Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Co to znaczy oddać swoje życie Bogu?
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
Tak na maksa to chyba zostać anachoretą, hesychastą, eremitą, mnichem monastyru ... ale pewnie pytasz o to jak oddać życie Bogu w świecie współczesnym, "zachodnim", żyjąc w społeczeństwie. Tutaj odpowiedź zdaje się nie być tak prosta (przynajmniej dal mnie).
prawosławna mniszka Nikołaja Aleksjejuk pisze:
"Przebóstwienie oznacza - na tyle na ile to możliwe - upodobnienie się do Boga i zjednoczenie z Nim."
Mnich Kościoła Wschodniego:
"[Przebóstwienie] to uczestniczenie przez łaskę w boskim życiu (...), doskonała realizacja królestwa głoszonego w Ewangelii i tej miłości, która reasumuje cale prawo i proroków."
Jak to zrobić:
"zewlec z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami" (Kol 3,9), "który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz" (Ef 4,22).
św. Bazylii Wielki:
"Chrystus doprowadza do ostatecznych granic znienawidzenia samego siebie."
Cóż z tego możemy obecnie w świecie?
prawosławna mniszka Nikołaja Aleksjejuk pisze:
"Przebóstwienie oznacza - na tyle na ile to możliwe - upodobnienie się do Boga i zjednoczenie z Nim."
Mnich Kościoła Wschodniego:
"[Przebóstwienie] to uczestniczenie przez łaskę w boskim życiu (...), doskonała realizacja królestwa głoszonego w Ewangelii i tej miłości, która reasumuje cale prawo i proroków."
Jak to zrobić:
"zewlec z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami" (Kol 3,9), "który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz" (Ef 4,22).
św. Bazylii Wielki:
"Chrystus doprowadza do ostatecznych granic znienawidzenia samego siebie."
Cóż z tego możemy obecnie w świecie?
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
-
Magnolia
- Posty: 10171
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4107
- Płeć:
Rzeczywiście chodzi mi o coś co człowiek współczesny może uczynić w ramach życia wiarą.
Wiele razy, gdy coś komuś opowiadamy, słyszymy radę, albo sami jej udzielamy: "oddaj życie Bogu".
Ale co to znaczy?!
Wiele razy, gdy coś komuś opowiadamy, słyszymy radę, albo sami jej udzielamy: "oddaj życie Bogu".
Ale co to znaczy?!
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
KrzM
- Posty: 45
- Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3
- Podziękowano: 9
- Płeć:
Dla mnie to przede wszystkim zadbanie o stan łaski uświęcającej, modlitwa, rozpatrywanie wydarzeń życia jako konkretnych "zadań" od Boga, w których powinniśmy się zachowań zgodnie z Jego wolą.
-
KrzM
- Posty: 45
- Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3
- Podziękowano: 9
- Płeć:
Hmm. Oddaję czas, zaangażowanie, pracę. Raczej wiem, kiedy robię coś dla Boga, albo z Jego powodu - dla innych. Oddać życie Bogu oznacza po prostu zaakceptować Jego obecność i traktować Go serio i z miłością.
-
KrzM
- Posty: 45
- Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3
- Podziękowano: 9
- Płeć:
Niekoniecznie. Tu nie chodzi o to, żeby wypowiadać jakieś słowa oddania, tylko żeby rzeczywiście robić coś dla Boga, z Jego powodu, albo zgodnie z tym, jak On chce.
Parę przykładów. Przede wszystkim, życie w łasce uświęcającej, a więc w komunii z Bogiem. Dalej - praca nad sobą, rachunek sumienia, większe i drobniejsze postanowienia odnośnie postępowania, realizacja tych postanowień. Bycie życzliwym dla innych. Itd.
Może inaczej - dla mnie oddanie życia Bogu to przebywanie w pewnym stanie bliskości z Nim, bądź dążenie do tego stanu. Z tego wypływa konkretny styl życia.
