Daruj sobie podobne gierki, bo po prostu przestanę z Tobą rozmawiać. CHętnie pomagam w różnych problemach, ale nie cierpię nieuczciwości w dyskusji, tego typu chwytów jak powyżej i marnowania mojego czasu.
Zatem, jeśli masz argumenty, to je podaj. Jeśli nie, to po prostu nie pisz.
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Rachunek sumienia dla dorosłych
Bzdura.Marek Piotrowski pisze: 19 lip 2026, 13:02 w dużej części mamy wpływ na nasze uczucia i odpowiadamy za nie
Roman Bielecki OP:
https://info.dominikanie.pl/2014/09/uczucia-niechciane/Gdzie zatem przebiega granica między uczuciem a grzechem?
Grzechem może być tylko konkretny czyn podjęty np. pod wpływem gniewu czy zazdrości, nigdy samo uczucie. Ponieważ uczucia nie podlegają ocenie moralnej. Tak naucza „Katechizm Kościoła Katolickiego”.
ks. Krzysztof Grzywocz:
Spowiedź dotyczy tego, na co mamy wpływ. A więc przede wszystkim dotyczy naszych decyzji. Emocje są stanem, który przychodzi nagle, są reakcją na jakiś bodziec, którym może być kłótnia, usłyszenie ulubionej muzyki albo przypomnienie sobie jakiegoś żartu czy sytuacji, który spowoduje wybuch radości. Emocje same w sobie nie pociągają więc odpowiedzialności moralnej.
https://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/8553dUczucia nie podlegają ocenie moralnej. Podlegają jej konkretne czyny. Jeśli żywisz uczucie nienawiści nie jest to grzechem. Źle by było, gdybyś uczuciu ulegała i krzywdziła męża...
ks. Kamil Gołuszka:
https://m.katolik.pl/emocje-i-bog,41387,416,cz.htmlemocje, jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 1767 nie są dobre ani złe, nie mogą podlegać ocenie moralnej, a co za tym idzie - nie mogą być postrzegane jako grzech.
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Bzdura, że bzdura.Natalia89 pisze: 19 lip 2026, 19:10Bzdura.Marek Piotrowski pisze: 19 lip 2026, 13:02 w dużej części mamy wpływ na nasze uczucia i odpowiadamy za nie
To pogadaliśmy sobie. Coś z tego wynikło?
Podpisuję się pod tymi cytatami, dziękuję, że je wypisałaś.Roman Bielecki OP:https://info.dominikanie.pl/2014/09/uczucia-niechciane/Gdzie zatem przebiega granica między uczuciem a grzechem?
Grzechem może być tylko konkretny czyn podjęty np. pod wpływem gniewu czy zazdrości, nigdy samo uczucie. Ponieważ uczucia nie podlegają ocenie moralnej. Tak naucza „Katechizm Kościoła Katolickiego”.
ks. Krzysztof Grzywocz:Spowiedź dotyczy tego, na co mamy wpływ. A więc przede wszystkim dotyczy naszych decyzji. Emocje są stanem, który przychodzi nagle, są reakcją na jakiś bodziec, którym może być kłótnia, usłyszenie ulubionej muzyki albo przypomnienie sobie jakiegoś żartu czy sytuacji, który spowoduje wybuch radości. Emocje same w sobie nie pociągają więc odpowiedzialności moralnej.https://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/8553dUczucia nie podlegają ocenie moralnej. Podlegają jej konkretne czyny. Jeśli żywisz uczucie nienawiści nie jest to grzechem. Źle by było, gdybyś uczuciu ulegała i krzywdziła męża...
ks. Kamil Gołuszka:https://m.katolik.pl/emocje-i-bog,41387,416,cz.htmlemocje, jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 1767 nie są dobre ani złe, nie mogą podlegać ocenie moralnej, a co za tym idzie - nie mogą być postrzegane jako grzech.
Co nie zmienia faktu, że do pewnego stopnia odpowiadamy za swoje uczucia.
Nie za spontaniczne emocje, ale za uczucia, które w sobie hodujemy, z których jednak potem te emocje mogą wynikać
Nie na darmo mówimy, ze ktoś "pielęgnuje jakieś uczucie".
Przywołano tu Katechizm - zatem posłużmy się całościowym nauczaniem w nim zawartym na ten temat:
1767 Uczucia same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nabierają one wartości moralnej w
takiej mierze, w jakiej faktycznie zależą od rozumu i od woli. Uczucia nazywane są
dobrowolnymi "albo dlatego, że nakazuje je wola, albo dlatego, że ich nie zabrania".
Doskonałość dobra moralnego lub ludzkiego wymaga, by rozum kierował uczuciami.
1768 Wzniosłe uczucia nie decydują ani o moralności, ani o świętości osób; stanowią
niewyczerpany zasób wyobrażeń i odczuć, w których wyraża się życie moralne. Uczucia
są moralnie dobre, gdy przyczyniają się do dobrego działania; w przeciwnym razie – są
moralnie złe. Prawa wola podporządkowuje dobru i szczęściu poruszenia zmysłowe, które
uznaje za swoje. Zła wola ulega nieuporządkowanym uczuciom i potęguje je. Emocje i
doznania mogą być przekształcone w cnoty lub zniekształcone w wady.
