Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com

Co to znaczy oddać swoje życie Bogu?

O tym wszystkim co dotyczy katolika w codziennym życiu
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Spróbuj odpowiedzieć na pytanie tytułowe....
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
daniel
Posty: 2460
Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 500
Podziękowano: 948
Płeć:

Post

Tak na maksa to chyba zostać anachoretą, hesychastą, eremitą, mnichem monastyru ... ale pewnie pytasz o to jak oddać życie Bogu w świecie współczesnym, "zachodnim", żyjąc w społeczeństwie. Tutaj odpowiedź zdaje się nie być tak prosta (przynajmniej dal mnie).

prawosławna mniszka Nikołaja Aleksjejuk pisze:
"Przebóstwienie oznacza - na tyle na ile to możliwe - upodobnienie się do Boga i zjednoczenie z Nim."

Mnich Kościoła Wschodniego:
"[Przebóstwienie] to uczestniczenie przez łaskę w boskim życiu (...), doskonała realizacja królestwa głoszonego w Ewangelii i tej miłości, która reasumuje cale prawo i proroków."

Jak to zrobić:
"zewlec z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami" (Kol 3,9), "który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz" (Ef 4,22).

św. Bazylii Wielki:
"Chrystus doprowadza do ostatecznych granic znienawidzenia samego siebie."

Cóż z tego możemy obecnie w świecie?
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Rzeczywiście chodzi mi o coś co człowiek współczesny może uczynić w ramach życia wiarą.

Wiele razy, gdy coś komuś opowiadamy, słyszymy radę, albo sami jej udzielamy: "oddaj życie Bogu".
Ale co to znaczy?!
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

Dla mnie to przede wszystkim zadbanie o stan łaski uświęcającej, modlitwa, rozpatrywanie wydarzeń życia jako konkretnych "zadań" od Boga, w których powinniśmy się zachowań zgodnie z Jego wolą.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Ale @KrzM co wtedy oddajesz gdy starasz się tak żyć?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

Hmm. Oddaję czas, zaangażowanie, pracę. Raczej wiem, kiedy robię coś dla Boga, albo z Jego powodu - dla innych. Oddać życie Bogu oznacza po prostu zaakceptować Jego obecność i traktować Go serio i z miłością.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

@KrzM codziennie to mówisz Bogu: oddaję ci moją pracę, itd?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

Niekoniecznie. Tu nie chodzi o to, żeby wypowiadać jakieś słowa oddania, tylko żeby rzeczywiście robić coś dla Boga, z Jego powodu, albo zgodnie z tym, jak On chce.

Parę przykładów. Przede wszystkim, życie w łasce uświęcającej, a więc w komunii z Bogiem. Dalej - praca nad sobą, rachunek sumienia, większe i drobniejsze postanowienia odnośnie postępowania, realizacja tych postanowień. Bycie życzliwym dla innych. Itd.

Może inaczej - dla mnie oddanie życia Bogu to przebywanie w pewnym stanie bliskości z Nim, bądź dążenie do tego stanu. Z tego wypływa konkretny styl życia.
Awatar użytkownika
daniel
Posty: 2460
Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 500
Podziękowano: 948
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 03 sty 2025, 17:26 Rzeczywiście chodzi mi o coś co człowiek współczesny może uczynić w ramach życia wiarą.

Wiele razy, gdy coś komuś opowiadamy, słyszymy radę, albo sami jej udzielamy: "oddaj życie Bogu".
Ale co to znaczy?!
To znaczy, nie mniej nie więcej, jak oddaj Mu swą wolę, stań się Jego "niewolnikiem".
A co to znaczy?
Aby nie pakować się w "głębiny" duchowości, to chyba starać się "modlić nieustannie", by pozostawać w relacji z Bogiem i dbać o to, by wypełnić przykazania boże.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

A jak oddam swoje sprawy Bogu to skąd mam wiedzieć co On z tym zrobi?!
Zrobi to co zechce?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