Parę przykładów. Przede wszystkim, życie w łasce uświęcającej, a więc w komunii z Bogiem. Dalej - praca nad sobą, rachunek sumienia, większe i drobniejsze postanowienia odnośnie postępowania, realizacja tych postanowień. Bycie życzliwym dla innych. Itd.
Może inaczej - dla mnie oddanie życia Bogu to przebywanie w pewnym stanie bliskości z Nim, bądź dążenie do tego stanu. Z tego wypływa konkretny styl życia.
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
To znaczy, nie mniej nie więcej, jak oddaj Mu swą wolę, stań się Jego "niewolnikiem".Magnolia pisze: 03 sty 2025, 17:26 Rzeczywiście chodzi mi o coś co człowiek współczesny może uczynić w ramach życia wiarą.
Wiele razy, gdy coś komuś opowiadamy, słyszymy radę, albo sami jej udzielamy: "oddaj życie Bogu".
Ale co to znaczy?!
A co to znaczy?
Aby nie pakować się w "głębiny" duchowości, to chyba starać się "modlić nieustannie", by pozostawać w relacji z Bogiem i dbać o to, by wypełnić przykazania boże.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
-
Magnolia
- Posty: 10171
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4107
- Płeć:
A jak oddam swoje sprawy Bogu to skąd mam wiedzieć co On z tym zrobi?!
Zrobi to co zechce?
Zrobi to co zechce?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Tak. To w końcu to Stworzyciel, a my stworzenia. Wierzymy, że Bóg chce dla nas dobrze. Nawet, jeżeli jego działania są niezrozumiałe. To co wydaje nam się niesprawiedliwe, niesłuszne, może nam przysłużyć (lub komuś innemu) w sposób, którego nie pojmiemy bo nie mamy pełnego obrazu jak Bóg. Tak jak napisał Daniel, bycie niewolnikiem. Ja osobiście wolę określenie "narzędziem". Jakoś tak...lepiej brzmi. Narzędzie Boga 
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
Jedynie to czego chce Bóg jest w rzeczywistości tym czego chcesz Ty.Magnolia pisze: 03 sty 2025, 19:35 A jak oddam swoje sprawy Bogu to skąd mam wiedzieć co On z tym zrobi?!
Zrobi to co zechce?
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
-
Magnolia
- Posty: 10171
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4107
- Płeć:
Wzniosłe... ale nie rozumiem... prosta dziewczyna jestem... ja chce konkret... oddaję Bogu moją pracę... skoro oddaję to już nie należy do mnie i On może zrobić z tą pracą co chce?
Albo oddaję moje niewierzące córki... kiedy się nawrócą? Przecież czas ucieka... a ja się o nie boję...
Kiedy Bóg coś z tym zrobi?
Albo oddaję moje niewierzące córki... kiedy się nawrócą? Przecież czas ucieka... a ja się o nie boję...
Kiedy Bóg coś z tym zrobi?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
Tak sobie myślę, może błędnie, bo przecież u mnie, jak i pewnie u każdego działa podobny "mechanizm", czy aby na pewno oddajemy coś Bogu skoro to wciąż nas boli, nurtuje, zamartwia?Magnolia pisze: 03 sty 2025, 20:42 Wzniosłe... ale nie rozumiem... prosta dziewczyna jestem... ja chce konkret... oddaję Bogu moją pracę... skoro oddaję to już nie należy do mnie i On może zrobić z tą pracą co chce?
Albo oddaję moje niewierzące córki... kiedy się nawrócą? Przecież czas ucieka... a ja się o nie boję...
Kiedy Bóg coś z tym zrobi?
No bo przecież jeżeli moja niespełna 10-letnia córka wychodzi z koleżanką "do miasta" coś kupić do sklepu martwię się i czasem dzwonię by sprawdzić gdzie jest; gdy idzie natomiast ze swoją matką - nie, bo wtedy właśnie oddałem ją całkowicie żonie.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
-
KrzM
- Posty: 45
- Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3
- Podziękowano: 9
- Płeć:
Myślę, że to może być ścieżka prowadząca właśnie do zamartwiania się, paradoksalnie. "Czy oddałem to Bogu, czy nie?".daniel pisze: 03 sty 2025, 21:53 Tak sobie myślę, może błędnie, bo przecież u mnie, jak i pewnie u każdego działa podobny "mechanizm", czy aby na pewno oddajemy coś Bogu skoro to wciąż nas boli, nurtuje, zamartwia?
