Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com

Pycha wobec Boga

Tu omawiamy problemy w rozeznawaniu grzechów, problemy ze spowiedzią, skrupulatyzm
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Witam, jest to mój pierwszy post na forum. Mam 18 lat tak dla jasności . Bardzo chciałbym by zabrzmiało to logicznie ale może być nieco niejasne. Miałem niedawno problem z muzyką mianowicie czy jest grzechem w jakim stopniu itp. Poczytałem różne opinie ludzi, wyspowiadałem się i dowiedziałem się że jeżeli widzę w niej piękno i nie oddała mnie od Boga to nie ma problemu. No i słuchałem sobie dziś "Pastempomatu" od Dawida Podsiadło ( który jest ateistą) i pomyślałem ta piosenka jest piękna, mimo tego że jest ateistą i mimo tego co niektórzy mówią i właśnie pojawiła się taka myśl na której się zatrzymałem czyli mimo tego co ty Panie mówisz ( bo uważam że to co np przeczytałem na różnych forach to to co Bóg chce mi powiedzieć). Natychmiast się skarcilem w myślach że to przecież wywyższanie się, pycha i co ja wogole robię i od razu zacząłem się zastanawiać czy to grzech ciężki. Powiem szczerze że mam już tego dość, mam chore sumienie które każdą taką sytuację wyrzuca mi jako grzech ciężki, w niedzielę byłem.do spowiedzi, mało tego spowiadam się co tydzień czasem nawet częściej bo moje sumienie mówi że to konieczne bo przecież Chrystus mówi jasno że trzeba czuwać. Tylko że mnie takie częste chodzenie do spowiedzi wykańcza, bo okazuje się że większość tych grzechów( jakieś 99%) to grzechy lekkie, a często jest tak że spowiadam się tylko z jednego grzechu. Poza tym mam takie spojrzenie że jeśli popełnię grzech ciężki ( lub taki który mam wątpliwości czy czasami nim nie był) to ulatuje ze mnie cała radość z życia, i mówiąc wprost boje się że umrę a akurat nie będę miał przyjętej Komunii i umrę w tym grzechu. A nawet jeśli cieszę się czymś, to zaraz do mnie dociera że nie powinienem bo mam na sumieniu grzech ciężki. A przecież Bóg mnie mimo wszytsko i tak kocha, a ja nie powinienem skupiać się na tym grzechu tylko na dobru, miłości, żyć dalej z Bogiem a o grzechu po prostu pamiętać w takim sensie żeby się już więcej nie powtórzył. Wiec czy to co zrobiłem to była pycha przeciw Bogu? Czy to grzech ciężki?
A co do tych skrupułów, zastanawiam się czy nie powziąć takiego myślenia którzy radzą niektórzy, że każdą wątpliwość na temat grzechu ciężkiego rozstrzygać na korzyść grzechu lekkiego chyba że faktycznie bez żadnych wątpliwości został popełniony grzech ciężki. Czy to jest dobra droga? ( Oczywiście tymczasowa, na pozbycie się skrupułów) Oraz mam zamiar ustanowić sobie coś takiego że idę do spowiedzi i potem przez miesiąc do niej nie chodzę, jednocześnie przyjmując Komunie, chyba że znowu bez żadnych wątpliwości popełniłem grzech ciężki ( np. no nie wiem masturbowalem się, pobiłem kogoś - to tylko przykłady, myślę że wiadomo o co chodzi :) )
Ale znowu czy to jest dobra droga czy raczej usprawiedliwienie się? Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi, wiem że post jest długi i chaotyczny ale musiałem to z siebie wyrzucić.
Aha i jeszcze jedno, czy jako katolik mogę ze świadomością że popełniłem grzech ciężki dalej " żyć pełnią życia"? Nie chodzi mi o bagatelizowanie grzechu, raczej pamiętanie o nim i unikanie go ale nie załamywanie się tylko np. starać się dawać więcej miłości, dobra, po prostu cieszyć się życiem, ale ze świadomością że ten grzech jest, trzeba się z niego wyspowiadać i należy go unikać? To takie pytanie pomocnicze, ważniejsze jest dla mnie to w głównym wątku.
