Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com

Natrętne myśli i inne

Tu możesz zadać nurtujące Cię pytania księdzu, który postara się rozwiać Twoje wątpliwości.
Regulamin forum
W tym dziale użytkownik zadaje pytania na które udzielają odpowiedzi kapłani
Felis
Posty: 4
Rejestracja: 24 sty 2025, 18:53
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 3
Płeć:

Post

Szczęść Boże!
Borykam się ze skrupułami od ok. półtora roku. Nie wiem czy to coś zmienia sytuację, ale do kościoła chodzę dopiero 2,5 lata, mam 15 lat.
Przez pierwszy rok było wszystko okej, ale potem coś zaczęło iść nie tak. Zaczęłam kwestionować różne sytuacje, czy nie jest to grzech. Najpierw miałam pytań czy to grzech 3, potem 6, a potem coraz więcej i więcej, tak, że codziennie pojawiało się conajmniej kilka wątpliwych sytuacji. Kilka razy rozmawiałam z księdzem, który jest mi bliski na ten temat i zwykle po takich rozmowach było lepiej, choć po jakimś czasie znowu to wracało. Ostatecznie w sierpniu dopiero zrozumiałam, że w sumie kompletnie źle traktowałam wątpliwości i od tamtego momentu łatwo rozróżniam co jest grzechem, a co nie. Natomiast problemem jest to co dotyczy wszystkiego wokół grzechy, tzn świadomości, intencji dobrowolności, pokus. Pozostał mi silny lęk, że zgrzeszę. Tak bardzo się pogubiłam w traktowaniu grzechu, że już prawdziwie nic nie wiem. Rozmawiałam przedwczoraj ze wspomnianym wcześniej księdzem, ale nie uzyskałam odpowiedzi bezpośredniej na mój temat.
Chodzi mi o to, że natrętne myśli pojawiają mi się zwykle, gdy chodzi o coś co silnie związane jest z grzechem ciężkim, lub ze sferą myśli. Jest grzechem np. nieczyste pragnienie kogoś. I faktycznie może to być grzechem, choć wiem, że trzeba do tego świadomości i dobrowolności. Do tego grzechu dochodzi coś takiego jak nastawianie na pokusę, co też jest grzechem. I mam czasami sytuację np. chcę wstać, gdy jest Msza Święta np. gdy nadchodzi taki moment , od takie coś zwykłego, ale pojawia się silny lęk, taki, że nie jestem w stanie myśleć racjonalnie, że jak wykonam tą czynność, to zgrzeszę (w tym przypadku narażaniem się na pokusę). No i ja przecież nie będę siedzieć, gdy wszyscy już stoją... Więc ostatecznie mimo tego lęku wstaję. Ale czuję jakbym zgrzeszyła, bo przecież wybrałam wykonanie tej czynności. Z jednej strony ten lęk jest taki głęboki i mocny, z drugiej strony daleko w sumieniu wiem doskonale, że nie ma tu grzechu.
No i w sytuacji, w której nie było w rzeczywistości żadnego zła (tzn. nie miałam nieczystych myśli) jest wszystko okej, tak czy w takiej sytuacji nie narażam się na pokusę? Może i zła nie było, ale przecież była myśl, że się jakoś nastawię na pokusę, nawet jeżeli ta myśl była bardzo natrętna i fałszywa. Ja naprawdę wtedy nie jestem w stanie myśleć racjonalnie.
I to nastawienie na pokusę może dotyczyć dosłownie wszystkich rzeczy.

Następnie co jeżeli mam natrętne myśli czy coś jest grzechem, ja ignoruję te myśli, robię czynność i ostatecznie jednak to grzech? Bardzo często ignoruję te myśli natrętne. Wydaje mi się, że jak ignoruje się grzech lekki, czyli ciągle się go popełnia wiedząc, że to grzech lekki, to on w końcu staje się grzechem ciężkim.
No i jeżeli ja zignoruje te myśli, to tak jakbym zrobiła tą czynność w wątpliwościach, i co jak okaże się to grzechem... Będzie to grzech lekki czy skoro ciągle pojawiałyby siętakie sytuacje, że ostatecznie jakaś czynność okazuje się grzechem lekkiem, to ostatecznie za każdym razie, nie ważne czym, zgrzeszę ciężko?