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
No cóż, tekst Katechizmu jest jasny. Każdy też chyba wie, że można pielęgnować pewne uczucia, rozpalać je (zarówno te dobre, jak i złe) a można je wygaszać. Im człowiek bardziej uporządkowany, tym skuteczniej.Natalia89 pisze: 19 lip 2026, 19:27 Bzdura. To, co przywołałeś, nie znaczy, że "w dużej części" odpowiadamy. Z wyjątku robisz regułę na niekorzyść wiernych.
Może spróbujmy poodkręcać :Marek Piotrowski pisze: 19 lip 2026, 13:02 Obawiam się, że problem nie leży w owych rachunkach sumienia, a w braku zrozumienia z jakim podchodzisz do lektury.
Weźmy podane przez Ciebie przykłady:Tak więc nie chodzi o uczucia jako takie.
- wybaczenie w sercu - w Biblii serce nie oznacza bynajmniej uczuć, lecz całego człowieka. Przebaczyć całym sercem, oznacza przebaczyć całym sobą
- miłowanie nieprzyjaciół - z całą pewnością nie chodzi o uczucia, lecz o POSTAWĘ. O to, że nie chcę im szkodzić tylko dlatego, że są nieprzyjaciółmi.
- pożądanie - oczywiścieże nie chodzi o odruch, lecz o zaakceptowane przez człowieka pożądliwe patrzenie na kobietę.
(Czy nie jesteś przypadkiem skrupulantem?)
Ale - niezależnie od tego, co napisałem powyżej - wbrew powszechnym mniemaniom, w dużej części mamy wpływ na nasze uczucia i odpowiadamy za nie. Nie do końca - ale w bardzo dużej części.
A, nawiasem mówiąc, niechęć do dążenia do ideału (choćby nieosiągalnego) wydaje mi się w tekście chrześcijanina co najmniej dziwna...
Przecież właśnie to jest istotą naszego życia. W Starym Testamencie teoretycznie wypełniający przykazania mógł czuć się święty. W Nowym nie ma "szklanego sufitu", Bóg umożliwia nam - i jednocześnie nakazuje - nieograniczony rozwój.
"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski."(Mt 5,48)
Może za bardzo polegasz w tym doskonaleniu na sobie?
Przebaczyć całym sobą - to jeszcze więcej, niż przebaczyć w sercu. Jeszcze bardziej nierealne. Niemożliwe na zachcenie.
Chcę, czy nie chcę (zaszkodzić) to stan umysłu, postawa - niezależna od chęci.
Człowiek nie "akceptuje" swojej pożądliwości. Jest niezalezna od naszych "akceptacji ".
Nie w duzej, a w znikomej części człowiek ma wpływ na swoje uczucia.
Więc totalnie kulą w płot. Pytanie -dlaczego? Czy takie dzieciaczkowate pojęcie jak ma człowiek, czy manipulacja?
Naginanie faktów pod tezę?
Chcesz wykazać , że moje wątpliwości są niemerytoryczne, skrupulanckie , rozumiem .
Jednak apeluję o namysł przed publikacją. Po co nam beka.
Dodano po 9 minutach 22 sekundach:
Zaczynam rozumieć. Twoim ideałem robot ?Marek Piotrowski pisze: 19 lip 2026, 19:34No cóż, tekst Katechizmu jest jasny. Każdy też chyba wie, że można pielęgnować pewne uczucia, rozpalać je (zarówno te dobre, jak i złe) a można je wygaszać. Im człowiek bardziej uporządkowany, tym skuteczniej.Natalia89 pisze: 19 lip 2026, 19:27 Bzdura. To, co przywołałeś, nie znaczy, że "w dużej części" odpowiadamy. Z wyjątku robisz regułę na niekorzyść wiernych.
W tym omawianym temacie, proponuję przed zabraniem głosu dokladniej wczytać się w zamieszczone tu wyżej proponowane rachunki sumienia.
Ostatnio zmieniony 20 lip 2026, 8:41 przez Nowy, łącznie zmieniany 3 razy.
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Odsyłam do tego, co zacytowałem z Katechizmu.
Myślałem, że interesuje Cię merytoryczna wymiana zdań.
Po tym tekście nie mam ochoty prowadzić z Tobą dyskusji na ten temat, Krzysztofie.Nowy pisze: 20 lip 2026, 8:36Zaczynam rozumieć. Twoim ideałem robot ?Marek Piotrowski pisze: 19 lip 2026, 19:34 No cóż, tekst Katechizmu jest jasny. Każdy też chyba wie, że można pielęgnować pewne uczucia, rozpalać je (zarówno te dobre, jak i złe) a można je wygaszać. Im człowiek bardziej uporządkowany, tym skuteczniej.
Myślałem, że interesuje Cię merytoryczna wymiana zdań.