Jeszcze raz dziękuję.
Ostatnio zmieniony 22 sie 2024, 10:24 przez Michal, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Michale, witaj na forum.
przeczytaj ten post viewtopic.php?p=63#p63
i sam zobaczysz że dobrze ci doradzano i wprowadzenie tych kilku wskazówek powinno ci bardzo pomóc. Twoje pytanie świadczą o tym że myślisz w dobrym kierunku, chcesz wyjść z tej ślepej uliczki skrupułów.
Jak myślisz Bóg chce abyś się zamęczył czy raczej byś był wolny ? Wolny nie tylko od grzechu jako takiego, ale wolny od myślenia o grzechach.

Grzechu ciężkiego nie można uczynić przypadkiem, to jest bardzo świadomy i dobrowolny wybór zła.

Pycha nie jest grzechem ciężkim.
Ostatnio zmieniony 22 sie 2024, 10:58 przez Magnolia, łącznie zmieniany 1 raz.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 22 sie 2024, 10:57 Michale, witaj na forum.
przeczytaj ten post viewtopic.php?p=63#p63
i sam zobaczysz że dobrze ci doradzano i wprowadzenie tych kilku wskazówek powinno ci bardzo pomóc. Twoje pytanie świadczą o tym że myślisz w dobrym kierunku, chcesz wyjść z tej ślepej uliczki skrupułów.
Jak myślisz Bóg chce abyś się zamęczył czy raczej byś był wolny ? Wolny nie tylko od grzechu jako takiego, ale wolny od myślenia o grzechach.

Grzechu ciężkiego nie można uczynić przypadkiem, to jest bardzo świadomy i dobrowolny wybór zła.

Pycha nie jest grzechem ciężkim.
Bardzo dziękuję za odpowiedź. Od dziś chcę zacząć to życie, które będzie patrzyło na to zdrowo rozsądkowo. Wiem że nie będzie łatwo ale przy zaufaniu Bogu i wprowadzeniu tych działań o których mówiłem wierzę że się uda!
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Na pewno się uda! znasz akty strzeliste? to takie wezwania krótkie z prośba o pomoc. dobrze jest taki akt odmówić w chwili rozterki.
Np taki:
Duchu Święty, natchnij mnie,
Miłości Boża, pochłoń mnie,
na właściwą drogę zaprowadź mnie.
Maryjo, Matko, spójrz na mnie,
z Jezusem błogosław mi.
Od wszelkiego złego,
od wszelkiego złudzenia,
od wszelkiego niebezpieczeństwa
zachowaj mnie. Amen.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 22 sie 2024, 12:14 Na pewno się uda! znasz akty strzeliste? to takie wezwania krótkie z prośba o pomoc. dobrze jest taki akt odmówić w chwili rozterki.
Np taki:
Duchu Święty, natchnij mnie,
Miłości Boża, pochłoń mnie,
na właściwą drogę zaprowadź mnie.
Maryjo, Matko, spójrz na mnie,
z Jezusem błogosław mi.
Od wszelkiego złego,
od wszelkiego złudzenia,
od wszelkiego niebezpieczeństwa
zachowaj mnie. Amen.
Witam jeśli można mam jeszcze jedno pytanie, mianowicie już działam w tym temacie i właśnie np te wątpliwości rozstrzygam na korzyść grzechu lekkiego, ale zawsze jak mówię sobie w duchu" grzech lekki.Koniec" to mam taki no niepokój trochę jakby moje sumienie za wszelką cenę chciało żebym wrócił do rozmyślania o tym. Mimo tego nie skupiam się na tym, pozwalam żeby to sobie pobyło i przeszło no i właśnie czy to jest normalne? i czy w miarę postępów ten lęk czy raczej niepokój będzie zanikać? Dziękuję za odpowiedź
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Tak, to jest normalne i będzie ten niepokój malał, aż zniknie.