Co jeżeli pragnę jakiegoś grzechu (a takie coś jest normalnie grzechem), a ostatecznie okazuje się, że to co pragnęłam nie było grzechem? Pojawia się wtedy jakikolwiek grzech?

A co jeżeli myślałam, że robiąc jakąś czynność, narażałam swoje życie, choć faktycznie żadnego zagrożenia nie było? Mój lęk bardzo lubi dawać mi myśli, że to jednak jest niebezpieczne itp. co jest dosłownie sabotażem przeciwko mnie.

Co do pytań bardziej już, bo nie wiem czy to grzech czy nie, to jak jest ze złością? Czy jeżeli jestem zła no np. na to, że źle mi poszedł test, i bym ze złości czy wręcz z zemsty podarła tą kartke to w ogóle robienie czegoś przedmiotom w chęcią zemsty byłoby jakimś grzechem?
Po prostu mój mózg lubi mi podkładać fałszywe i niedobrowolne intencje, a że brzmią wyjątkowo realnie, choć z drugiej strony w sumieniu czuję ich absurdalność, ciężko mi w ogóle funkcjonować.
Z tą złością to głównie chodzi mi o to, że złości się pozbywam jak ją czynem wyrzucę, trochę niby się "mszcząc" bo trochę się wyżywam na innych, choć bardzoo łagodnie no np. podniosę na kogoś głos, czegoś mu nie dam, choć prosi, trochę mniej dbale go potraktuje. Zawsze złość niestety wpływa na moje zachowanie, nie mogę inaczej jej się pozbyć. Ale czy takie odreagowanie nie byłoby grzechem?

A tak w ogóle to kiedy grzech zaczyna się liczyć? Czy trzeba instant uciekać od czegoś z czym ma się wątpliwości? Np. idę no prosto, nagle myśl, że to grzech. I mam po prostu stanąć na środku i się zastanawiać? Tak przy ludziach? I to się tyczy wszystkiego. Piszę test, coś takiego, mam się zatrzymać? Gram w grę, nagle myśle, że coś jest nie tak, a najgorzej jak ona jest dynamiczna, no to też mam natychmiast przestać w nią grać?
Trochę mi się to wydaje nie takie, no ale nie wiem.

Osobiście nie jestem pewna czy te pytania są zgodne z wątkiem, ale dopóki nie dostanę na nie odpowiedzi, to nie mam pojęcia jak mogę pójść do spowiedzi. Nie mam też jak kogo się zapytać... Modlę się codziennie do Boga o uzdrowienie, tak to bym nazwała, na prawdę próbuje jakoś utrzymywać z Nim relację, jestem świadoma, że nie chcę, abym tkwiła w tej sferze grzechu... Ksiądz mi powiedział, że wręcz grzech do rangi bożka podniosłam. Jestem tego świadoma, od dawna, ale nie wiem jak wyjść z tego myślenia. Nie mogę zignorować jakiejś wątpliwości dotyczącej grzechu od tak przecież... wiem, że te kwestie co poruszyłam są dziwne i skomplikowane, ale może uda mi się uzyskać na nie odpowiedź...
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Kochana widzę jak cierpisz i się zadręczasz... i nie ma to nic wspólnego z budowaniem dobrej relacji z Bogiem...
Dlaczego tak uważam? bo tu nie ma miłości do Boga i rozwijania jej a jest bardzo dużo lęku.
A lęk trzeba leczyć na terapii.
Lęk pojawił się z powodu jakiejś sytuacji życiowej, albo z wyobrażenia Boga jako surowego sędziego, który prowadzi księgowość dla każdego czynu i myśli... doprowadziło to do takiego skupienia się na grzechu jaki masz... co zupełnie nie jest wolą Bożą.

Przeczytaj ew Łukasza 15, od 11 -24 i powiedz mi ile czasu Ojciec zajmuje się grzechem syna?