Ostatnio zmieniony 20 lip 2026, 9:37 przez Marek Piotrowski, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli dotrzymasz słowa, powstanie we mnie uczucie żalu. Wg. praw natury , powstanie niezaleznie od tego, czy chcę, czy nie. Ale biorąc pod uwagę co próbujesz wyżej wykazywać, mam na to wpływ i uda mi się ten żal usunąć. Nie tylko z serca, ale z całego , jak to mówisz, człowieka.Marek Piotrowski pisze: 20 lip 2026, 9:37 Odsyłam do tego, co zacytowałem z Katechizmu.Po tym tekście nie mam ochoty prowadzić z Tobą dyskusji na ten temat, Krzysztofie.Nowy pisze: 20 lip 2026, 8:36Zaczynam rozumieć. Twoim ideałem robot ?Marek Piotrowski pisze: 19 lip 2026, 19:34 No cóż, tekst Katechizmu jest jasny. Każdy też chyba wie, że można pielęgnować pewne uczucia, rozpalać je (zarówno te dobre, jak i złe) a można je wygaszać. Im człowiek bardziej uporządkowany, tym skuteczniej.
Myślałem, że interesuje Cię merytoryczna wymiana zdań.
Ostatnio zmieniony 20 lip 2026, 16:35 przez Nowy, łącznie zmieniany 1 raz.
Patrzę na wyżej zamieszczony rachunek sumienia w części dla kobiet.
Czy kocham Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem?
Czy wierzę w Boga i w to wszystko, co On objawił, a co Kościół podaje mi do wierzenia?
Czy kocham i akceptuję samego siebie? Czy jestem wdzięczny Bogu za życie?
I tak się zastanawiam po kolei :
kochanie albo brak kochania, o to, czy całą mocą, czy nie już nie pytam, nie zależy od tego, czy chcemy, czujemy powinność albo nakaz.
Jest w naszej glowie, albo go nie ma. A tekst nie określa : czy staram się kochać, tylko czy kocham.
Drugie zdanie jest niepełne, błędnie sformułowane, okrojone. Ponieważ Kościół podaje do wierzenia nie tylko to, co Bóg objawił, tylko znacznie więcej. Jak rozumieć tę omyłkę?
Akceptacja siebie, nie tylko u kobiet, dziwnie tu wyróżnionych , nie przychodzi na zawołanie. Abecadło. A tekst nie określa czy "staram się" tylko czy akceptuję. Akceptuje siebie tylko pewien odsetek.
Pierwsze z brzegu i od razu wszystkie trzy postulaty nie do spełnienia w warunkach realnego życia .
Jak rozumieć taki kierunek ? Przecież nie chodzi o tworzenie u kobiet dodatkowych kompleksów?
Więc o co?
Czy kocham Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem?
Czy wierzę w Boga i w to wszystko, co On objawił, a co Kościół podaje mi do wierzenia?
Czy kocham i akceptuję samego siebie? Czy jestem wdzięczny Bogu za życie?
I tak się zastanawiam po kolei :
kochanie albo brak kochania, o to, czy całą mocą, czy nie już nie pytam, nie zależy od tego, czy chcemy, czujemy powinność albo nakaz.
Jest w naszej glowie, albo go nie ma. A tekst nie określa : czy staram się kochać, tylko czy kocham.
Drugie zdanie jest niepełne, błędnie sformułowane, okrojone. Ponieważ Kościół podaje do wierzenia nie tylko to, co Bóg objawił, tylko znacznie więcej. Jak rozumieć tę omyłkę?
Akceptacja siebie, nie tylko u kobiet, dziwnie tu wyróżnionych , nie przychodzi na zawołanie. Abecadło. A tekst nie określa czy "staram się" tylko czy akceptuję. Akceptuje siebie tylko pewien odsetek.
Pierwsze z brzegu i od razu wszystkie trzy postulaty nie do spełnienia w warunkach realnego życia .
Jak rozumieć taki kierunek ? Przecież nie chodzi o tworzenie u kobiet dodatkowych kompleksów?
Więc o co?
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Rozumiem, ze masz zastrzeżenia do sformułowanych pytań w rachunku sumienia.
W pytaniach dotyczących pierwszego przykazania chodzi o stawianie Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Jeśli Bóg jest wartością nadrzędną to podejmujemy swoje decyzje życiowe w odniesieniu do Boga. Tego tyczy się również pierwsze przykazanie miłości. Oczywiście ze przykazanie wyznacza nam pewien ideał, do którego mamy dążyć. Bo wciąż powinniśmy mieć świadomość, ze jesteśmy w drodze do tego ideału, a nie że mamy go osiągnąć w tym miesiącu. Mamy jednak mieć ten ideał przed oczami i z tyłu głowy, cały czas.
Objawienie znajdziemy w Piśmie św, Jednak od założenia przez Jezusa Kościoła rozumienie Objawienia się rozwijało. Wiele rzeczy nie jest jasno sprecyzowanych w Ewangelii, dlatego zwoływano Sobory i pewne sprawy były rozeznawane, czasem przez wieki, a czasem trzeba było jasno sprecyzować bo pojawiały się herezje. Cały czas Kościół rozwija swoje rozumienie wiary, ale dogmaty wiary (czyli to co Kościół do wierzenia podaje) już są jasne i określone.
Pytanie o miłość do siebie dotyka drugiego przykazania miłości: miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Pytanie o miłość do siebie jest ważne, abyśmy mogli zdrowo kochać innych ludzi. Ale nie chodzi tu o emocje tylko postawę. Zreszta wyżej również chodzi o postawę, decyzję kochania Boga ponad wszystko.
Jeśli siebie kocham, czyli dbam w zdrowy sposób o siebie to podobnie będę postępował w stosunku do innych ludzi. Inna złota zasada w Piśmie św to "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe".
