Może nasze forum nie jest przekrojem społeczeństwa, ale czy zauważyliście jak wiele wiernych przede wszystkim żyje w strachu przed Bogiem? Choć Ewangelia to Dobra Nowina to wielu żyje w lęku...
Dlaczego? I czy rzeczywiście tak źle głosi się Ewangelię w Kościele?
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Czy i dlaczego chrześcijaństwo jest religią opartą na strachu?
-
Jakton
- Posty: 32
- Rejestracja: 21 maja 2026, 12:10
- Podziękowano: 6
Myślę, że to przez koncept piekła. Nie ma piekła = nie ma strachu,
Żydzi np. wierzą w tymczasowe oczyszczenie w Gehennie (choć nie wszyscy),
Hindusi i buddyści wierzą w reinkarnację, z której da się wyjść
A muzułmanie, że wierzącym grozi jedynie tymczasowe piekło (jeśli się nie mylę)
Poeta Rumi czy tam inny sufi pisał, że z czasem ognie piekielne staną się chłodną słodyczą dla potępionych
Ale w katolicyźmie piekło jest mocno udogmatowane, w tym jego wieczność
Jest mnóstwo objawień prywatnych o piekle, sam Ojciec Pio miał wgląd w życie duszy i wiedział, że niektóre trafiają do piekła (choć wokół niego narosło dużo anegdot i nie wiadomo które są prawdziwe)
Niby objawienia prywatne nie są wymagane do wiary i mogą być przefiltrowane przez czas, miejsce i psychikę wierzącego ale tego jest tak wiele, że po prostu ciężko to zignorować i żywić nadzieję na zbawienie wszystkich, mimo, że taka jest dozwolona w katolicyźmie (oprócz zbawienia diabłów, chociaż św. Izaak Syryjczyk się za nie modlił, ale one go wyśmiały)
Ten dramatyzm naszego życia, ten straszny ciężar naszej wolności i odpowiedzialności, która może nas zaprowadzić do wiecznego cierpienia czyni chrześcijaństwo najmroczniejszą religią, a nawet w pewnym sensie kosmicznym horrorem, gdzie wiedza prowadzi do szaleństwa (większa wiedza oznacza większą odpowiedzialność) a człowiek jest tylko pyłkiem wobec wieczności i nieskończoności, Sprawiedliwości Boga.
Lecz jest też Boże Miłosierdzie.
Jak dla mnie, nadzieja na puste piekło (choć wydaje się bardzo mało prawdopodobna) przywraca godność chrześcijaństwu.
Ale nie jestem jej pewien.
Jezus mówił, że wielu wchodzi przez szeroką bramę. To z Jego ust możemy usłyszeć "Nie znam cię" jeśli będziemy źle żyli. To w Ewangelii właśnie jest objawiony Grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Można pomyśleć magicznie, że jeśli Jezus by o tym nie powiedział, to by go nie było, ale to nieprawda, wciąż byłby, a Jezus nad przed nim ostrzegł.
Dla osoby wrażliwej i skrupulatnej te tematy mogą przysłaniać pozytywne przesłanie nauki Chrystusa.
Przeciwwagą (ale nie zastępnikiem Ewangelii) jest przesłanie Julianny z Norwich, która usłyszała w swoim objawieniu, że wszystko będzie dobrze.
Można mieć nadzieję, że Sprawiedliwość i Miłosierdzie Boże będzie jakoś pogodzone, że Bóg to wszystko jakoś ułoży, nawet jeśli nie zlikwiduje piekła i nie zbawi potępionych, w jakiś sposób wykraczający poza nasz ludzki rozum.
Tak więc odpowiadając na pytanie, myślę, że chrześcijaństwo nie jest religią strachu ale pod warunkiem, że ma się nadzieję, nie poprzestawając tylko na samej wierze.
Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. (2 P 3, 9)
Żydzi np. wierzą w tymczasowe oczyszczenie w Gehennie (choć nie wszyscy),
Hindusi i buddyści wierzą w reinkarnację, z której da się wyjść
A muzułmanie, że wierzącym grozi jedynie tymczasowe piekło (jeśli się nie mylę)
Poeta Rumi czy tam inny sufi pisał, że z czasem ognie piekielne staną się chłodną słodyczą dla potępionych
Ale w katolicyźmie piekło jest mocno udogmatowane, w tym jego wieczność
Jest mnóstwo objawień prywatnych o piekle, sam Ojciec Pio miał wgląd w życie duszy i wiedział, że niektóre trafiają do piekła (choć wokół niego narosło dużo anegdot i nie wiadomo które są prawdziwe)
Niby objawienia prywatne nie są wymagane do wiary i mogą być przefiltrowane przez czas, miejsce i psychikę wierzącego ale tego jest tak wiele, że po prostu ciężko to zignorować i żywić nadzieję na zbawienie wszystkich, mimo, że taka jest dozwolona w katolicyźmie (oprócz zbawienia diabłów, chociaż św. Izaak Syryjczyk się za nie modlił, ale one go wyśmiały)
Ten dramatyzm naszego życia, ten straszny ciężar naszej wolności i odpowiedzialności, która może nas zaprowadzić do wiecznego cierpienia czyni chrześcijaństwo najmroczniejszą religią, a nawet w pewnym sensie kosmicznym horrorem, gdzie wiedza prowadzi do szaleństwa (większa wiedza oznacza większą odpowiedzialność) a człowiek jest tylko pyłkiem wobec wieczności i nieskończoności, Sprawiedliwości Boga.
Lecz jest też Boże Miłosierdzie.
Jak dla mnie, nadzieja na puste piekło (choć wydaje się bardzo mało prawdopodobna) przywraca godność chrześcijaństwu.
Ale nie jestem jej pewien.
Jezus mówił, że wielu wchodzi przez szeroką bramę. To z Jego ust możemy usłyszeć "Nie znam cię" jeśli będziemy źle żyli. To w Ewangelii właśnie jest objawiony Grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Można pomyśleć magicznie, że jeśli Jezus by o tym nie powiedział, to by go nie było, ale to nieprawda, wciąż byłby, a Jezus nad przed nim ostrzegł.
Dla osoby wrażliwej i skrupulatnej te tematy mogą przysłaniać pozytywne przesłanie nauki Chrystusa.
Przeciwwagą (ale nie zastępnikiem Ewangelii) jest przesłanie Julianny z Norwich, która usłyszała w swoim objawieniu, że wszystko będzie dobrze.
Można mieć nadzieję, że Sprawiedliwość i Miłosierdzie Boże będzie jakoś pogodzone, że Bóg to wszystko jakoś ułoży, nawet jeśli nie zlikwiduje piekła i nie zbawi potępionych, w jakiś sposób wykraczający poza nasz ludzki rozum.
Tak więc odpowiadając na pytanie, myślę, że chrześcijaństwo nie jest religią strachu ale pod warunkiem, że ma się nadzieję, nie poprzestawając tylko na samej wierze.
Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. (2 P 3, 9)
-
Albertus
- Posty: 671
- Rejestracja: 13 mar 2021, 9:27
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 73
- Podziękowano: 106
- Płeć:
W realu w ogóle tego nie zauważam.Magnolia pisze: 27 maja 2026, 10:17 Może nasze forum nie jest przekrojem społeczeństwa, ale czy zauważyliście jak wiele wiernych przede wszystkim żyje w strachu przed Bogiem? Choć Ewangelia to Dobra Nowina to wielu żyje w lęku...
Dlaczego? I czy rzeczywiście tak źle głosi się Ewangelię w Kościele?
Dopiero na forach zetknąłem się ze skrupulantami którzy mają jakiś chorobliwy lęk przed Bogiem. Nie sądzę że jest to jakiś powszechny problem.
