Dzień dobry.
Piszę tu, bo brakuje mi już sił na zmaganie się z sytuacją w domu. Mam na imię Paulina, mam 38 lat.
Od 12 r.ż zmagam się zaburzeniem osobowości typu borderline w tym z zaburzeniami odżywiania. Choroba bardzo zniszczyła mi większość życia. Mamy z mężem jedno dziecko. Zaszłam w ciążę przed ślubem. Okres ciąży ze względu na chorobę był dla mnie strasznie trudny. Mąż nie wspierał mnie psychicznie w tym czasie, a ja zmagałam się z tym sam. Teraz mąż chce drugiego dziecka, a ja nie mogę się przełamać. Nie chodzi o niechęć do posiadania kolejnego dziecka tylko okres ciąży, który wywołuje we mnie ogromny sprzeciw. Ciągle się kłócimy o to. Tłumaczę mężowi jak to wygląda z mojej perspektywy, ale on nie rozumie mojego stanu. Ciągle naciska, mówi, że chce mieć drugie dziecko, bo wymarzył sobie dużą rodzinę. Ja z kolei czuję, że skrzywdziłam i jego i syna, który jest jedynakiem. Mam poczucie winy i wrażenie, że dłużej już tego nie pociągnę. Podjęłam już próby zajścia w ciążę, mimo moich problemów. Poroniłam 3 razy. Czy nadal mam działać wbrew sobie? Czy jeśli przestanę się starać i zacznę stosować antykoncepcje Bóg straci mnie do piekła. Czuję, że życie mi się rozsypało. Nie mam już siły. Prosze o poradę, bo na ostatniej spowiedzi usłyszałam, że jestem po prostu leniwa i zaburzenia, które mam to ma każdy.
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Drugie dziecko
Regulamin forum
W tym dziale użytkownik zadaje pytania na które udzielają odpowiedzi kapłani
W tym dziale użytkownik zadaje pytania na które udzielają odpowiedzi kapłani
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Paulino, to rzeczywiście poważny problem i współczuję Ci, że zostałaś sama z tym problemem.
Nauka Kościoła mówi, ze małżeństwo to wspólnota dwóch osób, które powinny się wspierać, poprzez sakrament małżeństwa dążyć do świętości, budować to co nazywamy rodziną, domowym kościołem i być otwartym na życie.
Tu jest swego rodzaju kwadratura koła, bo z jednej strony Twoja choroba, brak wsparcia ze strony męża kiedy byłaś w ciąży, trzy razy poroniłaś, co zapewne odbiło się na Twojej psychice, no i lęk, psychiczna blokada przed kolejną ciążą.
Z drugiej strony mamy Twojego męża, który jak Dyzio Marzyciel wymarzył sobie dużą rodzinę (oczywiście takie marzenia nie są złe) nie biorąc w ogóle pod uwagę Twojej choroby, lęków i traumy związanej z poronieniami.
Jeśli mógłbym cos doradzić to najpierw rozmowę z Twoim mężem, jeśli jest dojrzałym facetem to znajdziecie wspólnie jakieś rozwiązanie tego problemu, jeśli nie, zalecałbym terapię dla małżeństw.
Możesz tez napisać na PW do mnie lub do moderatorki i administratorki tego forum o nicku @Magnolia, ona jest biegła w tych tematach i może Ci tez cos doradzić.
Pozdrawiam
Nauka Kościoła mówi, ze małżeństwo to wspólnota dwóch osób, które powinny się wspierać, poprzez sakrament małżeństwa dążyć do świętości, budować to co nazywamy rodziną, domowym kościołem i być otwartym na życie.
Tu jest swego rodzaju kwadratura koła, bo z jednej strony Twoja choroba, brak wsparcia ze strony męża kiedy byłaś w ciąży, trzy razy poroniłaś, co zapewne odbiło się na Twojej psychice, no i lęk, psychiczna blokada przed kolejną ciążą.
Z drugiej strony mamy Twojego męża, który jak Dyzio Marzyciel wymarzył sobie dużą rodzinę (oczywiście takie marzenia nie są złe) nie biorąc w ogóle pod uwagę Twojej choroby, lęków i traumy związanej z poronieniami.
Nie, nie musisz działać wbrew sobie. Masz działać według Twojego sumienia i Twoich możliwości.
