Teologia fundamentalna i apologetyka wykazuje motywy wiarygodności religii katolickiej.
Jasno i przejrzyście pokazane motywy wiarygodności znajdziecie w tym materiale:
Ośmieliłam się zrobić zrzuty z ekranu niektórych tabelek z filmu, aby zachęcić do obejrzenia materiału:
Czasem mam wrażenie, że wierzący dzieją się na wierzących i wiedzących. Dla mnie osobiście - różnie może być. Być może to prawda, a być może nie. Ale jestem wierząca i po prostu wierzę, choć nie ma dowodów, a są też mocne przeciwdowody.
Film Motywy wiarygodności Kościoła : świętość - osobiście widzę skuteczną prawdę tak trochę bardziej po środku. Cielesne "żądze" i np. nienawiść człowiek ma nie od szatana, ale od Boga, jak zresztą wszystkie inne swoje cechy, przydatne, albo wręcz niezbędne.
Kościół nie naucza, że Bóg stworzył człowieka z nienawiścią czy grzesznymi żądzami. Bóg stworzył człowieka jako dobrego (Rdz 1,31), obdarzając go różnymi władzami i popędami, które same w sobie są dobre i potrzebne – np. popędem seksualnym, pragnieniem życia, potrzebą obrony czy zdolnością do odczuwania gniewu wobec zła. To, co nazywamy pożądliwością, czyli nieuporządkowanym skłanianiem ku złu, nie jest dziełem Boga, lecz skutkiem grzechu pierworodnego. Katechizm wyraźnie mówi, że pożądliwość „pozostaje w ochrzczonych dla walki”, ale sama w sobie nie jest grzechem, tylko skutkiem zranienia ludzkiej natury (KKK 405, 1264).
Podobnie nienawiść nie jest cechą nadaną przez Boga. Człowiek otrzymał zdolność odrzucania zła, przeżywania gniewu czy obrony dobra, ale nienawiść jako trwała postawa wobec drugiego człowieka jest wypaczeniem tych władz, a nie ich zamierzonym celem.
Innymi słowy: Bóg stworzył naturę człowieka dobrą. Grzech zranił tę naturę i sprawił, że dobre siły często działają w sposób nieuporządkowany. To jest zasadnicza różnica między nauką katolicką a stwierdzeniem, że Bóg stworzył człowieka z nienawiścią czy grzesznymi żądzami.
Zobacz sam jak mylnie postrzegasz naukę Kościoła...
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Nie sądzisz, że gdyby czlowieka z Edenu w stanie niezmienionym, czyli bliskim ideału przenieść do prawdziwego świata, w którym się znalazł, miałby chociaż drobną szansę przetrwania? O rozwoju już nawet nie mówię.
Pewnie się mylę, ale widzę to dosyć prosto : Bóg wiedział co czeka Adama i Ewę, bo jest omnipotentny. I trzeba przyznać, dobrze ich potomstwo uzbroił we wszystko, co niezbędne, by zachować ludzki gatunek. Był domyślnie inny wariant, tak odmienić środowisko i świat zewnętrzny poza Edenem, żeby homo sapiens był w stanie istnieć dalej w rajskiej formie. Widocznie było to trudniejsze, a może raczej niecelowe , a może po prostu mniej ciekawe, mniej inspirujące , skoro Bóg zdecydował inaczej.
Ostatnio zmieniony 25 lip 2026, 13:39 przez Nowy, łącznie zmieniany 1 raz.
Mam wrażenie, że w tym rozumowaniu mieszasz dwie różne rzeczy: Bożą wszechwiedzę i Bożą wolę.
To, że Bóg wiedział o upadku człowieka, nie oznacza, że stworzył człowieka już z naturą zranioną grzechem ani że taki był Jego pierwotny zamysł. W teologii katolickiej Boża wiedza nie jest przyczyną ludzkich wyborów.
Dalej pojawia się kilka założeń, których nie sposób uzasadnić: że człowiek w stanie pierwotnej sprawiedliwości nie miałby szans przetrwania poza Edenem, że Bóg "uzbroił" go w nienawiść czy nieuporządkowane pożądanie oraz że Bóg uznał świat po grzechu za "ciekawszy" lub "bardziej inspirujący". To są już spekulacje, a nie wnioski wynikające z Objawienia.
Nauka Kościoła mówi coś przeciwnego. Człowiek został stworzony jako dobry i wewnętrznie harmonijny. Dopiero grzech pierworodny spowodował utratę tej harmonii i pojawienie się pożądliwości. Nie oznacza to, że człowiek wcześniej nie miał popędów czy instynktu samozachowawczego. Oznacza jedynie, że były one podporządkowane rozumowi i woli, a nie wymykały się spod ich panowania.