Natomiast zdrowy lęk przed Bogiem jest w życiu chrześcijanina rzeczą bardzo dobrą i wręcz niezbędną do zbawienia.
Syr1:14 Początkiem mądrości jest bojaźń Pana,
Dopiero doskonała miłość usuwa lęk:
1J4:18 W miłości nie ma lęku,
lecz doskonała miłość usuwa lęk,
ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Ten zaś, kto się lęka,
nie wydoskonalił się w miłości6.
19 My miłujemy [Boga],
ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował.
20 Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą,
albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi,
nie może miłować Boga, którego nie widzi.
21 Takie zaś mamy od Niego przykazanie,
aby ten, kto miłuje Boga,
miłował też i brata swego.
Prawdziwa miłość to nie jest tylko uczucie ale, przede wszystkim prawdziwa zmiana myślenia i postępowania przejawiająca się w uczynkach których celem jest pomoc bliźniemu w osiągnięciu dobra a przede wszystkim najwyższego dobra.
Natomiast człowiek który nie doskonali się w miłości jak najbardziej powinien się lękać Boga i jego lęk jest jak najbardziej zasadny i potrzebny bo może go doprowadzić do nawrócenia.
Mówienie ludziom trwającym w grzechu i nienawiści że nie powinni się lękać Boga byłoby wprowadzaniem ich w błąd.
Ostatnio zmieniony 27 maja 2026, 21:19 przez Albertus, łącznie zmieniany 2 razy.
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Myślę, że to pytanie nie tyle o właściwości wiary chrześcijańskiej, co o jej recepcję.
Myślę, że jest poważny problem z głoszeniem - choć chyba jest znacznie lepiej niż podczas mojej młodości (ech.... rozmarzyłem się...)
Niestety, dużo łatwiej jest głosić Prawo, niż chrześcijańskie miłosierdzie. To po prostu prostsze. I jakoś tak "intuicyjne".
Wiele złego w Polsce zrobiły też rzekome "6 głównych prawd wiary" eksponujące Boga jako Sędziego, a nie mówiące nic o Jego Miłości.
I nie bardzo mnie pociesza, że w protestantyzmie (zwłaszcza linii pokalwińskiej) jest to dalej posunięte (najsłynniejsza książka Wielkiego Przebudzenia „Grzesznicy w ręku rozgniewanego Boga” – zapis kazania o karach Bożych).
Bardzo wiernie sportretował to Lars von Trier w (skądinąd kontrowersyjnym) filmie "Przełamując fale", w scenie mowy pogrzebowej nad grobem głównej bohaterki (kto ciekaw zapraszam do obejrzenia dosłownie kilkunastosekundowego fragmentu https://analizy.biz/jpg/zostajeszskazana.mp4 )
Problemem jest też IMHO tłumaczenie, jakoby Jezus umarł na Krzyżu żeby rzekomo przebłagać rozgniewanego Boga.
Myślę, że jest poważny problem z głoszeniem - choć chyba jest znacznie lepiej niż podczas mojej młodości (ech.... rozmarzyłem się...)
Niestety, dużo łatwiej jest głosić Prawo, niż chrześcijańskie miłosierdzie. To po prostu prostsze. I jakoś tak "intuicyjne".
Wiele złego w Polsce zrobiły też rzekome "6 głównych prawd wiary" eksponujące Boga jako Sędziego, a nie mówiące nic o Jego Miłości.
I nie bardzo mnie pociesza, że w protestantyzmie (zwłaszcza linii pokalwińskiej) jest to dalej posunięte (najsłynniejsza książka Wielkiego Przebudzenia „Grzesznicy w ręku rozgniewanego Boga” – zapis kazania o karach Bożych).
