Nasza ukochana Matko z całego serca ogromnie Ci dziękujemy, za powodzenie dwóch ryzykownych operacji u Harnasia, który jest już w starszym wieku.
Prosimy by zdjęcie szwów pod narkozą nie było dla niego obciążające oraz by osiągnięty został główny cel operacji – odzyskanie wzroku przez Harnasia.
Kochana Matko Święta ochroń go przed wszelakim cierpieniem.
Jestem gotowa przejąć na siebie, by odciążyć Harnasia, wszystkie jego cierpienia i troski, a także oddać mu wzrok z mojego oka.
Adrianna: Pomoc dla kota
Moje świadectwo będzie dotyczyć uzdrowienia z nieuleczalnej, wrodzonej wady serca mojego kociego przyjaciela. Wiem, że wielu ludzi uważa, że w takiej sprawie nie powinno się modlić z czym ja osobiście nigdy się nie zgodzę. Jestem osobą która posiada dużą więź psychiczna ze zwierzętami więc dla mnie była to intencja bardzo ważna i Nowenna była właściwie jedynym źródłem nadziei. W momencie postawienia diagnozy przeżywałam jeden z najcięższych okresów mojego życia, złożyło się na to wiele spraw i trudności które przytłaczały mnie jedna za drugą.Choroba wyszła właściwie z dnia na dzień, był to szok bo nie mogłam się spodziewać, że pełen życia młody kot jest tak ciężko chory – do tego dnia nie zdradzał żadnych objawów, ale niestety chore od urodzenia serduszko dotarło do kresu swojej wytrzymałości.
Pojawiliśmy się u lekarza kiedy zauważyłam że oddycha w dziwny sposób, lekarz nie do końca znając się na chorobach serca doprowadził kota do gorszego jeszcze stanu ściągając mu pod premedykacją płyn z płuc i podając nieodpowiednie leki na serce. Tylko cudem widząc, że stan kota jest coraz gorszy coś mnie tknęło i wybrałam się do Pani kardiolog która niestety ze współczuciem przekazała mi właściwą tym razem diagnozę. Jeśli uda mu się przeżyć kolejne dni to może dzięki lekom poprawimy jego stan i przedłużymy jego życie o parę miesięcy. Był to okres przedświąteczny, kot pomimo zastosowania leków oddychał coraz gorzej, był siny, właściwie nie miał siły na nic, nie miał apetytu. Domyślałam się, że czekamy już tylko na śmierć. Nowennę odmawiałam jeden raz rok wcześniej w zupełnie innej intencji. 23 grudnia rozpoczęłam Nowennę w intencji cudownego uzdrowienia mojego kociego przyjaciela z tej wady serca, prosiłam żeby Matka Boska zabrała te dolegliwości które nie pozwalają mu funkcjonować i naprawiła jego serce… Bardzo wierzyłam w to, że mnie nie opuści w tej potrzebie i że wszystko będzie dobrze.
W trakcie Nowenny bywało z jego samopoczuciem różnie, raz lepiej raz gorzej. 6 stycznia nastąpił kolejny kryzys gdzie wydawało się, że to już ostatnie chwile. Całą noc spędziłam z różańcem w ręku bo tylko to mi zostało… 7 stycznia pojawiliśmy się u Pani kardiolog która zaskoczona była, że kot jeszcze żyje. Powiedziała mi pamiętne zdanie, że na tym etapie trzeba cieszyć się z każdego dnia. I od tamtego dnia wszystko zaczęło się poprawiać, Matka Boża działała. Zaczęło się od poprawy apetytu, trochę większej energii. Z czasem zaczęłam zauważać, że jest coraz mniej siny. W dniu zaczęcia przeze mnie części dziękczynnej przypadała u nas kolęda, a dzień zakończenia wypadał w dniu skończenia przez kotka kolejnego miesiąca życia, wierzyłam, że to wszytko Boże działanie i chce mi przez to powiedzieć, że nie ma przypadków i wszystko będzie dobrze. 