W istocie zakładasz, że aby człowiek mógł przetrwać, musiał zostać wyposażony w cechy moralnie złe. Tymczasem to nie wynika ani z biologii, ani z teologii. Instynkt obrony, agresja w znaczeniu biologicznym, zdolność do walki czy popęd seksualny nie są tym samym co nienawiść, okrucieństwo czy nieuporządkowana pożądliwość. Te pierwsze należą do natury stworzonej przez Boga i są dobre. Te drugie są skutkiem jej zranienia.
Dlatego nie można z faktu, że Bóg przewidział upadek człowieka, wyciągać wniosku, że zaplanował lub stworzył człowieka z moralnym złem jako elementem jego natury. To byłby klasyczny błąd polegający na utożsamieniu Bożej wiedzy z Bożą wolą oraz pomieszaniu natury stworzonej z naturą zranioną przez grzech.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Tu muszę całkowicie pozostać przy swoim zdaniu. Jeśli przypisujemy Bogu omnipotencję, musimy się tego trzymać ze wszelkimi konsekwencjami. Każde inne postępowanie Boga wydaje mi się nieracjonalne, a więc jako takie, z definicji muszę je wykluczyć.
Co do szczegółów - przykład pierwszy z brzegu - bez chciwości, kłamliwości i mataczenia nie ma handlu, reklamy i bankowości.
Bez gniewu i zemsty rodowej nie ma nawet relatywnego spokoju spolecznego. Bez wyzysku - nie powstaje przemysł. Itd, itp.
Przykre to, ale niestety.....
Prosty wniosek - gdybyśmy umiłowali Mongołów i Tatarów , dziś pewnie nie istniałby świat zachodu w Europie wschodniej.
A cała południowa Europa - świat islamu. Coś za coś.
Ostatnio zmieniony 26 lip 2026, 8:54 przez Nowy, łącznie zmieniany 3 razy.
To nie jest kwestia tego co nam się wydaje o Bogu, tylko jak Bóg nam się objawił w Piśmie św. A Objawił się nie tylko jako Wszechwiedzący, ale również jako obdarzający wolnością.
Jeśli nie przyjmujesz w pełni Objawienia, to tworzysz sobie karykaturę Boga, fałszywy obraz Boga... i oddalasz się od Niego i rozumienia wielu rzeczy...
Bóg obdarzył nas wolnością wyboru bo bez wolności nie ma miłości.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Mój problem właśnie jest w tym, że rozumiem i widzę Boga bardzo serio, a Objawienie w redakcji człowieka czasem nie jest dla mnie zrozumiałe i oczywiste. Nie potrafię w nic do końca uwierzyć bez prawdziwego, głębokiego przekonania.
Rozumiem to, co piszesz. I myślę, że Kościół również zachęca, by szukać głębokiego przekonania, a nie wierzyć bezmyślnie. Wiara katolicka nie jest sprzeczna z rozumem – przeciwnie, rozum jest jednym z darów, przez które Bóg prowadzi człowieka.
Jednocześnie trzeba pamiętać o czymś bardzo istotnym: Bóg jest niepojęty. Gdybyśmy mogli Go w pełni objąć ludzkim rozumem, nie byłby Bogiem. Św. Augustyn pisał: „Jeśli pojąłeś, to nie jest to Bóg”. Oznacza to, że rozum może nas doprowadzić bardzo daleko – może pokazać wiarygodność Objawienia, pomóc zrozumieć wiele prawd wiary, odkrywać ich wewnętrzną spójność – ale nie jest w stanie wyczerpać tajemnicy Boga.
Dlatego wiara nie jest ani ślepym skokiem w ciemność, ani prostą konsekwencją logicznego rozumowania. Jest odpowiedzią człowieka na Boga, który się objawia. Rozum i łaska współpracują ze sobą.
Mam też wrażenie, że w Twojej wypowiedzi pojawia się założenie, iż uwierzyć można dopiero wtedy, gdy wszystko stanie się całkowicie jasne i oczywiste. Tymczasem w chrześcijaństwie jest odwrotnie: wiele prawd rozumiemy coraz głębiej dlatego, że weszliśmy na drogę wiary. Św. Anzelm ujął to w słynnym zdaniu: „wiara szukająca zrozumienia”.
Myślę więc, że warto zachować dwie postawy jednocześnie: uczciwie zadawać pytania i szukać odpowiedzi rozumem, ale także mieć pokorę wobec tajemnicy Boga. Nie wszystko, co dotyczy Boga, stanie się dla nas całkowicie przejrzyste. To nie porażka rozumu, lecz konsekwencja tego, że spotykamy Kogoś nieskończenie większego od nas.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Oczywiście, to co nam się zdaje , że wiemy o Bogu, nie jest nawet mikroskopijnym wycineczkiem.
Ale przypisanie Mu mądrości jest chyba czymś oczywistym z definicji. Po prostu inaczej nam nie wolno Go odbierać?
Zapominanie o tym Jego atrybucie nie tylko obraża Go, jeśli Absolut w ogóle można widzieć w tej kategorii, ale po prostu zwykle prowadzi do błędnych i szkodliwych wniosków. Do pustych słów i określeń bez związku z realnym światem.
