Witam. Chce się wygadać z pewnego problemu i zapytać o rozeznanie. Otóż od niedawna męczą mnie ze zdwojoną siła natrętne myśli, głównie o charakterze seksualnym. Jestem prawie pewien że to z tego powodu że za bardzo skupiam się na ich oddalaniu i myśleniu w środku " nie chce tego Panie". Wiem, bo kiedy po prostu pozwalam im przepłynąć albo nie wiem mysle tylko raz że nie chce tego to intensywność spada. Natomiast no sam już nie wiem czy nie mam grzechu. Nigdy tych myśli nie rozwijam, nie skupiam się na nich, trwają może sekundę dwie, ale kiedy mówię sobie w duchu " Nie chce tego' mam wrażenie że nie odbijam tego w takim stopniu jakim bym chciał i zaczynam mieć wątpliwości że próbuje "zakrzyczeć wewnętrznie " te myśli ale to że wogole się nad nimi zatrzymałem to jest grzech. Np dziś w szkole, siedziałem sobie i spojrzałem na koleżankę no normalne spojrzenie i dostały się te myśli do mnie i próbowałem je odbić ale miałem wrażenie że zatrzymałem się nad nimi za długo, ale przecież od razu jasno powiedziałem że ich nie chce. Od razu zacząłem się zastanawiać czy ja patrzyłem na nią specjalnie żeby mieć te myśli ? Czy wiedziałem że będę je miał? Nigdy na to nie jestem w stanie odpowiedzieć stanowczo bo boje się że wypieram z siebie prawdę ale na 90% nie, przecież ja nie chciałem tych myśli bo od razu je odrzuciłem a przynajmniej nie chciałem.
Tak samo jest np z jakimiś odczuciami które są w okolicy tej strefy seksualnej że tak powiem, że wypieram się że nie chce tego i nie czerpie z tego żadnej przyjemnośvi, ale jednocześnie potem się zastanawiam czy właśnie nie chciałem żeby to dłużej trwało czy coś. To nawet nie chodzi o podniecenie nawet jakieś impulsy czy nie wiem dotyk który musi być bo np się myje. I się zadręczam czy nie było grzechu, bo ale czy czasami to a z drugiej strony przecież to... i tak w kółko.
Podobnie rzecz ma się z mówieniem o Bogu, ale w takim sensie w jakim teraz przedstawię. Dziś z kolegą smieszkowaliśmy sobie, no bez żadnej szkody dla nikogo bo to było takie ogólne, ale nie z jakiejś osoby ani nie jakieś obraźliwe albo wulgarne i w żadnym wypadku z Boga. I powiedziałem ( no w kontekście rozmowy) IRONICZNIE takie zdanie " Boże chroń fanatyków" - nie jest to moje zdanie, niektóre kluby drukują takie na swoich koszulkach. I zacząłem się zastanawiać czy ja tym nie chciałem obrazić Boga albo szykanować, ale przecież to chodziło o samo zdanie, o ludzi którzy takie coś wypisują, nie chodziło o jakieś kpiny z Boga. Ale znów jakiś głos wewnętrzny stwierdził że "prawdopodobnie", bo na 100% nie bo boje się że wypieram prawde. Ale Przecież ja jestem katolikiem i do tego skrupulantem, unikam takich rzeczy,. Wiem że było to wymówienie imienia Boga nadaremno, ale zacząłem się zastanawiać właśnie o te kpiny. Ale przecież nie pomyślałem wcześniej ( Panie właśnie z ciebie zadrwie) No nie przecież to nie było moją intencją. I czy takie zdania wogole kpią z Boga?
Powiem szczerze że męczy mnie to, bo nie mam siły kontrolować każdej myśli i jakiegoś uczucia fizycznego które się pojawia niezależnie ode mnie ( bo nigdy tego nie szukam). Nie da się tak żyć, by co 10 sekund mówić Panie ja tego nie chce a potem się bać czy wewnętrznie nie ma przyzwolenia itp.
Tutaj akurat wiem co trzeba robić - nie skupiać się na ich oddalaniu i nie iść za nimi. Myślę że mi się to uda w najbliższym czasie ogarnąć, ale chciałem to napisać żeby ewentualnie wiedzieć czy to już jest grzech, czy jeszcze nie i kiedy takie sytuacje stają się grzechem.
Wiem że chaotycznie ale to idealnie odzwierciedlenie tego stanu.
Albo np gdy mówię to "Odejdz szatanie precz" to czasem nie wiem pomyśle przez sekundę o Bogu albo nir wiem cos innego i zatrzymam się nad tym na sekundę i zastanawiam się czy nie powiedziałem precz do Boga , ale przecież no nie chciałem pierwotnie tak zrobić, bardzo szybko usunąłem ta myśl.
Nawet teraz chciałem napisać z rozpędu szatan z dużej litery ale szybko usunąłem i już zacząłem się zastanawiać czy to coś złego. Tak to działa no, a do tego dochodzą skrupuły i ciężko z tym dać sobie rade
Albo teraz na przykład- uczę się coraz bardziej ufać Bogu bez lęku i gdy dziś o tym myślałem a konkretnie o modlitwie " Jezu Oddaje Ci się" , że boje się tego końcowego fragmentu o cierpieniu i zasmucilem się i przeszła mi przez głowę myśl że to jest tak że ja się tego boje ale muszę się nią modlić bo nic lepszego nie ma, a przecież nawet jeśli nie będę się nią modlił to wola Boga się nie zmieni- ale przecież Bóg dał nam wolną wolę No coś takiego ale trwało to krótko i szybko się spostrzegłem ze o czym ja myślę przecież ta modlitwa już nie raz działała bardzo skutecznie, że Bóg dał nam ją z miłości i co ja myślę. I znów się zamęczam czy to czasem nie jakieś bluźnierstwo, że jestem niewdzięczny no ale z drugiej strony odrzuciłem te myśli i nie szlem za nimi.
Męczy mnie to, że wszędzie się boje ze w myślach np okazałem się niewdzięcznikiem, a przecież Bóg tyle dla mnie robi.
Dziękuję za odpowiedzi z całego serca.