Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com

Samotność, rozstanie i kryzys wiary

Pragniemy stworzyć tu życzliwą i braterską atmosferę, chcemy wiedzieć, z kim piszemy - daj się poznać. Przedstaw się użytkownikom forum religijnego.
Michal 1994
Posty: 2
Rejestracja: wczoraj, 20:41
Podziękował/a: 1
Płeć:

Post

Szczęść Boże.

Od dłuższego czasu noszę w sobie wiele bólu i postanowiłem napisać tutaj, bo czuję, że sam zaczynam sobie z tym nie radzić.

Kilka miesięcy temu doświadczyłem bardzo bolesnego rozstania z osobą, którą kochałem. To wydarzenie mocno mną wstrząsnęło. Od tamtej pory staram się nie poddać. Pracuję nad sobą, walczę z nałogami i uczę się lepiej dbać o swoje życie. Staram się rozwijać, pracować nad swoim charakterem i nie uciekać od trudnych emocji.

Nie jestem całkiem sam. Wychowuję młodszą siostrę jako rodzina zastępcza i jest to dla mnie ważna odpowiedzialność. Staram się być dla niej wsparciem i dawać jej poczucie bezpieczeństwa. Mimo to odczuwam głęboką samotność. Obecność drugiego człowieka nie zawsze oznacza, że przestaje się czuć samotnym. Brakuje mi bliskiej relacji z osobą, z którą mógłbym dzielić codzienność, radości i trudności.

Coraz częściej przeżywam też kryzys wiary. Modlę się, ale mam wrażenie, jakby Bóg milczał. Zaczynam zadawać sobie pytania, których wcześniej nie miałem, i czasami nie wiem, jak pogodzić je z tym, w co wierzę.

Nie piszę tego po to, by ktoś mnie pocieszał za wszelką cenę. Szukam raczej mądrego słowa od osób, które same przeżyły podobny kryzys i potrafią powiedzieć, co pomogło im odnaleźć Boga na nowo. Jak przetrwać czas, kiedy serce jest pełne bólu, a wiara słabnie? Jak nie stracić nadziei? Jak zaufać Bogu, gdy nie rozumiem Jego milczenia?

Będę wdzięczny za każdą szczerą odpowiedź. Nie oczekuję gotowych rozwiązań, ale może czyjeś doświadczenie lub słowo pomoże mi spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy.

Z góry dziękuję i życzę wszystkim Bożego pokoju.
Awatar użytkownika
Aloes
Posty: 2496
Rejestracja: 27 gru 2021, 14:47
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 197
Podziękowano: 621

Post

Bog dał nam rozum i różne talenty, abyśmy mogli kroczyć przez życie. Nie można oczekiwać od Niego, że w sposób magiczny usunie wszelkie przeciwności.
​Rozstania to naturalna rzecz. Pracuj nad sobą i staraj się być najlepszą wersją siebie.

Bóg to nie czarodziej

(Ciach) usunęłam rolkę bo przedstawiała fałszywy obraz Boga. Magnolia
Ostatnio zmieniony 27 lip 2026, 7:43 przez Magnolia, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10161
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4101
Płeć:

Post

Michal 1994 pisze: wczoraj, 20:55 Szczęść Boże.

Od dłuższego czasu noszę w sobie wiele bólu i postanowiłem napisać tutaj, bo czuję, że sam zaczynam sobie z tym nie radzić.

Kilka miesięcy temu doświadczyłem bardzo bolesnego rozstania z osobą, którą kochałem. To wydarzenie mocno mną wstrząsnęło. Od tamtej pory staram się nie poddać. Pracuję nad sobą, walczę z nałogami i uczę się lepiej dbać o swoje życie. Staram się rozwijać, pracować nad swoim charakterem i nie uciekać od trudnych emocji.

Nie jestem całkiem sam. Wychowuję młodszą siostrę jako rodzina zastępcza i jest to dla mnie ważna odpowiedzialność. Staram się być dla niej wsparciem i dawać jej poczucie bezpieczeństwa. Mimo to odczuwam głęboką samotność. Obecność drugiego człowieka nie zawsze oznacza, że przestaje się czuć samotnym. Brakuje mi bliskiej relacji z osobą, z którą mógłbym dzielić codzienność, radości i trudności.
Witaj Michale, ciesze się, ze napisałeś, że podzieliłeś się z nami swoimi trudnymi doświadczeniami. Wydaje mi się, że to co przeżywasz jest naturalnym etapem przeżywania rozstania/utraty kogoś bliskiego, kochanego. Tak po ludzku rozstanie to trudne doświadczenie i potrzeba czasu aby emocje minęły. Warto też "nie karmić" tego smutku ciągłymi rozmyślaniami i rozważaniami. A postarać się zmienić kierunek z przeszłości na przyszłość. Może pora juz wyjść do ludzi... poznawać nowe osoby... sam to ocenisz..