Na pewno nie zrobi czegoś, czego nie będzie chciał i co by było złe dla Ciebie :D
Awatar użytkownika
ImmortalXD
Posty: 431
Rejestracja: 30 sie 2024, 9:25
Podziękował/a: 84
Podziękowano: 56
Płeć:

Post

Tak. To w końcu to Stworzyciel, a my stworzenia. Wierzymy, że Bóg chce dla nas dobrze. Nawet, jeżeli jego działania są niezrozumiałe. To co wydaje nam się niesprawiedliwe, niesłuszne, może nam przysłużyć (lub komuś innemu) w sposób, którego nie pojmiemy bo nie mamy pełnego obrazu jak Bóg. Tak jak napisał Daniel, bycie niewolnikiem. Ja osobiście wolę określenie "narzędziem". Jakoś tak...lepiej brzmi. Narzędzie Boga :-bd
Awatar użytkownika
daniel
Posty: 2460
Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 500
Podziękowano: 948
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 03 sty 2025, 19:35 A jak oddam swoje sprawy Bogu to skąd mam wiedzieć co On z tym zrobi?!
Zrobi to co zechce?
Jedynie to czego chce Bóg jest w rzeczywistości tym czego chcesz Ty.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Wzniosłe... ale nie rozumiem... prosta dziewczyna jestem... ja chce konkret... oddaję Bogu moją pracę... skoro oddaję to już nie należy do mnie i On może zrobić z tą pracą co chce?
Albo oddaję moje niewierzące córki... kiedy się nawrócą? Przecież czas ucieka... a ja się o nie boję...
Kiedy Bóg coś z tym zrobi?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

Myślę, że On czuwa nad każdym. Wszystko w swoim czasie. Banał, ale jednak.
Awatar użytkownika
daniel
Posty: 2460
Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 500
Podziękowano: 948
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 03 sty 2025, 20:42 Wzniosłe... ale nie rozumiem... prosta dziewczyna jestem... ja chce konkret... oddaję Bogu moją pracę... skoro oddaję to już nie należy do mnie i On może zrobić z tą pracą co chce?
Albo oddaję moje niewierzące córki... kiedy się nawrócą? Przecież czas ucieka... a ja się o nie boję...
Kiedy Bóg coś z tym zrobi?
Tak sobie myślę, może błędnie, bo przecież u mnie, jak i pewnie u każdego działa podobny "mechanizm", czy aby na pewno oddajemy coś Bogu skoro to wciąż nas boli, nurtuje, zamartwia?

No bo przecież jeżeli moja niespełna 10-letnia córka wychodzi z koleżanką "do miasta" coś kupić do sklepu martwię się i czasem dzwonię by sprawdzić gdzie jest; gdy idzie natomiast ze swoją matką - nie, bo wtedy właśnie oddałem ją całkowicie żonie.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

daniel pisze: 03 sty 2025, 21:53 Tak sobie myślę, może błędnie, bo przecież u mnie, jak i pewnie u każdego działa podobny "mechanizm", czy aby na pewno oddajemy coś Bogu skoro to wciąż nas boli, nurtuje, zamartwia?
Myślę, że to może być ścieżka prowadząca właśnie do zamartwiania się, paradoksalnie. "Czy oddałem to Bogu, czy nie?".

Gdybyś się nie martwił o własne dziecko, "bo oddałeś je Bogu w opiekę", moim zdaniem byłby to przejaw czegoś dziwnego, w negatywnym sensie. Maryja z Józefem martwili się o Jezusa, gdy im się zgubił w Jerozolimie.

Poza tym, mam wrażenie, że @Magnolia chciałaby oddać Bogu sprawę swoich niewierzących córek i ma wątpliwości, czy aby zrobiła to dobrze, bo przecież nic się nie zmienia. Tak to odczytuję, przepraszam jeśli błędnie. Ale jeśli dobrze, to tkwi w tym moim zdaniem błędne założenie - że ta sprawa od niej zależy, że wystarczy ją oddać Bogu, a On ją rozwiąże.

Oddanie Bogu tej sprawy to moim zdaniem regularna modlitwa w tej intencji, postawa chrześcijańska wobec córek oraz cierpliwe znoszenie krzyża zmartwienia. I oczekiwanie, być może całe życie.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

@KrzM myslę, że @daniel zrozumiał o co pytam.