Prosta zasada, a często taka trudna do realizacji.
rachunki sumienia mają nas pobudzić do refleksji nad różnymi sprawami duchowymi, nie psychologicznymi.
A wydaje mi się, ze ty patrzysz na te pytania pod kątem emocji i uczuć, które są często mimowolne i gwałtowne. I może dlatego postrzegasz te wymagania za nierealistyczne.
Ale rachunek sumienia nie dotyczy uczuć, a czynów, wiec mamy podjąć refleksję o naszych decyzjach i postawach.
W pytaniach dotyczących pierwszego przykazania chodzi o stawianie Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Jeśli Bóg jest wartością nadrzędną to podejmujemy swoje decyzje życiowe w odniesieniu do Boga. Tego tyczy się również pierwsze przykazanie miłości. Oczywiście ze przykazanie wyznacza nam pewien ideał, do którego mamy dążyć. Bo wciąż powinniśmy mieć świadomość, ze jesteśmy w drodze do tego ideału, a nie że mamy go osiągnąć w tym miesiącu. Mamy jednak mieć ten ideał przed oczami i z tyłu głowy, cały czas.
Objawienie znajdziemy w Piśmie św, Jednak od założenia przez Jezusa Kościoła rozumienie Objawienia się rozwijało. Wiele rzeczy nie jest jasno sprecyzowanych w Ewangelii, dlatego zwoływano Sobory i pewne sprawy były rozeznawane, czasem przez wieki, a czasem trzeba było jasno sprecyzować bo pojawiały się herezje. Cały czas Kościół rozwija swoje rozumienie wiary, ale dogmaty wiary (czyli to co Kościół do wierzenia podaje) już są jasne i określone.
Pytanie o miłość do siebie dotyka drugiego przykazania miłości: miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Pytanie o miłość do siebie jest ważne, abyśmy mogli zdrowo kochać innych ludzi. Ale nie chodzi tu o emocje tylko postawę. Zreszta wyżej również chodzi o postawę, decyzję kochania Boga ponad wszystko.
Jeśli siebie kocham, czyli dbam w zdrowy sposób o siebie to podobnie będę postępował w stosunku do innych ludzi. Inna złota zasada w Piśmie św to "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe".
Prosta zasada, a często taka trudna do realizacji.
rachunki sumienia mają nas pobudzić do refleksji nad różnymi sprawami duchowymi, nie psychologicznymi.
A wydaje mi się, ze ty patrzysz na te pytania pod kątem emocji i uczuć, które są często mimowolne i gwałtowne. I może dlatego postrzegasz te wymagania za nierealistyczne.
Ale rachunek sumienia nie dotyczy uczuć, a czynów, wiec mamy podjąć refleksję o naszych decyzjach i postawach.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Powiem trochę o sobie, żeby pokazać, dlaczego mnie ten temat nurtuje.
Lubiłem w dzieciństwie religię i udział w nabożeństwach. Czułem się bezpiecznie będąc zaopiekowany przez potężną moc Bożą.
Czulem, że przy pewnej staranności uda mi się utrzymać w wymaganych ramach , spełnić racjonalne i możliwe do wykonania nakazy i zakazy. Które zresztą ułatwiały życie i zwiększały poczucie bezpieczeństwa. Choć umiałem wyrecytować Dekalog, 7 grzechów głównych i 5 koscielnych, także Przykazania Miłości, ale jakoś nie brałem wszystkiego do siebie, albo poprawę odkładałem na później.
Oczywiście nie miłowałem Boga nie tylko całym, ale nawet nie 1/10 serca i duszy. Byly ważniejsze obiekty i sprawy do przeżywania i miłowania. Ani oczywiście każdego bliźniego, tym bardziej wrogów. Do dziś nie rozumiem, czemu się z tego nigdy nie spowiadałem, ani nawet nie miałem nawet zamiaru. Widocznie takie byly rachunki sumienia dla dzieci i młodzieży. Nie wiem, nie rozumiem, nie pamiętam.
Ale teraz czytam już z dorosłym zrozumieniem, wiem, że grzeszę w wielu albo prawie wszystkich kwestiach ogólnie mówiąc - stanu ducha , nad którym świadoma kontrola jest prawie żadna albo chwilowa. I nie żałuję, bo tam mam z natury, oczywiście poprawa nierealna. Ciężko bym miał jako skrupulant. Na szczęście Bóg nie dopuścił.
Co ważne, łączące się z powyższym : w wieku powiedzmy 13, 14 lat spotkałem w konfesjonale spowiednika o takim usposobieniu i reakcjach, że choć byłem dzieckiem skrytym , introwertycznym jakoś się wtedy otworzyłem. Po odczytaniu oficjalnych grzechów z kartki, przy niektórych z żalem tylko niedoskonałym, albo wcale, z naiwną obietnicą poprawy, spytałem, czy mogę wyznać coś, z czym mi ciężko, czego mi żal naprawdę, nie w strachu przed smołą i czego n a pe w n o nigdy już nie zrobię, ale nie jest ŻADNYM grzechem przeciw niczemu co napisane, czego mnie uczono. Żadnym grzechem z katalogu. Wyznałem to. I ten człowiek mądry powiedział : czuję, że tych innych grzechów nie bardzo żałujesz, będziesz do nich nie raz wracał. Ale za ten prawdziwy żal za czyn , który grzechem nie jest Bóg wybaczy ci pozostałe. Bo Bóg czekał, że z tym przyjdziesz. Cieszę się , że trafiłeś z tym do mnie .