Ksiądz nie jest psychologiem ani psychiatrą i nie jest jego rolą stawiać diagnozy w konfesjonale, jego psim obowiązkiem jest wykazać się przynajmniej odrobiną empatii, postarać się zrozumieć penitenta i jego sytuację życiową, cos sensownego doradzić a jak tego nie umie to wysłać do innego doświadczonego księdza lub terapeuty i udzielić rozgrzeszenia.PaulinaAlina38 pisze: 09 kwie 2026, 9:51 na ostatniej spowiedzi usłyszałam, że jestem po prostu leniwa i zaburzenia, które mam to ma każdy.
Jeśli mógłbym cos doradzić to najpierw rozmowę z Twoim mężem, jeśli jest dojrzałym facetem to znajdziecie wspólnie jakieś rozwiązanie tego problemu, jeśli nie, zalecałbym terapię dla małżeństw.
Możesz tez napisać na PW do mnie lub do moderatorki i administratorki tego forum o nicku @Magnolia, ona jest biegła w tych tematach i może Ci tez cos doradzić.
Pozdrawiam
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
PaulinaAlina38
- Posty: 2
- Rejestracja: 09 kwie 2026, 9:33
- Wyznanie: katolicyzm
Bardzo dziękuję za odpowiedź, bo jestem zrozpaczona całą sytuacją. Czuję, że utknęłam gdzieś między „muszę się poświęcić, dokonać tego heroizmu”, a „za nic w świecie tego nie zrobię”. Ból psychiczny i lęk przed kara ze strony Boga jest ogromny. Przecież mu się sprzeciwiam…
-
dawidis
- Posty: 98
- Rejestracja: 21 cze 2025, 8:54
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 45
- Podziękowano: 2
- Płeć:
W moim odczuciu zachowanie spowiednika, który powiedział autorce wątku, że jest po prostu leniwa i że takie zaburzenia, jak ma ona to ma każdy, jest po prostu naganne! 
Uwaga: mam diagnozę zespołu Aspergera (całościowego zaburzenia rozwoju).
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Skoro już wszyscy łamią ustalenia:

to i ja się wypowiem
Namawiam do ostrożności w diagnozach:
Dobrze @PaulinaAlina38 , że szukasz pomocy i Twój problem jest rzeczywiście poważny. Myślę, że bardzo dobrze radzi @bramin : przede wszystkim dialog z mężem. Jesli masz z tym problem, to proponuję Ci formę jaką często stosowałem w poradnictwie rodzinnym: radziłem formę pisemną.
List (zwykły, w żadnym wypadku e-mail) pozwala jasno, bez emocji wypowiedzieć wszystko, co się chce. Niedobrze, jeśli w postaci zarzutów, doskonale, jeśli w postaci "źle się czuję z tym, ze..." itd.
List trzeba dostarczyć tak, by adresat nie mógł go od razu przeczytać w Twojej obecności - chodzi o to, że, w przeciwieństwie do rozmowy, list pozwala uspokoić emocje, zanim się odpowie, wyważyć słowa i reakcje.

to i ja się wypowiem
Namawiam do ostrożności w diagnozach:
- słabo znamy sytuację i to z punktu widzenia jednej strony (nie gniewaj się, @PaulinaAlina38 ale to nieuniknione przy relacji jednej osoby
- nie bardzo znamy całość jego wypowiedzi, kontekst, sposób wypowiedzenia, co jeszcze powiedział, co wiedział, jakie miał informacje (być może szersze niż my)
- jaki jest faktycznie Jej stan zdrowia i na ile choroba jest realna (znów przepraszam, @PaulinaAlina38 , ale tego nie wiemy, bo nie da się tego dowiedzieć z wpisu na forum) i czy - w skrajnym wypadku - diagnoza spowiednika nie była trafna a jego wypowiedź nie miała niejako "obudzić" penitentki
Dobrze @PaulinaAlina38 , że szukasz pomocy i Twój problem jest rzeczywiście poważny. Myślę, że bardzo dobrze radzi @bramin : przede wszystkim dialog z mężem. Jesli masz z tym problem, to proponuję Ci formę jaką często stosowałem w poradnictwie rodzinnym: radziłem formę pisemną.
List (zwykły, w żadnym wypadku e-mail) pozwala jasno, bez emocji wypowiedzieć wszystko, co się chce. Niedobrze, jeśli w postaci zarzutów, doskonale, jeśli w postaci "źle się czuję z tym, ze..." itd.