Mam tez małą hipotezę, dlaczego odczuwasz taki głęboki smutek.
Chrześcijanin, który ma Boga na pierwszym miejscu w życiu i sercu, przyjmuje trudne doświadczenia mając w świadomości ze nigdy nie jest sam, że Bóg jest większy od jego problemów i doświadczeń. Bóg stanowi oparcie w najtrudniejszych chwilach i daje właściwą perspektywę tym doświadczeniom.
A moja hipoteza polega na tym, ze być może dziewczyna była dla ciebie "całym światem" i jak przyszło rozstanie to zostawiła po sobie pustkę... a gdyby była na drugim miejscu po Bogu, to jednak smutek miałby inny rozmiar, bo Bóg nadal zostałby Najważniejszy.
Jak czytałam twój post to miałam silne przekonanie ze masz głęboki głód Boga. I stąd pomyślałam, że taki rodzaj głębokiej samotności może wypełnić jedynie Boża obecność.
Michal 1994 pisze: wczoraj, 20:55 Coraz częściej przeżywam też kryzys wiary. Modlę się, ale mam wrażenie, jakby Bóg milczał. Zaczynam zadawać sobie pytania, których wcześniej nie miałem, i czasami nie wiem, jak pogodzić je z tym, w co wierzę.

Nie piszę tego po to, by ktoś mnie pocieszał za wszelką cenę. Szukam raczej mądrego słowa od osób, które same przeżyły podobny kryzys i potrafią powiedzieć, co pomogło im odnaleźć Boga na nowo. Jak przetrwać czas, kiedy serce jest pełne bólu, a wiara słabnie? Jak nie stracić nadziei? Jak zaufać Bogu, gdy nie rozumiem Jego milczenia?

Będę wdzięczny za każdą szczerą odpowiedź. Nie oczekuję gotowych rozwiązań, ale może czyjeś doświadczenie lub słowo pomoże mi spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy.

Z góry dziękuję i życzę wszystkim Bożego pokoju.
Przede wszystkim uświadom sobie że imię Boga to JESTEM. Czyli to nie Bóg ciebie opuścił, tylko Ty jego nie słyszysz. Bóg jest ciągle przy Tobie, przenika cię i zna ciebie i Twoje potrzeby.
Ale ... gdy serce mamy pełne bólu i na tym bólu się skupiamy to gdzie jest miejsce dla Boga w sercu?
To trochę tak jak w zagraconym pokoju, nie ma miejsca dla gościa... wiec nawet jak przychodzi to go nie wpuścimy do domu, no bo nie ma miejsca...
W chwilach gdy ja czułam w swoim życiu kryzys usłyszałam, ze najważniejsze to "wylewać serce" przed Bogiem. Czyli mówić to co się czuje i prosić aby Bóg pomógł ci zrobić z tym porządek, bo sam się czujesz bezsilny wobec tego wszystkiego.
W takich chwilach lubiłam czytać psalmy i nimi się modlić, bo psalmy pokazuję niesamowicie dużo ludzkich sytuacji i ludzkich stanów emocjonalnych. Ktoś mi powiedział, ze skoro tam jest tyle uczuć, to dowód na to, ze Bóg zna ludzkie serce najlepiej. np psalm 139 pokazuje, ze właśnie z "głębokości" wołamy do Boga o pomoc. Czym jest głębokość? smutkiem, ciemnością, rozpaczą... czym chcesz...
Bóg tam jest i słucha. Psalmy uczą takiej modlitwy serca. Znajdź swój ulubiony psalm.

Nawet jeśli masz poczucie, ze Bóg milczy, to jedynie poczucie, wrażenie. Bo Bóg cały czas działa dla twojego dobra. Mój ulubiony werset z Apokalipsy 3, 20 : Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną.

"stoję" jest w czasie teraźniejszym - Bóg cały czas stoi przy drzwiach mojego serca i czeka aż je przed Nim otworzę, pomyśl nad tym. Może nie formułki, ale modlitwa serca jest tym czego teraz potrzebujesz.