28 stycznia pojawiliśmy się po raz kolejny u Pani kardiolog na wizycie kontrolnej. Nie mogła uwierzyć, że go w ogóle widzi, w dodatku w tak dobrej formie! Osłuchała go, obejrzała na usg serce i widziałam po niej, że nie wierzy w to co widzi… badała go bardzo długo nie móc wyjść ze zdumienia. Kotek nie był całkowicie zdrowy, ale poprawa funkcjonowania serca była tak ogromna, że wręcz nieprawdopodobna. Ostatecznie wytłumaczyła sobie to tym, że to chyba zasługa nie zaniedbywania przeze mnie podawania leków i tego, że organizm kota jest młody. Akurat! To wszystko Boże działanie. Od tego czasu bywały małe kryzysy gdzie oddychanie się lekko pogarszało, ale wtedy mówiłam Bogu, że wierzę, że on może wszystko i, że go uzdrowi bo wie, że go potrzebuje. Wczoraj zakończyłam Nowennę. Wierzę, że na dzień dzisiejszy kot został całkowicie uzdrowiony. Wierzę, że na kolejnej wizycie kontrolnej u Pani kardiolog która ze względu na jego dobry stan wyznaczyła dopiero na koniec marca dowiem się, że jest zdrowy. Wkrótce mijają dwa miesiące od diagnozy, nie powinien żyć. Samo to, że przeżył tyle czasu i wciąż żyje jest wielką łaską! Wszystkie dolegliwości zniknęły. Oddycha prawidłowo, apetyt dopisuje mu niesamowity, ma tyle energii, dokazuje tak, że muszę go w tym ograniczać, żeby nie przesadzał…
Jestem Matce Bożej bardzo wdzięczna. Wiem, że mnie wysłuchała bo wiedziała jak bardzo jego życie jest dla mnie ważne i ile jego obecności daje mi psychicznego wsparcia w codziennym życiu. Dziękuję Matko Boża, że nie opuściłaś mnie w tej potrzebie. Chwała Panu!
Chciałam powiedzieć wszystkim którzy się wahają, odmówienie Nowenny najłatwiejsze nie jest i wymaga od nas poświęcenia, ale najważniejsza w tym jest wiara. Modlitwa często przez nasze obowiązki, braki czasu, czy jakieś rozbicie myśli nie jest idealna… Ale wystarczy się starać na miarę swoich możliwości i wierzyć całym sercem.
Zapisz się na cotygodniowe powiadomienia o świadectwach:
Agnieszka: Zdrowie czworonoga
5
Oceń wpis
Szczęść Boże!
Piszę moje świadectwo przede wszystkim dla osób które kochają zwierzęta.
14 listopada okazało się, że mój ukochany pies ma guza śledziony, który dodatkowo pękł. Natychmiastowa operacja usunięcia śledziony i rozpaczliwe czekanie na jakiekolwiek wieści z kliniki. Pies przeżył operację. 15 listopada zaczęłam modlić się Nowenną Pompejańską w oczywistej intencji.
Po trzech dniach od operacji pies trafił do domu. Nagle zaczął słabnąć. Znowu klinika i po badaniu krwi okazało się, że strasznie spadają mu krwinki czerwone. Zamówiliśmy krew na przetoczenie. Po przetoczeniu krwi nastąpiła tylko chwilowa poprawa, po czym pies znowu zaczął słabnąć i wyniki morfologii były krytyczne. Weterynarz powiedział, że nie widzi sensu dalszego przetaczania, dodatkowo wyniki laboratoryjne badań utwierdziły go w tym przekonaniu. Diagnoza- hemoliza krwi, zero regeneracji organizmu. Załamanie totalne. Nie miejąc już nadziei, wzielismy psinę do domu. Gdy zawiozłam ją na zastrzyki następnego dnia, okazało się, że pies ma dodatkowo wrzody żołądka. Dostał leki osłonowe. Kolejnego dnia znów morfologia. Okazało się, że czerwone krwinki troszkę się podniosły, ale weterynarz powiedział, że to jest w granicach blędu. Kolejne morfologie jednak pokazały, że jest znaczna poprawa. Ku mojej uciesze, weterynarze powiedzieli, że nie mieli jeszcze takiego przypadku, żeby pies w takim stanie wyszedł z tego.
Chwała Panu i Przenajświętszej Matce Bożej! Nigdy nie traćcie nadziei i módlcie się z wiarą a zdarzą się cuda o jakich nawet nie śniliście