List trzeba dostarczyć tak, by adresat nie mógł go od razu przeczytać w Twojej obecności - chodzi o to, że, w przeciwieństwie do rozmowy, list pozwala uspokoić emocje, zanim się odpowie, wyważyć słowa i reakcje.
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Ja zakładam, ze osoba szukająca porady mówi prawdę, oczywiście zawsze trzeba brać poprawkę na to, ze pewne wypowiedzi pisane pod wpływem emocji mogą być niezbyt obiektywne.Marek Piotrowski pisze: 10 kwie 2026, 9:53 Proponuję zatem: nie oceniać ani @PaulinaAlina38 ani spowiednika, ani męża, lecz postarać się coś doradzić.
Jestem tez chyba trochę przewrażliwiony i mam złe doświadczenia jeśli chodzi o porady i sposób spowiadania niektórych księży. Znam to z relacji wielu ludzi.
Prawo kościelne (KPK Kan. 970) mówi wyraźnie, ze trzeba stwierdzić czy dany kapłan może dostać upoważnienie do spowiadania.
Po soborze każdy ksiądz dostaje takie upoważnienie z automatu.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Bagheera
- Posty: 24
- Rejestracja: 03 kwie 2026, 19:30
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 2
- Podziękowano: 7
- Płeć:
Skoro już parę osób złamało regulamin, to i ja się dołożę, ale muszę, muszę, bo się uduszę.
@Marek Piotrowski , ksiądz nie jest psychiatrą i nie jego kompetencją jest stawianie diagnoz w trakcie parominutowej spowiedzi, która nawet nie jest rozmową. O jego niekompetencji świadczy już samo stwierdzenie, że "takie zaburzenia" jak borderline czy ED ma każdy. Nie, nie ma ich każdy. I w przeciwieństwie do Ciebie nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której słowa wypowiedziane przez spowiednika mogłyby być uzasadnione. Żadnego człowieka nie "budzi się" własną niewiedzą i chamstwem. Oczywiście zawsze jest tak, że jak słyszymy historię z drugiej ręki, to może dojść do nadinterpretacji i przeinaczeń, ale odgórne zakładanie, że autorka wątku może kłamać lub nie pisać całej prawdy, jest zwyczajnie nie na miejscu. Tym bardziej, że przemoc duchowa ze strony kapłanów to nie jest jakiś jednorożec, o którym tylko się mówi, a nikt go nigdy nie widział, tylko realny problem, który na szczęście coraz częściej się adresuje. Sama jako kilkunastoletnie dziecko (!!!) usłyszałam w konfesjonale, że z taką wiarą jak moja to nic tylko dać sobie w żyłę. I zastanawiałam się potem, czy Pan Jezus rzeczywiście chce, żebym zaczęła brać narkotyki lub popełnić samobójstwo tylko dlatego, że pomimo starań ciągle upadam.
@Marek Piotrowski , ksiądz nie jest psychiatrą i nie jego kompetencją jest stawianie diagnoz w trakcie parominutowej spowiedzi, która nawet nie jest rozmową. O jego niekompetencji świadczy już samo stwierdzenie, że "takie zaburzenia" jak borderline czy ED ma każdy. Nie, nie ma ich każdy. I w przeciwieństwie do Ciebie nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której słowa wypowiedziane przez spowiednika mogłyby być uzasadnione. Żadnego człowieka nie "budzi się" własną niewiedzą i chamstwem. Oczywiście zawsze jest tak, że jak słyszymy historię z drugiej ręki, to może dojść do nadinterpretacji i przeinaczeń, ale odgórne zakładanie, że autorka wątku może kłamać lub nie pisać całej prawdy, jest zwyczajnie nie na miejscu. Tym bardziej, że przemoc duchowa ze strony kapłanów to nie jest jakiś jednorożec, o którym tylko się mówi, a nikt go nigdy nie widział, tylko realny problem, który na szczęście coraz częściej się adresuje. Sama jako kilkunastoletnie dziecko (!!!) usłyszałam w konfesjonale, że z taką wiarą jak moja to nic tylko dać sobie w żyłę. I zastanawiałam się potem, czy Pan Jezus rzeczywiście chce, żebym zaczęła brać narkotyki lub popełnić samobójstwo tylko dlatego, że pomimo starań ciągle upadam.