Trzeba pokonać stary schemat wracania do przeszłości i zastąpić go nowym, czyli rozeznaję i jak przyjmę ocenę moralną to się jej trzymam. W zależności czy oceniam coś jako grzech ciężki to idę do spowiedzi, aby jak najszybciej wrócić do łaski, a jeśli grzech lekki to mam świadomość że usunie go mój akt żalu na spowiedzi powszechnej na mszy św.
Idziesz w dobrym kierunku.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 23 sie 2024, 12:19 Tak, to jest normalne i będzie ten niepokój malał, aż zniknie.
Trzeba pokonać stary schemat wracania do przeszłości i zastąpić go nowym, czyli rozeznaję i jak przyjmę ocenę moralną to się jej trzymam. W zależności czy oceniam coś jako grzech ciężki to idę do spowiedzi, aby jak najszybciej wrócić do łaski, a jeśli grzech lekki to mam świadomość że usunie go mój akt żalu na spowiedzi powszechnej na mszy św.
Idziesz w dobrym kierunku.
Dziękuję, tylko że właśnie moje sumienie by chciało wszystko rozeznawać jako ciężki. Chyba że chodzi Pani o rozeznawanie w oparciu o te rady o których mówiłem wcześniej. Przepraszam ale wolałem dopytać
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Chodzi o rozeznawanie wg tych wskazówek z wątku który ci podlinkowałam.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 23 sie 2024, 14:09 Chodzi o rozeznawanie wg tych wskazówek z wątku który ci podlinkowałam.
Dzień dobry, chciałem jeszcze może powiedzieć o jednej rzeczy, bo czuję że Pani mnie zrozumie, ale bardzo chciałbym by to był już ostatni raz bo wiem jestem jęczybuła ;) . Mianowicie stosuje już te rady o których mówiliśmy nie jest łatwo ale się udaje w większości przypadków i faktycznie już widzę że małymi kroczkami idę w lepszym kierunku. Ale właśnie są jeszcze takie " ostre kamyczki" a jednym z nich była sytuacja z piątku. Leżałem sobie w łóżku przed zaśnięciem po modlitwie, wtedy zawsze rozmyślam nas wieloma rzeczami i zdarzy się że np że skupie się za bardzo np na tym żeby nie były one grzeszne i szatan mi np podsunie jakiś obraz erotyczny czy seksualny. To są takie przebłyski - w negatywnym znaczeniu nad którymi się nie zatrzymuje i szybko ulatują mi sprzed oczu. I co do nich nie mam wątpliwości że to nawet nie grzech. No ale właśnie wtedy w piątek też tak leżałem i ciężko mi teraz opisać tą sytuację ale jakoś przyszło mi na myśl ( a może to było w konwencji wspomnienia) że niby gdzieś jestem z kolegami i że powiedziałem trochę w tym wyobrażeniu a trochę w myślach ave s.... wiadomo co nie będę powtarzał. Oczywiście od razu to gwałtownie odrzuciłem zacząłem się tych myśli wypierać, i powtarzać zamiast tego Ave Maryja ale oczywiście już się niepewności pojawiły. Nie byłem w stanie ocenić czy to grzech ciężki bo z jednej strony przecież tych myśli nie chciałem, (a przynajmniej tak mi się wydaje bo ja nigdy nie jestem w stanie powiedzieć z całą pewnością chciałem/ nie chcialem, no ale przecież gdybym je chciał to bym się zatrzymał na nich prawda? ) a z drugiej wogole je dopuściłem po co się na nich zatrzymałem itp. No i postanowiłem użyć tej rady czyli wątpliwości? Grzech lekki choć przyznam nie było łatwo a niepokój był ogromy. No i dziś była Msza Św. i spytałem Boga już wczoraj na modlitwie " Panie jeśli powinienem iść do spowiedzi powiedz mi to". Ale przed samą Komunią poczułem jakoś że mogę iść i że jeśli nie otrzymałem ostrzeżenia to mogę. No i poszlem. Czułem się normlanie wiedziałem że niepokój będzie ale stwierdziłem że dam rade. No i właśnie teraz atakują mnie myśli że czy to nie było świętokradztwo czy ja jestem w stanie łaski uświęcającej. Wiec zadaje to pytanie, mam nadzieję że ostatni lub ewentualnie przedostatni raz- czy to był grzech? No i czy każdy skrupulant ma takie myśli? Dziękuję za odpowiedź, wiem że jestem męczący ale bardzo chce ze skrupułów wyjść i dowiedzieć się czy droga którą obrałem jest dobra.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Myśli które natychmiast odrzucamy nie są świadomym wyborem zła, prawda?