Do dziś , chociaż nie jest mi ani trochę lżej z tą sprawą , czuję dreszcz wzruszenia. Ale z wiekem też głębokiego, dorosłego i od całej ludzkiej pisaniny, inwencji niezależnegopojęcia, jaki jest Bóg prawdziwy. Moment pewnie tylko ułamkowego zrozumienia Jego Patrzenia na nas.
Może teraz ktoś zrozumie, dlaczego tak mi nie pasują te rachunki, spisy i wykazy. I że nie mogę ich połączyć w żaden sposób z tamtą czystą w moim odczuciu ale i racjonalnym rozumieniu Prawdą.
Lubiłem w dzieciństwie religię i udział w nabożeństwach. Czułem się bezpiecznie będąc zaopiekowany przez potężną moc Bożą.
Czulem, że przy pewnej staranności uda mi się utrzymać w wymaganych ramach , spełnić racjonalne i możliwe do wykonania nakazy i zakazy. Które zresztą ułatwiały życie i zwiększały poczucie bezpieczeństwa. Choć umiałem wyrecytować Dekalog, 7 grzechów głównych i 5 koscielnych, także Przykazania Miłości, ale jakoś nie brałem wszystkiego do siebie, albo poprawę odkładałem na później.
Oczywiście nie miłowałem Boga nie tylko całym, ale nawet nie 1/10 serca i duszy. Byly ważniejsze obiekty i sprawy do przeżywania i miłowania. Ani oczywiście każdego bliźniego, tym bardziej wrogów. Do dziś nie rozumiem, czemu się z tego nigdy nie spowiadałem, ani nawet nie miałem nawet zamiaru. Widocznie takie byly rachunki sumienia dla dzieci i młodzieży. Nie wiem, nie rozumiem, nie pamiętam.
Ale teraz czytam już z dorosłym zrozumieniem, wiem, że grzeszę w wielu albo prawie wszystkich kwestiach ogólnie mówiąc - stanu ducha , nad którym świadoma kontrola jest prawie żadna albo chwilowa. I nie żałuję, bo tam mam z natury, oczywiście poprawa nierealna. Ciężko bym miał jako skrupulant. Na szczęście Bóg nie dopuścił.
Co ważne, łączące się z powyższym : w wieku powiedzmy 13, 14 lat spotkałem w konfesjonale spowiednika o takim usposobieniu i reakcjach, że choć byłem dzieckiem skrytym , introwertycznym jakoś się wtedy otworzyłem. Po odczytaniu oficjalnych grzechów z kartki, przy niektórych z żalem tylko niedoskonałym, albo wcale, z naiwną obietnicą poprawy, spytałem, czy mogę wyznać coś, z czym mi ciężko, czego mi żal naprawdę, nie w strachu przed smołą i czego n a pe w n o nigdy już nie zrobię, ale nie jest ŻADNYM grzechem przeciw niczemu co napisane, czego mnie uczono. Żadnym grzechem z katalogu. Wyznałem to. I ten człowiek mądry powiedział : czuję, że tych innych grzechów nie bardzo żałujesz, będziesz do nich nie raz wracał. Ale za ten prawdziwy żal za czyn , który grzechem nie jest Bóg wybaczy ci pozostałe. Bo Bóg czekał, że z tym przyjdziesz. Cieszę się , że trafiłeś z tym do mnie .
Do dziś , chociaż nie jest mi ani trochę lżej z tą sprawą , czuję dreszcz wzruszenia. Ale z wiekem też głębokiego, dorosłego i od całej ludzkiej pisaniny, inwencji niezależnegopojęcia, jaki jest Bóg prawdziwy. Moment pewnie tylko ułamkowego zrozumienia Jego Patrzenia na nas.
Może teraz ktoś zrozumie, dlaczego tak mi nie pasują te rachunki, spisy i wykazy. I że nie mogę ich połączyć w żaden sposób z tamtą czystą w moim odczuciu ale i racjonalnym rozumieniu Prawdą.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Rachunki sumienia są pewną pomocą, narzędziem do formowania sumienia. jednym pomagają a innym nie.
Skrupuły to ślepy zaułek, nie ma nic wspólnego ze zdrowym pojmowaniem pobożności i nie jest to zdrowe sumienie.
Wiele tu o tym mówimy. A także o tym, że mamy żyć według swojego sumienia. Bo tam działa Bóg, tam nam udziela światła i pomaga skruszyć serce, gdy zauważy zło które czynimy.
Ale tez sumienie cały czas mamy obowiązek formować, opierając się na Nauce Kościoła.
Wczoraj miałam ciekawą rozmowę z młodą dziewczyną... od razu zaczęła że stosunek przerywany to wg niej wcale nie jest grzech... podałam kilka argumentów ... jeszcze dyskutowała... podałam owoce... i zrobiła wielkie oczy... była bardzo zaskoczona. Więc domyślam się, że wcześniej postrzegała ten czyn bardzo płasko, nie miała pełnej perspektywy itd.
