Bracie Braminie, napisałeś tak:Napisałem, że rodzice powinni dawać przykład ("verba docent, exempla trahunt" co się tłumaczy na nasze: słowa uczą, przykłady pociągają) a co z tym zrobią dzieci to już inna bajka.
Czyli wg Ciebie, jak dziecko widzi rodziców którzy się modlą, chodzą do Kościoła w niedzielę i żyją "jak Pan Bóg przykazał" (swoją drogą rozwiń to proszę...), to już właściwie będzie robić to samo. No tak własnie napisałeś. No chyba że nie rozumiem słowa pisanego.Jak dziecko widzi, ze rodzice się modlą, uczestniczą w niedzielę we Mszy sw., żyją tak jak Pan Bóg przykazał to właściwie rozmowa nie jest za bardzo potrzebna.
No i tu jest właśnie problem, bo teraz chyba wszystkie dzieci mają pytania i wątpliwości. I widząc przykład rodziców, próbują potwierdzić słuszność tego co oni robią poprzez szukanie odpowiedzi również gdzie indziej. A gdzie najprędzej? No właśnie na lekcjach religii, przecież to logiczne. Jeżeli rodzice są tak gorliwymi katolikami, to co dopiero powinien robić ksiądz, który przecież jest Kapłanem i siłą rzeczy jest "bliżej" tych spraw. I tam widzą księdza, który w ramach różnych metod dydaktycznych puszcza im jakieś filmy, czy przynosi kolorowanki, a sam ogląda cos na smartfonie. No proszę Cię bardzo, takie metody może były jakoś skuteczne czterdzieści lat temu.No chyba, że dziecko ma jakieś pytania czy wątpliwości.
Widzę że nie masz pojęcia, jak duży właśnie Wy, księża, macie wpływ na młodych ludzi. Sam sobie rozwiń to jak chcesz.
Bracie, jakże to ja, analfabeta który nie rozumie tekstu pisanego, miałbym pouczać kapłana, który jest po studiach teologicznych i w dodatku rozumie nawet tekst pisany po łacinie, miałbym pouczać jak przedstawiać Pana Boga...?No to pokaż mi teraz prawdziwego, żywego Boga a jak nie potrafisz to przynajmniej w teorii uchyl rąbka tajemnicy jak się do tego zabrać, żeby zobaczyć Boga.
Tylko dla Ciebie: Bóg jest Miłością. MIŁOŚCIĄ. A twierdzenie, że jest sędzią który za dobre wynagradza a za złe KARZE - jest bzdurą.