Wspomniałeś również, ze masz pytania.. wątpliwości... jeśli się z nimi podzielisz to postaramy się pomóc.

Dodano po 9 minutach 11 sekundach:
Dam jeszcze fragment z dzisiejszych czytań, mój ulubiony List św Jana, warto przeczytać cały:
(1 J 4, 7-16)
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy miłować się wzajemnie. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.
Michale, masz siostrę, opiekujesz się nią i na pewno kochasz. A gdy kochasz Bóg trwa w Tobie i przy Tobie. To Twoja Dobra Nowina na dziś.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Awatar użytkownika
Aloes
Posty: 2496
Rejestracja: 27 gru 2021, 14:47
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 197
Podziękowano: 621

Post

Magnolia wywaliła moja wczesniejszą rolke to wklejam nowe.
Nie warto opierać swojego szczęacia na innych ludziach



Ostatnio zmieniony 27 lip 2026, 11:42 przez Aloes, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Marek Piotrowski
Posty: 2709
Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 434
Podziękowano: 1160
Płeć:

Post

Aloes pisze: dzisiaj, 11:39 Nie warto opierać swojego szczęacia na innych ludziach
Nie do końca się zgadzam.
Ten Jeremiaszowy zapis posiada także dugi człon:
"Tak mówi Pan: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce."(Jr 17,5)
Zatem źle jest pokładać nadzieję w człowieku zaniedbując Boga.
Ale... jak najbardziej moje szczęście opieram na swojej Żonie.
W Bogu, a nie zamiast.

@Michal 1994 bardzo CI współczuję, bo takie rozstania są zawsze bolesne. Przeżyłem to nieraz.
Z perspektywy czasu okazało się, że to dobrze (biorąc pod uwagę, że teraz jestem z Tą, z którą jestem).

Ale wiem, że takie teksty nie trafiają do kogoś, kto aktualnie cierpi. Jak mówi Jeremiasz: "Jak płaszcz zdejmować w dzień mroźny lub ocet na ług wylewać, tak pieśni śpiewać znękanym."(Prz 25,20)

Nie wiem, co Ci poradzić, mogę się najwyżej podzielić moim dawnym (jestem już dziadersem :) )doświadczeniem.
Kochałem się kiedyś w pewnej dziewczynie. Bardzo cierpiałem, gdy mnie odrzuciła.
Nie mogłem myśleć o niczym innym.
Wiedziałem, że Bóg chce dla mnie lepiej niż ja sam i lepiej wie, co dla mnie dobre - ale nadal cierpiałem.
Postanowiłem sobie, że przez tydzień będę codziennie jechał na nartach do Sanktuarium w Matemblewie i modlił się, żeby ziściła się Boża wola wobec tego związku.
I tak zrobiłem.
Spodziewałem się, prawdę mówiąc, że Bóg zmieni serce mojej ukochanej.
Stało się jednak przeciwnie. Zmienił moje serce.
Na czwarty dzień "przeszło mi".
Zachowałem do dziś wielką sympatie dla tej dziewczyny, ale moje serce przestało cierpieć.
Dziś ona jest szczęśliwie (chyba) mężata i dzieciata, a ja mam najwspanialszą Żonę na świecie.

Nie wiem, czy to jest powtarzalne, czy Ci pomoże - ale pomyślałem, że opowiem tę historię.
Gość

Post

Marek Piotrowski pisze: dzisiaj, 12:23
Aloes pisze: dzisiaj, 11:39 Nie warto opierać swojego szczęacia na innych ludziach
Nie do końca się zgadzam.
Ten Jeremiaszowy zapis posiada także dugi człon:
"Tak mówi Pan: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce."(Jr 17,5)
Zatem źle jest pokładać nadzieję w człowieku zaniedbując Boga.
Ale... jak najbardziej moje szczęście opieram na swojej Żonie.
W Bogu, a nie zamiast.

Czy Twoje szczęście sie zawali gdyby zmarła przed Toba? Przedwczesnie?

W tym sensie jest to niezdrowe jesli na niej opierasz. Trzeba umieć być szczęśiwym ze sobą samym aby komuś dać coś w relacji a nie opierac sie na innej osobie aby izupelniala nasze braki.
Awatar użytkownika
Marek Piotrowski
Posty: 2709
Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 434
Podziękowano: 1160
Płeć:

Post

Gość pisze: dzisiaj, 12:38
Marek Piotrowski pisze: dzisiaj, 12:23
Aloes pisze: dzisiaj, 11:39 Nie warto opierać swojego szczęacia na innych ludziach
Nie do końca się zgadzam.
Ten Jeremiaszowy zapis posiada także dugi człon:
"Tak mówi Pan: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce."(Jr 17,5)
Zatem źle jest pokładać nadzieję w człowieku zaniedbując Boga.
Ale... jak najbardziej moje szczęście opieram na swojej Żonie.
W Bogu, a nie zamiast.