Więc jeśli czujesz potrzebę o czymś porozmawiać aby zrozumieć dlaczego coś jest rozeznawane negatywnie moralnie to służę pomocą. I na pewno inni tez pomogą.
Skrupuły to ślepy zaułek, nie ma nic wspólnego ze zdrowym pojmowaniem pobożności i nie jest to zdrowe sumienie.
Wiele tu o tym mówimy. A także o tym, że mamy żyć według swojego sumienia. Bo tam działa Bóg, tam nam udziela światła i pomaga skruszyć serce, gdy zauważy zło które czynimy.
Ale tez sumienie cały czas mamy obowiązek formować, opierając się na Nauce Kościoła.
Wczoraj miałam ciekawą rozmowę z młodą dziewczyną... od razu zaczęła że stosunek przerywany to wg niej wcale nie jest grzech... podałam kilka argumentów ... jeszcze dyskutowała... podałam owoce... i zrobiła wielkie oczy... była bardzo zaskoczona. Więc domyślam się, że wcześniej postrzegała ten czyn bardzo płasko, nie miała pełnej perspektywy itd.
Więc jeśli czujesz potrzebę o czymś porozmawiać aby zrozumieć dlaczego coś jest rozeznawane negatywnie moralnie to służę pomocą. I na pewno inni tez pomogą.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Jest w tym, co pisze @Nowy pewne ziarno prawdy - niedobrze jest sprowadzać swoje "kontakty z Bogiem" do formalności. A nawet rachunek sumienia do tych - mających ułatwiać - list. Bo można zza drzew nie zobaczyc lasu 
Natomiast to nie zmienia faktu, że pewne rzeczy są grzechem. I to też trzeba mieć na uwadze.
Wątpliwości ludzka rzecz. Sęk w tym, żeby wątpliwości rozwiązywać i wyjaśniać, a nie się w nich utwierdzać i na nich skupiać.
Poza tym nie da się wyjaśniać "wszystkiego na raz".
Trzeba po kolei. Wątpliwość - praca - wyjaśnienie.
Natomiast to nie zmienia faktu, że pewne rzeczy są grzechem. I to też trzeba mieć na uwadze.
Wątpliwości ludzka rzecz. Sęk w tym, żeby wątpliwości rozwiązywać i wyjaśniać, a nie się w nich utwierdzać i na nich skupiać.
Poza tym nie da się wyjaśniać "wszystkiego na raz".
Trzeba po kolei. Wątpliwość - praca - wyjaśnienie.
Wiem, bo to oczywiste i rozumie się samo przez się. Tylko nie daje odpowiedzi na mój problem. A to problem bardzo powszechny o ile wiem. Pytanie, czy odpowiedź istnieje. Ale to inna bajka.
Dodano po 5 minutach 49 sekundach:
Rachunki sumienia nie biorą się z niczego @Magnolia . Są przygotowywane przecież z dobrą wolą w oparciu o konkretne wcześniej wypracowane postulaty.
Co do dziewczyny, dla mnie to też nic grzesznego , w przeciwieństwie do np. kalendarzykowej abstynencji, mogącej szkodzić więzom małżeńskim. Czy Kościół wywodzi tę grzeszność od grzechu Onana, który zresztą nie znieczystości wynikał, a ze zlamania tamtejszego prawa rodzinnego ?
A co ze wspóżyciem , spółkowaniem bez szczytowania ? Albo tylko bez męskiego ? Na ile ten włos da się jeszcze podzielić? Strach być młodym ;-) Coś jak głosowanie ale bez przyjemności.
Dodano po 5 minutach 49 sekundach:
Rachunki sumienia nie biorą się z niczego @Magnolia . Są przygotowywane przecież z dobrą wolą w oparciu o konkretne wcześniej wypracowane postulaty.
Co do dziewczyny, dla mnie to też nic grzesznego , w przeciwieństwie do np. kalendarzykowej abstynencji, mogącej szkodzić więzom małżeńskim. Czy Kościół wywodzi tę grzeszność od grzechu Onana, który zresztą nie znieczystości wynikał, a ze zlamania tamtejszego prawa rodzinnego ?
A co ze wspóżyciem , spółkowaniem bez szczytowania ? Albo tylko bez męskiego ? Na ile ten włos da się jeszcze podzielić? Strach być młodym ;-) Coś jak głosowanie ale bez przyjemności.
Ostatnio zmieniony 21 lip 2026, 15:04 przez Nowy, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Według nauczania Kościoła katolickiego stosunek przerywany jest moralnie niedopuszczalny, ponieważ świadomie pozbawia akt małżeński jego naturalnej zdolności do przekazywania życia.
Kościół wskazuje trzy główne powody:
1. Rozdziela dwa nierozłączne cele aktu małżeńskiego – jedność małżonków i otwarcie na przekazywanie życia. Małżonkowie mogą współżyć z powodów jednoczących, ale nie wolno celowo wykluczać płodności przez zmianę samego aktu.
2. Jest świadomym działaniem przeciw płodności aktu. Nie chodzi o to, że poczęcie nie następuje, lecz o to, że człowiek aktywnie uniemożliwia naturalne zakończenie współżycia.
