Chodzi o katechezę Leona XIV dotyczącą tego, że indoktrynacja jest niemoralna oraz czym się różni od katechizacji.
Zauważyłem, że tutaj na forum nie ma takiego wątku, więc pomyślałem, że warto by było i tutaj o tym porozmawiać.
Indoktrynacja jest niemoralna, uniemożliwia krytyczną ocenę. Narusza świętą wolność poszanowania własnego sumienia, nawet jeśli jest ono błędne. Zamyka się na nowe refleksje, ponieważ odrzuca ruch, zmianę lub ewolucję idei w obliczu nowych problemów.
Natomiast doktryna, nauczania, jako poważna, spokojna refleksja ma na celu przede wszystkim nauczyć nas, jak podchodzić do sytuacji, a jeszcze wcześniej do ludzi. Ponadto pomaga nam w formułowaniu rozsądnych osądów. Powaga, rygor i spokój to cechy, których powinniśmy sie nauczyć każdej doktryny, również od doktryny społecznej
Być może, gdy słyszymy słowo "doktryna", "nauczanie", przychodzi nam na myśl klasyczna definicja - zbiór idei właściwych danej religii. A ta definicja nie pozwala nam swobodnie rozważać, kwestionować lub szukać nowych alternatyw. Pilnym zadaniem staje się zatem pokazanie poprzez nauczanie społeczne Kościoła, że istnieje inny, znaczenie lepszy sposób wyrażania doktryny, bez którego również dialog traci sens. Jego synonimami mogą być: nauka, dyscyplina lub wiedza. W tym rozumieniu każda doktryna jest wynikiem badań, a zatem hipotez, głosów, postępów i porażek, poprzez które stara się przekazać wiarygodną, uporządkowaną i systematyczną wiedzę na określony temat. W ten sposób doktryna nie jestrównoznaczna z opinią, ale wspólną, chóralną, a nawet multidyscyplinarną drogą do prawdy.
Odnoszę wrażenie, że w niektórych miejscach niekiedy dyskusje i porady duchowe bywają prowadzone w sposób, który bardziej przypomina przedstawianie zamkniętego zbioru przekonań niż autentyczne towarzyszenie drugiej osobie. W mojej ocenie zdarza się, że taka forma przekazu przybiera charakter indoktrynacji, o której mówi Papież.
Można również zauważyć, że odwoływanie się do obrony doktryny, rozumianej jako niezmienny zbiór sztywnych zasad, prowadzi czasem do oskarżeń wobec osób zadających "niewygodne", choć trafne pytania, "drążących" lub przedstawiających odmienne spojrzenie. Pojawiają się zarzuty o atakowanie wiary, a także postawa polegająca na "zamykaniu się na nowe refleksje, odrzucaniu ruchu, zmiany i ewolucji idei w obliczu nowych problemów". Niekiedy próby podjęcia polemiki kończą się przypisywaniem rozmówcom obraźliwych etykiet, kwestionujących ich "katolickość" albo w ogóle dobrą wolę.
Bliskie jest mi stanowisko Papieża, zgodnie z którym taka postawa "nie pozwala nam swobodnie rozważać, kwestionowac lub szukać nowych alternatyw". Jeżeli bowiem "indoktrynacja jest niemoralna", to oznacza, że Papież uznaje ją za moralnie naganną, grzeszną. Mam także wrażenie, że nie zawsze sposób prowadzenia tego rodzaju rozmów można opisać jako nacechowany spokojem i powagą. Częściej dostrzegalny jest rygoryzm, który jednak stanowi jedynie część opisanego przez Papieża ideału i sam w sobie, w oderwaniu od pozostałych elementów, bywa szkodliwy.
Ojciec Święty przedstawia doktrynę jako "naukę, dyscyplinę, wiedzę". Z takim rozumieniem wiąże się otwartość na dyskusję, wymianę argumentów i rzetelne poszukiwanie prawdy. Debata opiera się na rzeczowej wymianie poglądów, a nie na eliminowaniu odmiennych stanowisk.
Podobnie teologia aspiruje do miana "nauki". W ujęciu Papieża doktryna jest definiowana jako "wynik badań, różnych hipotez, różnych głosów, również postępów i porażek". Jej zadaniem jest przekazywanie wiarygodnej wiedzy, a nie narzucanie własnych przekonań. Papież podkreśla ponadto, że doktryna stanowi "wspólną, chóralną, a nawet multidyscyplinarną drogą do prawdy", a nie samą w sobie prawdę obiektywną autorytarnie narzuconą przez jedną osobę.
Warto również zwrócić uwagę na papieskie wezwanie do dialogu.
Jakie macie wnioski z tej nauki? Żeby był pewien pluralizm, chciałbym zapytać Was, na tym forum, co o tym sądzicie? Może w świetle słów Papieża należałby przemyśleć "paradygmat" dyskutowania na tego typu forach, których w Polsce jest kilka?