Bardzo wiernie sportretował to Lars von Trier w (skądinąd kontrowersyjnym) filmie "Przełamując fale", w scenie mowy pogrzebowej nad grobem głównej bohaterki (kto ciekaw zapraszam do obejrzenia dosłownie kilkunastosekundowego fragmentu https://analizy.biz/jpg/zostajeszskazana.mp4 )
Problemem jest też IMHO tłumaczenie, jakoby Jezus umarł na Krzyżu żeby rzekomo przebłagać rozgniewanego Boga.
-
Albertus
- Posty: 671
- Rejestracja: 13 mar 2021, 9:27
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 73
- Podziękowano: 106
- Płeć:
I jakie są efekty tej poprawy głoszenia?Marek Piotrowski pisze: 27 maja 2026, 21:25 Myślę, że jest poważny problem z głoszeniem - choć chyba jest znacznie lepiej niż podczas mojej młodości
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Oczywiste - coraz więcej ludzie wie, że Bóg jest Miłością i kocha bezwarunkowo.
To jest znacznie częściej obecne w kaznodziejstwie.
A także... znacie mój sceptycyzm wobec pewnych nowoczesnych form ewangelizacji, zwracałem także uwagę na błędność powszechnie przyjmowanego (np, w kursach Filip/Nowe Życie) karygmatu, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że te ewangelizacje w tej kwestii dokonały bardzo wiele.
To jest znacznie częściej obecne w kaznodziejstwie.
A także... znacie mój sceptycyzm wobec pewnych nowoczesnych form ewangelizacji, zwracałem także uwagę na błędność powszechnie przyjmowanego (np, w kursach Filip/Nowe Życie) karygmatu, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że te ewangelizacje w tej kwestii dokonały bardzo wiele.
-
Albertus
- Posty: 671
- Rejestracja: 13 mar 2021, 9:27
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 73
- Podziękowano: 106
- Płeć:
Marek Piotrowski pisze: 27 maja 2026, 22:30 Oczywiste - coraz więcej ludzie wie, że Bóg jest Miłością i kocha bezwarunkowo.
To jest znacznie częściej obecne w kaznodziejstwie.
A także... znacie mój sceptycyzm wobec pewnych nowoczesnych form ewangelizacji, zwracałem także uwagę na błędność powszechnie przyjmowanego (np, w kursach Filip/Nowe Życie) karygmatu, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że te ewangelizacje w tej kwestii dokonały bardzo wiele.
Czy z tego że Bóg kocha bezwarunkowo wynika że Bóg nie karze?
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Właściwie wynika.
To trochę zależy, co rozumiesz przez "karze".
Warto odróżnić różne znaczenia słowa "karać":
"Rzeczywistość grzechu w refleksji teologiczno-moralnej ma podstawę w Piśmie Świętym. W wielu księgach są fakty wykroczeń i dzieje grzechu poszczególnych ludzi i narodów. Bóg potępia złe czyny i żąda zerwania z nimi, grozi karą lub nią doświadcza. "
(Krystyna Czuba, Grzech społeczny w teologii Jana Pawła II, za https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Stu ... 49-160.pdf)
Te pierwsze dwa rodzaje kar przyczyniają się też do oczyszczenia człowieka, aby nie popadł w ten trzeci rodzaj:
"Z Objawienia Bożego wiemy, że następstwem grzechów są kary, nałożone przez boską świętość i sprawiedliwość. Muszą one być poniesione albo na tym świecie przez cierpienia, nędze i utrapienia tego życia, a zwłaszcza przez śmierć, albo też w przyszłym życiu przez ogień i męki, czyli kary czyśćcowe.
(…) Kary nakładane są przez sprawiedliwy i miłosierny wyrok Boży dla oczyszczenia dusz, (…)." (św. Paweł VI, Indulgentiarum Doctrina 2., 01.01.1967).