Czy Twoje szczęście sie zawali gdyby zmarła przed Toba? Przedwczesnie?
Nie. Ale zmieni się sposób kultywowania szczęścia.
W tym sensie jest to niezdrowe jesli na niej opierasz. Trzeba umieć być szczęśiwym ze sobą samym aby komuś dać coś w relacji a nie opierac sie na innej osobie aby izupelniala nasze braki.
Nie zgadzam się. Relacja małżeńska to najbliższy po tej stronie rzeczywistości obraz Nieba.
Dlatego, póki jest, wiążę z nią swoje szczęście.
Małżeństwo jest dla człowieka w stanie małżeńskim sposobem realizacji szczęścia w Bogu.
[o uzupełnianiu braków nic nie pisałem, bo to nie o to chodzi, choć ten aspekt też istnieje]
Gdyby Marzeny zabrakło, zdefiniowałbym swoje szczęście inaczej, Ale nie wcześniej.
Ostatnio zmieniony 27 lip 2026, 13:27 przez Marek Piotrowski, łącznie zmieniany 2 razy.
Michal 1994
Posty: 2
Rejestracja: wczoraj, 20:41
Podziękował/a: 1
Płeć:

Post

Cześć Magnolia

Dziękuję Ci za miłe słowa i Twoje spojrzenie na całokształt
Napisałaś, że dostrzegasz u mnie "Głód Boga",co masz na Myśli? Odkąd pamiętam Bóg był zawsze w moim Życiu-tak to prawda,nie był na pierwszym miejscu,ale był ważny, najważniejsi byli dla mnie zawsze ludzie,Ci bliscy przede wszystkim,ale nawet i Ci zupełnie obcy -łączylo Ich jedno: Potrzebowali pomocy, wsparcia, dobrego słowa,nigdy nie przeszedłem obojętnie,to było bezwarunkowe jak oddech..Bóg był, modliłem się, bywałem na Eucharystii, grzeszyłem jak każdy z Nas,lecz dążyłem zawsze do bycia lepszym chrześcijaninem i człowiekiem.
Minęło trochę lat,mam dziś 32 i zacząłem zadawać sobie pytania, zacząłem szukać obecności Boga w moim życiu,jego miłości i Wszystkiego co mogłoby dać mi nadzieję na istnienie i dochodzę do wniosku, że Nigdy nie czułem go obok Siebie..Nie zaprzeczam Jego istnieniu,ale postaraj się mnie zrozumieć, że ja go nie czuję...Mam sakramenty, byłem we ile lat lektorem i kościelnym, uczęszczałem do Salki katechetycznej i to nie robi że mnie jeszcze ucznia Chrystusa ... Jest mi przykro i ciężko..to prawda i staram się szukać Boga w ludziach,w sobie,w zwierzętach i przyrodzie,nie poddaje się,spowiadam się i Jestem w Kościele na modlitwie,nawet teraz gdy jestem w lesie na spacerze i piszę,to mówię do Niego...Zacząłem też czytać Pismo Święte i to narobiło mi strasznego metliku w głowie,bo nie o takim Bogu mi opowiadano,w Starym testamencie Bóg jest groźny, mściwy,zazdrosny i ciągle zabija,w nowym przymierzu Jest innym Bogiem...
Więc jaki jest Bóg?

Dlaczego Zabrał mi Mamę a zostawił Ojca, który obwinia mnie za całe zło w jego życiu,za to że zabrałem mu córkę -choć musiałem ją chronić
Dlaczego Niszczy mnie psychicznie a ja na to pozwalam i ciągle mu pomagam w jego niedoli...?
Dlaczego Kobieta którą kocham, wyrzuciła mnie ze swojego życia i odebrała mi radość jaką były Jej córki - byłem dla Nich Jak Tato?

Nie szukam Czarodzieja w Bogu,jak to któryś z Forum ujął,szukam poprostu Jego obecności i dotyku, który poczuję

Pozdrawiam Serdecznie
Michał
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10161
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4101
Płeć:

Post

@Michal 1994 odpowiem jutro. Cierpliwości.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)