11 Powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. 13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie4. 16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. 18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu5 i względem ciebie; 19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. 20 Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21 A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu6 i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". 22 Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! 23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, 24 ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Felis
Posty: 4
Rejestracja: 24 sty 2025, 18:53
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 2
Podziękowano: 3
Płeć:

Post

W prawdzie ten fragment przedstawia jak wielkie jest miłosierdzie Boże względem nas. W ogóle nie ma zmianki, żeby Ojciec rozważał grzech syna, od razu go z powrotem przyjmuje...
Tak, szukanie grzechu wszędzie na pewno nie jest wolą Bożą, tylko jak się tego pozbyć? Z chęcią poszłabym do jakiegoś terapeuty katolickiego, ale moi rodzice nie chodzą do kościoła (choć mają w sobie jakąś iskrę zagubionej wiary), nie rozumieją zbytnio mojego problemu. Boje się im nawet mówić o takiej opcji..
Jeszcze dzisiaj przyszło mi do głowy nowe dziwactwo, jakbym to określiła, bo ze względu na to, że mam silne poczucie grzechu, to gdy jest jakiś grzech i mogę go popełnić świadomie, to czy to nie jest tak jakbym zgrzeszyła zuchwale, bo i tak Bóg mi to wybaczy?
Codziennie muszę wybierać ten "grzech" urojony, inaczej bym chyba nie funkcjonowała normalnie... No w takim wypadku wydaje się, że jednak nie byłby to grzech zuchwały, choć mam wątpliwości.
Chodzi mi o to, że ja mogę wierzyć w to, że Bóg jest miłosierny, ale zarazem totalnie pomieszało mi się jak się traktuje grzech. Z jednej strony wiem o miłości Boga, z drugiej strony w moim mniemaniu te rzeczy co wcześniej wymieniłam faktycznie są obowiązujące i przecież nie mogę sobie je robić od tak, bo byłby grzech. Jedyne co z tego mogę wywnioskować, to to, że chyba po prostu tamte wszystkie rzeczy są wymyślone i faktycznie nie jest tak, jak ja to opisywałam..
Pewnie cały czas się mylę i coś mi umyka, ale może w końcu uda się poprzez dyskusję dojść do sedna sprawy. Bóg zapłać za powyższą odpowiedź

Dodano po 8 minutach 12 sekundach:
I tak w kwestii skąd ten lęk... Można powiedzieć, że jestem perfekcjonistą. Liczą się dla mnie jakby zadania niż osoba. Czytając po raz pierwszy tak po kolei Nowy Testament, bardziej skupiałam się co mam robić, niż jaki jest Bóg. Relacja mnie zdecydowanie mniej nawyraźniej obchodziła.
Tak co do charakteru, długo się zastanawiałam czy potrafię kochać? Tak dokładnie to umiem świadczyć dobro, wprowadzać radość wśród ludzi, alee mam taką myśl, że jakby ktos bliski odszedł, zmarłby, to nie wiem czy bym po nim płakała. Tak po prostu czuję. I uważam to za tragiczne, że może tak się wydarzyć, zupełnie jakby sam człowiek mnie nie obchodził.
Nie do końca wiem czym to jest spowodowane, ale może taki charakter też dokłada swoje...

Szczerze głupio mi, że przychodzę z takim tematem i trochę się narzucam, więc chce się dopytać czy jest to okej?

Dodano po 9 minutach 16 sekundach:
I szczerze ciężko mi słyszeć, gdy moja miłość do Boga nie jest za duża... To pewnie prawda, ale to no to nie jest łatwe do zaakceptowania. Oczywiście chciałabym, żeby było inaczej. Tylko jak ja to zrobiłam, że mnie to od tak ominęło?
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10170
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Kochana, jak już sama zauważyłaś, że Bóg się grzechem wcale nie zajmuje, gdy grzesznik do Niego wraca, bo bardziej skupia się na przebaczeniu i radości z powrotu....To postaraj się skupiać właśnie na tym, że Bóg ci wybacza, gdy przychodzisz do spowiedzi.

viewtopic.php?t=13
Tu znajdziesz konkretne wskazówki i inne materiały filmowe, które pomagają uświadomić sobie że nie tędy droga.
Ani perfekcjonizm ani skrupulatnym to nie są drogi które prowadzą do Boga.
Drogą jest miłość, naśladowanie Boga w miłości.
Tego uczy nas ewangelia: jak kochać i jak oddawać Bogu chwałę.

Nie chciałam sprawić Ci przykrości, chciałam ci coś uświadomić. Ale najważniejsze, że potrafię ci wskazać drogę która naprawdę prowadzi do Boga.

Tyle ze to co piszesz nie jest jedynie problemem duchowym związanym z obrazem Boga, ale głównie masz problem z lękiem, a to naprawdę wymaga terapii. Zrób to dla siebie, popracuj nad lękiem.
viewtopic.php?t=899
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)