Oddawanie komuś dziecka pod opiekę nas uspokaja, bo przenieśliśmy odpowiedzialność na tamtą dorosłą osobę - nie martwimy się, bo teraz tamta osoba zajmuje się dzieckiem.
Analogicznie patrząc, gdy damy komuś prezent na urodziny, to o nim zapominamy i obdarowany może zrobić z tym prezentem co chce. Kiedyś dostałam od męża 45 lakierów do paznokci, na 45 urodziny - ubaw był wielki, ale następnego dnia zrozumiałam że nie wykorzystam tylu lakierów, zepsują się, nie wszystkie kolory mi się podobają. A więc rozdałam większość tych lakierów koleżankom. Mąż patrzył, ale nie miał mi za złe. Bo mogłam zrobić co chciałam z jego prezentem.

Ale czy gdy oddajemy sprawę Bogu czy dokładnie tak samo postępujemy? Czy przenosimy odpowiedzialność na Boga i zostawiamy Mu działanie? Czy jesteśmy gotowi przestać się martwić i przyjąć co się wydarzy?
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
KrzM
Posty: 45
Rejestracja: 31 maja 2024, 11:15
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3
Podziękowano: 9
Płeć:

Post

No to uważam, że tak to nie działa. Oddanie Bogu jakiejś sprawy nie jest tym samym, co oddanie odpowiedzialności za sprawę jakiemuś człowiekowi, co do którego mamy zaufanie.

Bóg nie zdejmuje z nas odpowiedzialności. A jakieś życie bez zmartwień, bo przecież wszystko do Boga należy, uważam za jakąś utopię. Piękna to wizja, ale chyba nierealna.

A jeśli już męczą nas zmartwienia, to może trzeba prosić Boga o łaskę pokoju? Myślę, że to nie do końca od nas zależy zaprzestanie zamartwiania się.

Albo jakaś terapia, jeśli problem tkwi w psychice.
Awatar użytkownika
daniel
Posty: 2460
Rejestracja: 31 sty 2021, 12:32
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 500
Podziękowano: 948
Płeć:

Post

@KrzM można spoglądać na to z dwu lub pewnie wielu perspektyw. Od czerwca uczęszczam na terapię do psychoterapeuty po szkole psychodynamicznej, ateisty, apostaty, który uważa, że jego duchowość gdzieś tam "ociera się" o buddyzm. Gdy dotykamy tematów z pogranicza psychiki, a duchowości to oczywiście się rozjeżdżamy, ale ja akurat odbieram to jako coś "progresywnego".

Jakiś czas temu rozmawialiśmy o "oddawaniu czegoś Bogu". Gdy opowiedziałem mu jak to u mnie wygląda, że po prostu zdarza się, iż pewne rzeczy "puszczam" modląc się jednocześnie o pogodzenie się z wolą bożą jakakolwiek by nie była, "wyłączając się" poniekąd z działania, a pozwalając, by "się działo" Jego, psychoterapeuta zarzucił mi właśnie "zrzucanie odpowiedzialności", ucieczkę od decyzji, wypracowanie sobie mechanizmu obronnego.

Gdy wróciłem do domu i gadałem o tym z żoną, ona odpowiedziała, że:
"1. przecież fakt, że oddajesz coś Bogu, nie oznacza, że uciekasz przed konsekwencjami tego co się w związku z tym zadzieje; ty je przyjmujesz i nie obwiniasz Boga; ponosisz je;
2. podejmujesz decyzje i dokonujesz wyboru, jest nim "uczynienie przestrzeni" dla działania bożej łaski; to twój wybór, twoja wolność."


Zresztą pewna "bierność", zatrzymanie, "obojętność", "pasywność", "wycofanie", pewne "zaparcie się siebie" - w pozytywnym znaczeniu - jest charakterystyczne dla chrześcijanina; by działanie było modlitwą musi rodzić się z relacji z Bogiem.
„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego.” Łk 10.41-42