Wydaje mi się, że podstawowym problemem, jaki wiele osób ma z pojęciem "kary", jest fakt rozumienia jej jako "zemsty" (sam Pan np. pisze "nie karze i mści się", tak, jakby karanie i mszczenie to były synonimy), a obraz "sprawiedliwego Sędziego" (absolutnie pozytywny, w Biblii "sprawiedliwy" to tyle co "dobry") odczytuje się fałszywie jako "bezlitosnego Mściciela". Słusznie się potem z takim skrzywionym obrazem Boga walczy, ale przy okazji deprecjonuje się i odrzuca prawdziwe i poprawne pojęcie "Sędzia sprawiedliwy".
Dodajmy, że określenie kogoś mianem "sprawiedliwego" w Piśmie Świętym znaczy coś innego, niż w naszym dzisiejszym pojęciu (oddania każdemu, w tym dokopania złemu).
Biblijnie "być sprawiedliwym" to mniej-więcej tyle co "być dobrym"
„[Jezusa] ustanowił Bóg narzędziem przebłagania dzięki wierze mocą Jego krwi. Chciał przez to wykazać, że sprawiedliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się w odpuszczaniu ich po to, by ujawnić w obecnym czasie Jego sprawiedliwość, i [aby pokazać], że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego, który [żyje] dzięki wierze w Jezusa.”/Rz 3,25-26/
Boża sprawiedliwość zatem to nie pragnienie zemsty, lecz odpuszczanie grzechów i usprawiedliwianie ludzi dzięki wierze w Jezusa Chrystusa.
„Ujmijcie się za sierotą i uciśnionym, wymierzcie sprawiedliwość nieszczęśliwemu i ubogiemu!
Uwolnijcie uciśnionego i nędzarza, wyrwijcie go z ręki występnych!”/Ps 82.3-4/
Czy śmierć Jezusa za nas była "sprawiedliwa" w naszym potocznym rozumieniu? W żadnym wypadku.
Dla porządku: używa się też określenia "sprawiedliwy" na człowieka, który wypełnia Prawo Mojżeszowe.
Mówienie, ze Bóg "karze" piekłem... To trochę tak, jakbym powiedział "synu, nie wkładaj gwoździa do kontaktu". Syn by włożył i by go kopnęło, a ktoś by powiedział, że "ukarałem syna za to, że nie był posłuszny i włożył metal do kontaktu"
To trochę zależy, co rozumiesz przez "karze".
Warto odróżnić różne znaczenia słowa "karać":
- karę wiodącą ku nawróceniu (lepsze słowo "karcenie").
"a zapomnieliście o napomnieniu, z jakim się zwraca do was jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karcenia Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. (6) Bo kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. (7) Trwajcie w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? (8) Jeśli jesteście pozbawieni karcenia, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. (9) Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? (10) Tamci karcili nas według swej woli przez niewiele dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości."/Hbr 12:5-10/
. - karę za skrzywdzenie kogoś
"U ciebie odkrywa się nagość ojca, u ciebie gwałt zadaje się kobiecie w okresie jej nieczystości. (11) Ten popełnia obrzydliwość z żoną swego sąsiada, tamten plami się rozpustą ze swoją synową, a tamten u ciebie zadaje gwałt swojej siostrze, córce swego ojca. (12) U ciebie przyjmuje się podarki za przelanie krwi. Pobierasz odsetki i lichwę, gwałtem ograbiasz swego bliźniego, ale o Mnie zapominasz - wyrocznia Pana Boga. (13) Oto uderzę w dłonie z powodu zysków niesprawiedliwych, które zbierasz, i z powodu krwi, którą się przelewa u ciebie. (14) Czy ostoi się twoje serce, a ręce będą na tyle mocne w owych dniach, gdy się zabiorę do ciebie? Ja, Pan, powiedziałem i uczynię. (15) Rozproszę cię pomiędzy obcymi narodami i rozleję po obcych krajach, usunę z ciebie twoją nieczystość."/Ez 22:10-15/