3. Nie jest wyrazem odpowiedzialnego rodzicielstwa w rozumieniu Kościoła. Jeśli istnieją poważne powody do odłożenia poczęcia, Kościół dopuszcza korzystanie z naturalnych okresów niepłodności (NPR), ponieważ nie zmieniają one samego aktu małżeńskiego, lecz opierają się na rytmie płodności wpisanym w naturę.
Św. Paweł VI w encyklice Humanae vitae ujął tę zasadę następująco:
„Należy odrzucić wszelkie działanie, które bądź przed, bądź w czasie spełniania aktu małżeńskiego, bądź w rozwoju jego naturalnych skutków, miałoby na celu uniemożliwienie poczęcia.” (Humanae vitae, 14)
Podobnie naucza Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 2366–2370), podkreślając, że każdy akt małżeński powinien zachować wewnętrzne ukierunkowanie zarówno na jedność małżonków, jak i na przekazywanie życia.
Drugi temat. "Kalendarzyk małżeński"
Kościół promuje rozumne korzystanie z okresów niepłodności, ale przestał promować tzw. "kalendarzyk małżeński" jako metodę, ponieważ okazał się mało wiarygodny (zawodny i nieskuteczny).
Chodzi o rozróżnienie dwóch rzeczy:
1. Kalendarzyk małżeński (metoda Ogino-Knausa) opiera się wyłącznie na obliczeniach długości cyklu. Działa dobrze tylko przy bardzo regularnych cyklach, a u wielu kobiet prowadzi do błędnych przewidywań owulacji.
2. Nowoczesne metody rozpoznawania płodności (NPR) opierają się na obserwacji rzeczywistych objawów płodności kobiety (śluzu szyjkowego, temperatury podstawowej ciała, czasem zmian szyjki macicy). Dzięki temu są znacznie dokładniejsze i uwzględniają zmienność cyklu.
Kościół nie zmienił swojej oceny moralnej. Nadal naucza, że małżonkowie z poważnych powodów mogą korzystać z okresowej wstrzemięźliwości, jeśli chcą odłożyć poczęcie (por. Humanae vitae 16 oraz KKK 2368–2370). Zmieniło się natomiast podejście praktyczne: zamiast zachęcać do zawodnego kalendarzyka, promuje się metody oparte na obserwacji biologicznych oznak płodności.
Można więc powiedzieć, że:
-nie odrzucono zasady moralnej, lecz
-zastąpiono słabą metodę lepszymi narzędziami.
To podobna sytuacja jak w medycynie: gdy pojawia się dokładniejsza metoda diagnostyczna, przestaje się zalecać starszą, mniej skuteczną, choć cel pozostaje ten sam.
Dodano po 1 minucie 47 sekundach:
Tu nie chodzi o dzielenie włosa na czworo, tylko o zrozumienie jaki zamysł wobec ludzi i ich płodności miał Bóg. A to jest dość proste i wynika z natury ludzkiej płodności i seksualności.
Kościół wskazuje trzy główne powody:
1. Rozdziela dwa nierozłączne cele aktu małżeńskiego – jedność małżonków i otwarcie na przekazywanie życia. Małżonkowie mogą współżyć z powodów jednoczących, ale nie wolno celowo wykluczać płodności przez zmianę samego aktu.
2. Jest świadomym działaniem przeciw płodności aktu. Nie chodzi o to, że poczęcie nie następuje, lecz o to, że człowiek aktywnie uniemożliwia naturalne zakończenie współżycia.
3. Nie jest wyrazem odpowiedzialnego rodzicielstwa w rozumieniu Kościoła. Jeśli istnieją poważne powody do odłożenia poczęcia, Kościół dopuszcza korzystanie z naturalnych okresów niepłodności (NPR), ponieważ nie zmieniają one samego aktu małżeńskiego, lecz opierają się na rytmie płodności wpisanym w naturę.
Św. Paweł VI w encyklice Humanae vitae ujął tę zasadę następująco:
„Należy odrzucić wszelkie działanie, które bądź przed, bądź w czasie spełniania aktu małżeńskiego, bądź w rozwoju jego naturalnych skutków, miałoby na celu uniemożliwienie poczęcia.” (Humanae vitae, 14)
Podobnie naucza Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 2366–2370), podkreślając, że każdy akt małżeński powinien zachować wewnętrzne ukierunkowanie zarówno na jedność małżonków, jak i na przekazywanie życia.
Drugi temat. "Kalendarzyk małżeński"
Kościół promuje rozumne korzystanie z okresów niepłodności, ale przestał promować tzw. "kalendarzyk małżeński" jako metodę, ponieważ okazał się mało wiarygodny (zawodny i nieskuteczny).
Chodzi o rozróżnienie dwóch rzeczy:
1. Kalendarzyk małżeński (metoda Ogino-Knausa) opiera się wyłącznie na obliczeniach długości cyklu. Działa dobrze tylko przy bardzo regularnych cyklach, a u wielu kobiet prowadzi do błędnych przewidywań owulacji.
2. Nowoczesne metody rozpoznawania płodności (NPR) opierają się na obserwacji rzeczywistych objawów płodności kobiety (śluzu szyjkowego, temperatury podstawowej ciała, czasem zmian szyjki macicy). Dzięki temu są znacznie dokładniejsze i uwzględniają zmienność cyklu.