Mozolne apologetyczne próby przywracania nieobecnej treści pustym , choć może pięknym słowom są godne podziwu i szacunku, ale czy dostępne szerokiemu ogółowi dziś jeszcze wiernych?
Ostatnio zmieniony 26 lip 2026, 9:43 przez Nowy, łącznie zmieniany 3 razy.
Z pierwszą częścią Twojej wypowiedzi zgadzam się całkowicie. Bóg jest nieskończenie mądry, a nasze poznanie Go jest zawsze ograniczone. Teologia od wieków powtarza, że więcej możemy powiedzieć, kim Bóg nie jest, niż kim jest. To nie jest słabość wiary, ale konsekwencja tego, że Bóg nieskończenie przekracza ludzki rozum.
Nie jestem natomiast przekonana do drugiego wniosku. Piszesz o „przywracaniu treści pustym słowom”, jakby problem leżał w samych słowach Objawienia. A może problem jest inny? Może słowa nie są puste, tylko dotyczą rzeczywistości głębszej niż nasze codzienne doświadczenie i dlatego wymagają interpretacji.
Przecież tak jest nie tylko w teologii. Fizyka, filozofia czy matematyka również posługują się pojęciami, których sens odsłania się dopiero po dłuższym namyśle. Nikt nie uznaje z tego powodu, że są to „puste słowa”. Są po prostu słowami opisującymi rzeczywistość, która nie jest oczywista.
Podobnie jest z Ewangelią. Gdy Jezus mówi o miłości nieprzyjaciół, przebaczeniu, łasce czy życiu wiecznym, nie opisuje wyłącznie zjawisk psychologicznych. Mówi o rzeczywistości, która przekracza to, co możemy zweryfikować samym doświadczeniem.
Czy potrzeba wyjaśniania jest problemem? Myślę, że nie. Sam Jezus wielokrotnie wyjaśniał uczniom przypowieści, których wcześniej nie rozumieli. Św. Piotr napisał z kolei, że w listach św. Pawła są rzeczy „trudne do zrozumienia”. Trudność interpretacji nie jest więc czymś nowym ani dowodem na wadliwość przekazu.
Można oczywiście dyskutować, czy współczesny Kościół zawsze potrafi mówić o tych prawdach językiem zrozumiałym dla dzisiejszego człowieka. To jest uczciwe pytanie duszpasterskie. Ale nie wyciągałabym z tego wniosku, że prawdy wiary są puste i dopiero apologeci próbują nadać im treść. Z perspektywy katolickiej treść jest obecna od początku. Teologia nie tworzy jej na nowo, lecz pomaga ją coraz głębiej rozumieć.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Magnolia pisze: wczoraj, 14:56
Z pierwszą częścią Twojej wypowiedzi zgadzam się całkowicie. Bóg jest nieskończenie mądry, a nasze poznanie Go jest zawsze ograniczone. Teologia od wieków powtarza, że więcej możemy powiedzieć, kim Bóg nie jest, niż kim jest. To nie jest słabość wiary, ale konsekwencja tego, że Bóg nieskończenie przekracza ludzki rozum.
Nie jestem natomiast przekonana do drugiego wniosku. Piszesz o „przywracaniu treści pustym słowom”, jakby problem leżał w samych słowach Objawienia. A może problem jest inny? Może słowa nie są puste, tylko dotyczą rzeczywistości głębszej niż nasze codzienne doświadczenie i dlatego wymagają interpretacji.
Myślę, że problem leży i tu i tu. Wyraziłem się skrótowo i z niepotrzebną przesadą. Nie tyle "puste słowa", ile ambitnie w "górnej" formie zredagowane i ciągle niezmiennie podtrzymywane postulaty słuszne, ale dosłownie odczytując, niewykonalne. Większość ludzi w takiej sytuacji nie czuje się wzmocniona, tylko przeciwnie. Po prostu jeśli próba zrozumienia unaocznia piramidy problemów, wygodniej się prześlizgnąć i zlekceważyć. Tą drogą ważny i konieczny dla naszego dobra przekaz u wielu zamienia się w puste formułki.
Ostatnio zmieniony 27 lip 2026, 8:05 przez Nowy, łącznie zmieniany 1 raz.
Po pierwsze przykazania Boże są wykonalne, bo Bóg najlepiej wie na co stać człowieka. Poza tym wielu świętych pokazało światu że możliwe jest kochać Boga całym sercem, dusza i całym umysłem. Ich przykład obala twoje wątpliwości, ze to niemożliwe. Wydaje mi się ze problem może leżeć w twoim rozumieniu czym jest świętość, albo najpierw czym jest życie wiarą.
Po drugie jeśli człowiek żyje bez zaangażowania w wiarę, nie przyjął jej do serca i nie uznał Boga za najważniejszego w swoim życiu, no to pewnie masz rację... jest letni i żyje niewiele znaczącymi dla niego formułkami... jednak to jest problem człowieka a nie przekazu Bożego.
mgr teologii, „Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)