Więc nie kwalifikuje się to z definicji jako grzech a ciężko na pewno nie.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 25 sie 2024, 17:44 Myśli które natychmiast odrzucamy nie są świadomym wyborem zła, prawda?
Więc nie kwalifikuje się to z definicji jako grzech a ciężko na pewno nie.
Witam. Miałem już tu nie pisać i nie męczyć Pani ale chcę wiedzieć czy to jest coś normalnego i czy to są po prostu napięcia które muszę przejść żeby pozbyć się skrupułów. Mianowicie stosuje się do zaleceń skrupulanckich, wątpliwości rozstrzygam na korzyść grzechu lekkiego choć czasem muszę się zaprzeć samego siebie żeby nie wrócić do rozmyślan do których pcha mnie lęk i czy napewmo to działa. Jednak właśnie teraz przeżywam no złe chwile w tym sensie że cały czas mam przeświadczenie że zrobiłem coś złego. Ale najgorsze jest to że zacząłem rozważać praktycznie 95% moich czynności w tych kategoriach i to jest naprawdę bardzo męczące, bo mam wrażenie że wszędzie widzę grzech- choć nie ciężki ( przynajmniej tak to rozstrzygam) ale takie analizowanie jest bardzo wyczerpujące. Dalej wierzę że uda mi się to przezwyciężyć i dalej wierzę że jeśli popełnię grzech ciężki to będę to wiedział NAPEWNO bez ŻADNYCH wątpliwości bo Bóg nie chce żebym w nim żył. Czy to również jest wpisane w wychodzenie ze skrupułów? Bo przyznam że nie chce tak analizować każdego grzechu pod tym względem - przecież grzechu ciężkiego nie można uczynić przypadkiem. Jeśli coś zrobię a potem zacznę się zastanawiać czy to grzech ciężki ( nie mając złych intencji) to chyba nie jest to grzech ciężki? Jak np wczoraj gdy zacząłem się zastanawiać nad pewna sytuacją ze swojego życia i czy Bóg miał w tym swym udział i pomyślałem z uśmiechem w duszy " nie wykluczam", ale chwilę potem dotarło do mnie że przecież Bóg zawsze ma udział we wszystkim wiec czy to nie jest jakiś grzech podważania go? Stwierdziłem że przecież moja intencja nje była zła i zakwalifikowałem jako grzech lekki. Albo np czy kiedy uswiadam sobie np że czuje jakiś impuls ciała może pożądanie ( nie wywołane celowo), dojdzie to do mnie i to odrzucam to czy zostaje w grzechu lekkim czy to już ciężki? Ale przecież nie brnąłem w to dalej. To są przykłady takich myśli które mnie gnębią ale które staram się rozstrzygać szybko- z tym że widzę je prawie wszędzie i to jest główny problem.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Zaryzykowałabym, że jeśli analiza danej sytuacji cię zamęcza to raczej na pewno jest to objaw choroby a nie rozeznawanie.
Gdy Duch św chce nas uświadomić że coś jest grzechem, albo że stało się zło - to mamy o tym jasne przekonanie.
A szatan, zwany oskarżycielem lubi nas dręczyć i mamić, zamęcza nas wyrzutami sumienia, albo wątpliwościami aby trzymać nas w zniewoleniu myśli.
Dlatego jeśli masz wątpliwość to raczej na pewno nie ma grzechu ciężkiego, a gdy wątpliwości się mnożą to lepiej je olać.