Kościół nie zmienił swojej oceny moralnej. Nadal naucza, że małżonkowie z poważnych powodów mogą korzystać z okresowej wstrzemięźliwości, jeśli chcą odłożyć poczęcie (por. Humanae vitae 16 oraz KKK 2368–2370). Zmieniło się natomiast podejście praktyczne: zamiast zachęcać do zawodnego kalendarzyka, promuje się metody oparte na obserwacji biologicznych oznak płodności.
Można więc powiedzieć, że:
-nie odrzucono zasady moralnej, lecz
-zastąpiono słabą metodę lepszymi narzędziami.
To podobna sytuacja jak w medycynie: gdy pojawia się dokładniejsza metoda diagnostyczna, przestaje się zalecać starszą, mniej skuteczną, choć cel pozostaje ten sam.
Dodano po 1 minucie 47 sekundach:
Tu nie chodzi o dzielenie włosa na czworo, tylko o zrozumienie jaki zamysł wobec ludzi i ich płodności miał Bóg. A to jest dość proste i wynika z natury ludzkiej płodności i seksualności.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Rozumiem. Znaczy nie rozumiem. Bo widzę prosto . Było nas kiedyś mało , Bóg pragnie, żeby nas przybywało, bo gatunek itd. Więc byłby za in vitro?
Stosunek przerywany nie zmniejsza populacji, bo zamiast tego wstrzemięźliwość , która jej nie zwiększa.
Antykoncepcja zapobiega aborcji. Onana wiemy za co ukarano.
Moje wewnętrzne pytanie - a logika?
Stosunek przerywany nie zmniejsza populacji, bo zamiast tego wstrzemięźliwość , która jej nie zwiększa.
Antykoncepcja zapobiega aborcji. Onana wiemy za co ukarano.
Moje wewnętrzne pytanie - a logika?
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Jak zwykle proponuję: jeden problem na raz. Wspomniałeś, że Cię coś gnębi. Może pomożemy?Nowy pisze: 21 lip 2026, 15:00 Wiem, bo to oczywiste i rozumie się samo przez się. Tylko nie daje odpowiedzi na mój problem. A to problem bardzo powszechny o ile wiem. Pytanie, czy odpowiedź istnieje. Ale to inna bajka.
Dodano po 5 minutach 49 sekundach:
Rachunki sumienia nie biorą się z niczego @Magnolia . Są przygotowywane przecież z dobrą wolą w oparciu o konkretne wcześniej wypracowane postulaty.
Co do dziewczyny, dla mnie to też nic grzesznego , w przeciwieństwie do np. kalendarzykowej abstynencji, mogącej szkodzić więzom małżeńskim. Czy Kościół wywodzi tę grzeszność od grzechu Onana, który zresztą nie znieczystości wynikał, a ze zlamania tamtejszego prawa rodzinnego ?
A co ze wspóżyciem , spółkowaniem bez szczytowania ? Albo tylko bez męskiego ? Na ile ten włos da się jeszcze podzielić? Strach być młodym ;-) Coś jak głosowanie ale bez przyjemności.
to nie offtop, Magnolia wspomniała o rozmowie z dziewczyną. Więc nawiązałem, choć tu mam jasność absolutną.
Tam wyżej to była moja bardzo osobista sprawa, dziękuję Marku za odpowiednie podejście.
W dużym skrócie gnębi , a raczej intryguje i zmusza do myślenia fakt, że tamte i obecne, dorosłe wnioski co do Bożego patrzenia na nas , ludzi, nie są, łagodnie mówiąc całkiem zbieżne z Nauką Kościoła. A np. rachunki sumienia, taki odsiewacz i kod dla wiernych, jakby interfejs do Wymagań Bożych na Nauce Kościoła są budowane, no bo na czym innym? Masz czas i chęć, zobacz tam wyżej ile punktów konkretnych podalem ktore , w moim pojęciu, wg mojego doświadczenia i wiedzy wcale do człowieka nie pasują albo do życia ludzkiego nie pasują.
A Bóg tego miałby nie wiedzieć? Nie daję rady dopasować. A głową i sercem wolę tamtego Boga. Wiedzącego. Mam wybór?
Tam wyżej to była moja bardzo osobista sprawa, dziękuję Marku za odpowiednie podejście.
W dużym skrócie gnębi , a raczej intryguje i zmusza do myślenia fakt, że tamte i obecne, dorosłe wnioski co do Bożego patrzenia na nas , ludzi, nie są, łagodnie mówiąc całkiem zbieżne z Nauką Kościoła. A np. rachunki sumienia, taki odsiewacz i kod dla wiernych, jakby interfejs do Wymagań Bożych na Nauce Kościoła są budowane, no bo na czym innym? Masz czas i chęć, zobacz tam wyżej ile punktów konkretnych podalem ktore , w moim pojęciu, wg mojego doświadczenia i wiedzy wcale do człowieka nie pasują albo do życia ludzkiego nie pasują.
A Bóg tego miałby nie wiedzieć? Nie daję rady dopasować. A głową i sercem wolę tamtego Boga. Wiedzącego. Mam wybór?
Ostatnio zmieniony 21 lip 2026, 15:37 przez Nowy, łącznie zmieniany 1 raz.