. - "karę" wieczną, którą wybiera sam człowiek - rzeczywiście, piekło też nazywa się "karą", choć Bóg nim bynajmniej nie "karze":
"Poniosą oni karę wiecznej zagłady [z dala] od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego"/2Tes 1,9 /
ale wymierza ją sobie człowiek - przez swoje uczynki stając się nieczułym na wezwanie Boże. Wejdą do Nieba (czyli do bliskości Boga) tylko Ci, którzy będą w stanie na nie odpowiedzieć:
"Dlatego modlimy się stale za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania i aby z mocą wypełnił w was wszelkie pragnienie dobra oraz działanie wiary."/2 Tes 1,11/
Reszta, która nie miłuje Boga, nawet nie będzie w stanie się zmusić by się zbliżyć:
"A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu."/J 3:19-21 /
"Rzeczywistość grzechu w refleksji teologiczno-moralnej ma podstawę w Piśmie Świętym. W wielu księgach są fakty wykroczeń i dzieje grzechu poszczególnych ludzi i narodów. Bóg potępia złe czyny i żąda zerwania z nimi, grozi karą lub nią doświadcza. "
(Krystyna Czuba, Grzech społeczny w teologii Jana Pawła II, za https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Stu ... 49-160.pdf)
Te pierwsze dwa rodzaje kar przyczyniają się też do oczyszczenia człowieka, aby nie popadł w ten trzeci rodzaj:
"Z Objawienia Bożego wiemy, że następstwem grzechów są kary, nałożone przez boską świętość i sprawiedliwość. Muszą one być poniesione albo na tym świecie przez cierpienia, nędze i utrapienia tego życia, a zwłaszcza przez śmierć, albo też w przyszłym życiu przez ogień i męki, czyli kary czyśćcowe.
(…) Kary nakładane są przez sprawiedliwy i miłosierny wyrok Boży dla oczyszczenia dusz, (…)." (św. Paweł VI, Indulgentiarum Doctrina 2., 01.01.1967).
Wydaje mi się, że podstawowym problemem, jaki wiele osób ma z pojęciem "kary", jest fakt rozumienia jej jako "zemsty" (sam Pan np. pisze "nie karze i mści się", tak, jakby karanie i mszczenie to były synonimy), a obraz "sprawiedliwego Sędziego" (absolutnie pozytywny, w Biblii "sprawiedliwy" to tyle co "dobry") odczytuje się fałszywie jako "bezlitosnego Mściciela". Słusznie się potem z takim skrzywionym obrazem Boga walczy, ale przy okazji deprecjonuje się i odrzuca prawdziwe i poprawne pojęcie "Sędzia sprawiedliwy".
Dodajmy, że określenie kogoś mianem "sprawiedliwego" w Piśmie Świętym znaczy coś innego, niż w naszym dzisiejszym pojęciu (oddania każdemu, w tym dokopania złemu).
Biblijnie "być sprawiedliwym" to mniej-więcej tyle co "być dobrym"
„[Jezusa] ustanowił Bóg narzędziem przebłagania dzięki wierze mocą Jego krwi. Chciał przez to wykazać, że sprawiedliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się w odpuszczaniu ich po to, by ujawnić w obecnym czasie Jego sprawiedliwość, i [aby pokazać], że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego, który [żyje] dzięki wierze w Jezusa.”/Rz 3,25-26/
Boża sprawiedliwość zatem to nie pragnienie zemsty, lecz odpuszczanie grzechów i usprawiedliwianie ludzi dzięki wierze w Jezusa Chrystusa.
„Ujmijcie się za sierotą i uciśnionym, wymierzcie sprawiedliwość nieszczęśliwemu i ubogiemu!
Uwolnijcie uciśnionego i nędzarza, wyrwijcie go z ręki występnych!”/Ps 82.3-4/
Czy śmierć Jezusa za nas była "sprawiedliwa" w naszym potocznym rozumieniu? W żadnym wypadku.