Z prostego powodu: jesteśmy zobowiązani spowiadać się z grzechów ciężkich, co do których mamy pewność, bo uczyniliśmy to świadomie i dobrowolnie (nie przypadkiem), a grzechy lekkie są usuwane zarówno przez spowiedź powszechną w czasie mszy św jak i przez rozgrzeszenie, bez ich wyznawania. Rozgrzeszenie usuwa wszystko co mamy na sumieniu w danym momencie, warunkiem jest nie zatajenie grzechu ciężkiego.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Witam. Chce się wygadać z pewnego problemu i zapytać o rozeznanie. Otóż od niedawna męczą mnie ze zdwojoną siła natrętne myśli, głównie o charakterze seksualnym. Jestem prawie pewien że to z tego powodu że za bardzo skupiam się na ich oddalaniu i myśleniu w środku " nie chce tego Panie". Wiem, bo kiedy po prostu pozwalam im przepłynąć albo nie wiem mysle tylko raz że nie chce tego to intensywność spada. Natomiast no sam już nie wiem czy nie mam grzechu. Nigdy tych myśli nie rozwijam, nie skupiam się na nich, trwają może sekundę dwie, ale kiedy mówię sobie w duchu " Nie chce tego' mam wrażenie że nie odbijam tego w takim stopniu jakim bym chciał i zaczynam mieć wątpliwości że próbuje "zakrzyczeć wewnętrznie " te myśli ale to że wogole się nad nimi zatrzymałem to jest grzech. Np dziś w szkole, siedziałem sobie i spojrzałem na koleżankę no normalne spojrzenie i dostały się te myśli do mnie i próbowałem je odbić ale miałem wrażenie że zatrzymałem się nad nimi za długo, ale przecież od razu jasno powiedziałem że ich nie chce. Od razu zacząłem się zastanawiać czy ja patrzyłem na nią specjalnie żeby mieć te myśli ? Czy wiedziałem że będę je miał? Nigdy na to nie jestem w stanie odpowiedzieć stanowczo bo boje się że wypieram z siebie prawdę ale na 90% nie, przecież ja nie chciałem tych myśli bo od razu je odrzuciłem a przynajmniej nie chciałem.
Tak samo jest np z jakimiś odczuciami które są w okolicy tej strefy seksualnej że tak powiem, że wypieram się że nie chce tego i nie czerpie z tego żadnej przyjemnośvi, ale jednocześnie potem się zastanawiam czy właśnie nie chciałem żeby to dłużej trwało czy coś. To nawet nie chodzi o podniecenie nawet jakieś impulsy czy nie wiem dotyk który musi być bo np się myje. I się zadręczam czy nie było grzechu, bo ale czy czasami to a z drugiej strony przecież to... i tak w kółko.
Podobnie rzecz ma się z mówieniem o Bogu, ale w takim sensie w jakim teraz przedstawię. Dziś z kolegą smieszkowaliśmy sobie, no bez żadnej szkody dla nikogo bo to było takie ogólne, ale nie z jakiejś osoby ani nie jakieś obraźliwe albo wulgarne i w żadnym wypadku z Boga. I powiedziałem ( no w kontekście rozmowy) IRONICZNIE takie zdanie " Boże chroń fanatyków" - nie jest to moje zdanie, niektóre kluby drukują takie na swoich koszulkach. I zacząłem się zastanawiać czy ja tym nie chciałem obrazić Boga albo szykanować, ale przecież to chodziło o samo zdanie, o ludzi którzy takie coś wypisują, nie chodziło o jakieś kpiny z Boga. Ale znów jakiś głos wewnętrzny stwierdził że "prawdopodobnie", bo na 100% nie bo boje się że wypieram prawde. Ale Przecież ja jestem katolikiem i do tego skrupulantem, unikam takich rzeczy,. Wiem że było to wymówienie imienia Boga nadaremno, ale zacząłem się zastanawiać właśnie o te kpiny. Ale przecież nie pomyślałem wcześniej ( Panie właśnie z ciebie zadrwie) No nie przecież to nie było moją intencją. I czy takie zdania wogole kpią z Boga?
