowal, wiec niech sie z tym człowiekiem męczy.
Magnolia pisze: 04 mar 2026, 10:22 Więc znają dominikanie środki przymusu wewnątrz zakonnego.
To jest bezprawie i kazdy sąd przyzna rację zakonnikowi.
Kiedys dawno temu w takich przypadkach klaszory mialy karcery i jak ktos chciał pokutowac to mogl to robic.
W skrajnych przypadkach goscia wywalano z klasztoru nie zalując rózgi i nie bawiono sie w jakies procesy czy kongregacje.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
Awatar użytkownika
Jockey
Posty: 333
Rejestracja: 05 mar 2025, 11:37
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 44
Podziękowano: 74
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 04 mar 2026, 10:22 Ograniczyć prace z ludźmi do zlewozmywaka w kuchni, mycie podłóg tez uświęca itd.
Nie da się tego tak łatwo zrobić.
Magnolia pisze: 04 mar 2026, 10:22 Skierować na przymusową terapię i kontrolować czy chodzi.
Nierealne. Nasze prawo wymaga zgody na terapię. Albo wyroku sądu kierującego na terapię.
Magnolia pisze: 04 mar 2026, 10:22 Tomasz Nowak OP opowiadał ze tak postąpili z nim gdy podejrzewano go o alkoholizm, i nie wierzono gdy mówił ze nie jest chory.
No to złamano prawo.

Fakty są takie, że najpierw PM działał w Poznaniu i jak wybuchła afera to przeniesiono go do Wrocławia gdzie mógł dalej uprawiać swój proceder. I to mój zarzut do dominikanów dlaczego na to pozwolili. Dlaczego nie odsunięto go od posługi.
Ps 23,1-3 Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę.
Awatar użytkownika
Marek Piotrowski
Posty: 2709
Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 436
Podziękowano: 1161
Płeć:

Post

Myślę, że Kościół zapędził się sam w pewien ślepy zaułek, opierając karanie księży na podstawach prawnych (KPK), a nie po prostu postanowieniu biskupa (nie mówię, że poprzedni system także nie powodował patologii - ale obecny jest całkowicie nieefektywny.

Problemem według mnie jest... brak autorytaryzmu w Kosciele.
Nie przejęzyczyłem się - kiedyś biskup decydował o ukaraniu/wydaleniu księdza według swego sumienia.
Zapewne i tam były błędy, pewnie i nadużycia - ale działało to sprawnie, było oparte na zaufaniu do biskupa.
Potem oparto zasady dyscyplinowania księży na zasadach prawnych analogicznych do sądownictwa świeckiego (a więc konieczność udowodnienia itd). Na pierwszy rzut oka wydaje się to być dobre, ale nie jest.

Z bardzo prostego powodu - taki system wymaga prokuratury (czy jej odpowiednika) z uprawnieniami śledczymi.
Biskup takich uprawnień nie ma. Oczywiście, prowadzi "śledztwo", ale na dobrą sprawę może tylko prosić świadków i oskarżonego by zeznawali.
Czyli, praktycznie, możliwości dowodowe ma niemal zerowe - a potem jest jeszcze droga odwoławcza, prawnicy itd.
To jest zupełnie fatalna sytuacja. Wprawdzie nie tak fatalna jak np w anglikaniźmie (tam rzecz doszła do absurdu: pewien wikary zaczął określać się oficjalnie jako niewierzący. Proboszcz zrezygnował z jego usług - ale wikary odwołał się prawnie, argumentując, że wprawdzie jest ateistą, ale jest dobrym księdzem!).
Czy, oprócz tego prawnej, systemowej niemocy, nie zdarza się ochrona księży, którzy coś przeskrobali? Niestety, zdarza się. I chyba za często. Ale nie każdy wypadek gdy "ludzie mówią że pedofil a biskup nic nie robi" jest takim właśnie przykładem.
Często władza kościelna ma po prostu związane ręce.

Do tego dochodzi sprawa bardzo wielu fałszywych oskarżeń wobec księży a także ich (słuszny!) żal o to, że na przykład choć księża bywają pedofilami rzadziej niż duchowni innych wyznań, a ci rzadziej niż przeciętni mężczyźni świeccy (nie mówiąc już o nauczycielach i trenerach, którzy bywają pedofilami kilkudziesięciokrotnie częściej!), sprawia się wrażenie, jakoby pedofilia dotykała jakoś specjalnie księży. Podobnie jest z innymi oskarżeniami.

Inna rzecz, że czasami brak reakcji jest wręcz szokujący. Taka jest sprawa Jacka Weigla, taka była sprawa Betanek i wielu innych.
Dopiero jak objawy są nie do przeoczenia, to się coś robi, bo "młyny koscielne mielą powoli" (nie ma chyba powiedzenia, które przyniosłoby w Kościele współczesnym więcej szkód).
Często przełożeni zdają się dostrzegać problem dopiero, gdy staje się naprawdę groźny. Wcześniej dominuje podejście „dobrze że ktoś coś robi” a proboszcz cieszy się że jego parafia „jest aktywna”. W swoim czasie próbowałem zainteresować hierarchię na różnym poziomie zastrzeżeniami w stosunku do wspólnoty w której byłem (założyciel oberwał we Włoszech wyrok za wyłudzanie od wdowy olbrzymiej kwoty za obietnice wskrzeszenia męża) i spotkałem się z – nie, nie z oporem czy sprzeciwem – po prostu z kompletnym brakiem zainteresowania. I to mimo że nie opierałem się wyłącznie na własnej ocenie, ale na opiniach osób o niekwestionowanym w "świecie charyzmatycznym" autorytecie a także diecezjalnego egzorcysty.