Gdybyś się nie martwił o własne dziecko, "bo oddałeś je Bogu w opiekę", moim zdaniem byłby to przejaw czegoś dziwnego, w negatywnym sensie. Maryja z Józefem martwili się o Jezusa, gdy im się zgubił w Jerozolimie.
Poza tym, mam wrażenie, że @Magnolia chciałaby oddać Bogu sprawę swoich niewierzących córek i ma wątpliwości, czy aby zrobiła to dobrze, bo przecież nic się nie zmienia. Tak to odczytuję, przepraszam jeśli błędnie. Ale jeśli dobrze, to tkwi w tym moim zdaniem błędne założenie - że ta sprawa od niej zależy, że wystarczy ją oddać Bogu, a On ją rozwiąże.
Oddanie Bogu tej sprawy to moim zdaniem regularna modlitwa w tej intencji, postawa chrześcijańska wobec córek oraz cierpliwe znoszenie krzyża zmartwienia. I oczekiwanie, być może całe życie.
-
Magnolia
- Posty: 10171
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4107
- Płeć:
@KrzM myslę, że @daniel zrozumiał o co pytam.
Oddawanie komuś dziecka pod opiekę nas uspokaja, bo przenieśliśmy odpowiedzialność na tamtą dorosłą osobę - nie martwimy się, bo teraz tamta osoba zajmuje się dzieckiem.
Analogicznie patrząc, gdy damy komuś prezent na urodziny, to o nim zapominamy i obdarowany może zrobić z tym prezentem co chce. Kiedyś dostałam od męża 45 lakierów do paznokci, na 45 urodziny - ubaw był wielki, ale następnego dnia zrozumiałam że nie wykorzystam tylu lakierów, zepsują się, nie wszystkie kolory mi się podobają. A więc rozdałam większość tych lakierów koleżankom. Mąż patrzył, ale nie miał mi za złe. Bo mogłam zrobić co chciałam z jego prezentem.
Ale czy gdy oddajemy sprawę Bogu czy dokładnie tak samo postępujemy? Czy przenosimy odpowiedzialność na Boga i zostawiamy Mu działanie? Czy jesteśmy gotowi przestać się martwić i przyjąć co się wydarzy?
Oddawanie komuś dziecka pod opiekę nas uspokaja, bo przenieśliśmy odpowiedzialność na tamtą dorosłą osobę - nie martwimy się, bo teraz tamta osoba zajmuje się dzieckiem.
Analogicznie patrząc, gdy damy komuś prezent na urodziny, to o nim zapominamy i obdarowany może zrobić z tym prezentem co chce. Kiedyś dostałam od męża 45 lakierów do paznokci, na 45 urodziny - ubaw był wielki, ale następnego dnia zrozumiałam że nie wykorzystam tylu lakierów, zepsują się, nie wszystkie kolory mi się podobają. A więc rozdałam większość tych lakierów koleżankom. Mąż patrzył, ale nie miał mi za złe. Bo mogłam zrobić co chciałam z jego prezentem.
Ale czy gdy oddajemy sprawę Bogu czy dokładnie tak samo postępujemy? Czy przenosimy odpowiedzialność na Boga i zostawiamy Mu działanie? Czy jesteśmy gotowi przestać się martwić i przyjąć co się wydarzy?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
KrzM
- Posty: 45
- Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3
- Podziękowano: 9
- Płeć:
No to uważam, że tak to nie działa. Oddanie Bogu jakiejś sprawy nie jest tym samym, co oddanie odpowiedzialności za sprawę jakiemuś człowiekowi, co do którego mamy zaufanie.
Bóg nie zdejmuje z nas odpowiedzialności. A jakieś życie bez zmartwień, bo przecież wszystko do Boga należy, uważam za jakąś utopię. Piękna to wizja, ale chyba nierealna.