Dla porządku: używa się też określenia "sprawiedliwy" na człowieka, który wypełnia Prawo Mojżeszowe.
Mówienie, ze Bóg "karze" piekłem... To trochę tak, jakbym powiedział "synu, nie wkładaj gwoździa do kontaktu". Syn by włożył i by go kopnęło, a ktoś by powiedział, że "ukarałem syna za to, że nie był posłuszny i włożył metal do kontaktu"
Ostatnio zmieniony 27 maja 2026, 22:51 przez Marek Piotrowski, łącznie zmieniany 2 razy.
-
Albertus
- Posty: 671
- Rejestracja: 13 mar 2021, 9:27
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 73
- Podziękowano: 106
- Płeć:
Czy tych kar ze strony Boga złoczyńca nie powinien się bać? I czy taki lęk gdyby się pojawił nie byłby dobry?Marek Piotrowski pisze: 27 maja 2026, 22:46 Właściwie wynika.
To trochę zależy, co rozumiesz przez "karze".
Warto odróżnić różne znaczenia słowa "karać":
- karę za skrzywdzenie kogoś
"U ciebie odkrywa się nagość ojca, u ciebie gwałt zadaje się kobiecie w okresie jej nieczystości. (11) Ten popełnia obrzydliwość z żoną swego sąsiada, tamten plami się rozpustą ze swoją synową, a tamten u ciebie zadaje gwałt swojej siostrze, córce swego ojca. (12) U ciebie przyjmuje się podarki za przelanie krwi. Pobierasz odsetki i lichwę, gwałtem ograbiasz swego bliźniego, ale o Mnie zapominasz - wyrocznia Pana Boga. (13) Oto uderzę w dłonie z powodu zysków niesprawiedliwych, które zbierasz, i z powodu krwi, którą się przelewa u ciebie. (14) Czy ostoi się twoje serce, a ręce będą na tyle mocne w owych dniach, gdy się zabiorę do ciebie? Ja, Pan, powiedziałem i uczynię. (15) Rozproszę cię pomiędzy obcymi narodami i rozleję po obcych krajach, usunę z ciebie twoją nieczystość."/Ez 22:10-15/
-
Albertus
- Posty: 671
- Rejestracja: 13 mar 2021, 9:27
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 73
- Podziękowano: 106
- Płeć:
Może być, jak zwał tak zwał.Marek Piotrowski pisze: 27 maja 2026, 23:19 Tak, powinien. Ale dla tego typu działań właściwszym określeniem byłoby "karcenie".
Jak by nie patrzeć to zdrowy lęk karconego przed karceniem jest jak najbardziej dobry i pożyteczny.
I oczywiście nie wynika z tego że "chrześcijaństwo jest religią opartą na strachu" ale wynika że zdrowy lęk przed karcącym Bogiem jest jak najbardziej wskazany i pożyteczny.
A przede wszystkim jest to prawdziwy obraz Boga jaki wynika z Ewangelii.
Stosowanie kar ku nawróceniu przez Boga jest wyrazem Jego miłości:
Ap3:19 Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę.
Bądź więc gorliwy i nawróć się!
Ostatnio zmieniony 28 maja 2026, 6:52 przez Albertus, łącznie zmieniany 5 razy.
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Takie zdanie można uznać za zgodne z tradycyjnym nauczaniem, ale wymaga ono dobrego rozumienia słów „lęk” i „karcący Bóg”.Albertus pisze: 28 maja 2026, 6:04
I oczywiście nie wynika z tego że "chrześcijaństwo jest religią opartą na strachu" ale wynika że zdrowy lęk przed karcącym Bogiem jest jak najbardziej wskazany i pożyteczny.
Kościół katolicki odróżnia: niewolniczy strach przed Bogiem („Bóg tylko czyha, żeby ukarać”),
od bojaźni Bożej, która jest uznawana za cnotę i nawet jeden z darów Ducha Świętego.
Ta zdrowa bojaźń oznacza:
-szacunek wobec Boga,
-świadomość odpowiedzialności moralnej,
-lęk przed grzechem i oddaleniem od Boga,
-uznanie, że czyny mają konsekwencje.
Biblia wielokrotnie mówi o „bojaźni Bożej”, np.:
„Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości” (Ps 111,10).
Jednocześnie katolicyzm podkreśla też, że relacja z Bogiem nie może opierać się wyłącznie na strachu. Centrum Ewangelii stanowią:
-miłość Boga,
-miłosierdzie,
-zaufanie,
-nawrócenie z miłości, a nie tylko ze strachu przed karą.
Dlatego problematyczne byłoby np. twierdzenie:
„chrześcijanin powinien przede wszystkim bać się Boga”,
albo przedstawianie Boga jako wyłącznie surowego sędziego bez miłosierdzia.
W klasycznej duchowości katolickiej zdrowa bojaźń Boża jest dobra, ale ma prowadzić ostatecznie do miłości Boga, a nie do neurotycznego lęku.
A ty @Albertus piszesz o karaniu, karze i zaraz potem dodajesz że to jest prawdziwy obraz Boga. Nie mogę się z tym zgodzić, bez jednoczesnego wspomnienia o miłości i miłosierdziu Boga, po prostu nie opisujesz Boga, ale nawet nie trzymasz się Ewangelii, choć podkreślasz ze się trzymasz.
I właśnie z takich zabiegów - akcentowania jednego a zapominania o najważniejszym, fałszuje się obraz Boga.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
No nie.
Bo zupełnie czym innym jest, gdy mówimy o karceniu (czyli czymś służącym do nawrócenia) a czym innym jest określanie, że Bóg bierze takiego niedobrego pana i wrzuca na wieczność o piekła.
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Trudno powiedzieć jak wiele ludzi żyje w strachu przed Bogiem. W społeczeństwie na pewno nie jest to większość, natomiast większość ludzi przychodzących na forum mających tego typu problemy cierpi na różnego rodzaju fobie, natręctwa, skrupuły itp.Magnolia pisze: 27 maja 2026, 10:17 Może nasze forum nie jest przekrojem społeczeństwa, ale czy zauważyliście jak wiele wiernych przede wszystkim żyje w strachu przed Bogiem?
Jest kilka przyczyn.Magnolia pisze: 27 maja 2026, 10:17 Dlaczego? I czy rzeczywiście tak źle głosi się Ewangelię w Kościele?
Jedną z nich, moim zdaniem jest poziom katechezy (oczywiście z wieloma wyjątkami) i jest on raczej mizerny.
Druga przyczyna to przedstawianie Ewangelii i nauki Kościoła jako systemu prawnego, podobnie jak w kodeksie karnym, który przewiduje za konkretne czyny odpowiednią karę. Stąd myślenie nie w kategoriach wolności, miłości, relacji z Bogiem, tylko czy mam grzech i czy muszę to czy owo zrobić.
Czyli np. idę na Msze sw. nie po to aby spotkać się z Bogiem, posłuchać co on może mi powiedzieć, pogłębić relację z nim, tylko po to aby nie mieć grzechu.
Trzecia przyczyna to przewaga moralizowania w przepowiadaniu.
Głosiłem parę razy rekolekcje, główne tematy to modlitwa, medytacja, życie wewnętrzne, różne metody poznawania Pisma Świętego itp. O ile ludzie byli zadowoleni bo przychodzili do mnie rozmawiali na te tematy to już duchowni dopytywali dlaczego nie poruszam tematów moralności chrześcijańskiej.
Z tych powodów a później z braku czasu zrezygnowałem z głoszenia rekolekcji.
Moja odpowiedź była zawsze jasna: jak sobie dobrze ustawisz życie duchowe to raczej nie potrzebujesz moralizowania i tego dydaktycznego smrodku.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