A jeśli już męczą nas zmartwienia, to może trzeba prosić Boga o łaskę pokoju? Myślę, że to nie do końca od nas zależy zaprzestanie zamartwiania się.
Albo jakaś terapia, jeśli problem tkwi w psychice.
Bóg nie zdejmuje z nas odpowiedzialności. A jakieś życie bez zmartwień, bo przecież wszystko do Boga należy, uważam za jakąś utopię. Piękna to wizja, ale chyba nierealna.
A jeśli już męczą nas zmartwienia, to może trzeba prosić Boga o łaskę pokoju? Myślę, że to nie do końca od nas zależy zaprzestanie zamartwiania się.
Albo jakaś terapia, jeśli problem tkwi w psychice.
-
daniel
- Posty: 2460
- Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 500
- Podziękowano: 948
- Płeć:
@KrzM można spoglądać na to z dwu lub pewnie wielu perspektyw. Od czerwca uczęszczam na terapię do psychoterapeuty po szkole psychodynamicznej, ateisty, apostaty, który uważa, że jego duchowość gdzieś tam "ociera się" o buddyzm. Gdy dotykamy tematów z pogranicza psychiki, a duchowości to oczywiście się rozjeżdżamy, ale ja akurat odbieram to jako coś "progresywnego".
Jakiś czas temu rozmawialiśmy o "oddawaniu czegoś Bogu". Gdy opowiedziałem mu jak to u mnie wygląda, że po prostu zdarza się, iż pewne rzeczy "puszczam" modląc się jednocześnie o pogodzenie się z wolą bożą jakakolwiek by nie była, "wyłączając się" poniekąd z działania, a pozwalając, by "się działo" Jego, psychoterapeuta zarzucił mi właśnie "zrzucanie odpowiedzialności", ucieczkę od decyzji, wypracowanie sobie mechanizmu obronnego.
Gdy wróciłem do domu i gadałem o tym z żoną, ona odpowiedziała, że:
"1. przecież fakt, że oddajesz coś Bogu, nie oznacza, że uciekasz przed konsekwencjami tego co się w związku z tym zadzieje; ty je przyjmujesz i nie obwiniasz Boga; ponosisz je;
2. podejmujesz decyzje i dokonujesz wyboru, jest nim "uczynienie przestrzeni" dla działania bożej łaski; to twój wybór, twoja wolność."
Zresztą pewna "bierność", zatrzymanie, "obojętność", "pasywność", "wycofanie", pewne "zaparcie się siebie" - w pozytywnym znaczeniu - jest charakterystyczne dla chrześcijanina; by działanie było modlitwą musi rodzić się z relacji z Bogiem.
Jakiś czas temu rozmawialiśmy o "oddawaniu czegoś Bogu". Gdy opowiedziałem mu jak to u mnie wygląda, że po prostu zdarza się, iż pewne rzeczy "puszczam" modląc się jednocześnie o pogodzenie się z wolą bożą jakakolwiek by nie była, "wyłączając się" poniekąd z działania, a pozwalając, by "się działo" Jego, psychoterapeuta zarzucił mi właśnie "zrzucanie odpowiedzialności", ucieczkę od decyzji, wypracowanie sobie mechanizmu obronnego.
Gdy wróciłem do domu i gadałem o tym z żoną, ona odpowiedziała, że:
"1. przecież fakt, że oddajesz coś Bogu, nie oznacza, że uciekasz przed konsekwencjami tego co się w związku z tym zadzieje; ty je przyjmujesz i nie obwiniasz Boga; ponosisz je;
2. podejmujesz decyzje i dokonujesz wyboru, jest nim "uczynienie przestrzeni" dla działania bożej łaski; to twój wybór, twoja wolność."
Zresztą pewna "bierność", zatrzymanie, "obojętność", "pasywność", "wycofanie", pewne "zaparcie się siebie" - w pozytywnym znaczeniu - jest charakterystyczne dla chrześcijanina; by działanie było modlitwą musi rodzić się z relacji z Bogiem.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