Powiem szczerze że męczy mnie to, bo nie mam siły kontrolować każdej myśli i jakiegoś uczucia fizycznego które się pojawia niezależnie ode mnie ( bo nigdy tego nie szukam). Nie da się tak żyć, by co 10 sekund mówić Panie ja tego nie chce a potem się bać czy wewnętrznie nie ma przyzwolenia itp.
Tutaj akurat wiem co trzeba robić - nie skupiać się na ich oddalaniu i nie iść za nimi. Myślę że mi się to uda w najbliższym czasie ogarnąć, ale chciałem to napisać żeby ewentualnie wiedzieć czy to już jest grzech, czy jeszcze nie i kiedy takie sytuacje stają się grzechem.
Wiem że chaotycznie ale to idealnie odzwierciedlenie tego stanu. :(

Albo np gdy mówię to "Odejdz szatanie precz" to czasem nie wiem pomyśle przez sekundę o Bogu albo nir wiem cos innego i zatrzymam się nad tym na sekundę i zastanawiam się czy nie powiedziałem precz do Boga , ale przecież no nie chciałem pierwotnie tak zrobić, bardzo szybko usunąłem ta myśl.
Nawet teraz chciałem napisać z rozpędu szatan z dużej litery ale szybko usunąłem i już zacząłem się zastanawiać czy to coś złego. Tak to działa no, a do tego dochodzą skrupuły i ciężko z tym dać sobie rade
Albo teraz na przykład- uczę się coraz bardziej ufać Bogu bez lęku i gdy dziś o tym myślałem a konkretnie o modlitwie " Jezu Oddaje Ci się" , że boje się tego końcowego fragmentu o cierpieniu i zasmucilem się i przeszła mi przez głowę myśl że to jest tak że ja się tego boje ale muszę się nią modlić bo nic lepszego nie ma, a przecież nawet jeśli nie będę się nią modlił to wola Boga się nie zmieni- ale przecież Bóg dał nam wolną wolę No coś takiego ale trwało to krótko i szybko się spostrzegłem ze o czym ja myślę przecież ta modlitwa już nie raz działała bardzo skutecznie, że Bóg dał nam ją z miłości i co ja myślę. I znów się zamęczam czy to czasem nie jakieś bluźnierstwo, że jestem niewdzięczny no ale z drugiej strony odrzuciłem te myśli i nie szlem za nimi.
Męczy mnie to, że wszędzie się boje ze w myślach np okazałem się niewdzięcznikiem, a przecież Bóg tyle dla mnie robi.
Dziękuję za odpowiedzi z całego serca.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Michał jeśli widzisz że olewanie tych myśli wycisza to należy iść w tym kierunku.
Jeśli czujesz się zamęczony tymi myślami i analizami to skonsultuj się z psychiatrą bo są leki na natręctwa.
Można też skorzystać z terapii co bardzo ci polecam bo pod natręctwami są inne uczucia głęboko wyparte, które trzeba przepracować w terapii
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 04 wrz 2024, 20:57 Michał jeśli widzisz że olewanie tych myśli wycisza to należy iść w tym kierunku.
Jeśli czujesz się zamęczony tymi myślami i analizami to skonsultuj się z psychiatrą bo są leki na natręctwa.
Można też skorzystać z terapii co bardzo ci polecam bo pod natręctwami są inne uczucia głęboko wyparte, które trzeba przepracować w terapii
Myślałem nad terapia albo spotkaniem z psychologiem ale nie przez to a przez hipochondrie i silny lęk przed zachorowaniem.
A co do psychiatry- czy takie problemy nie powinno się załatwiać z osobami duchownymi albo no w kręgu wierzących? W końcu dotyczą one wiary i tu trzeba szukać pomocy.
To nie wymądrzanie od razu mówię tylko pytanie z ciekawości.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Nerwica natręctw to choroba. To nie są problemy duchowe tylko psychiczne, bo myśli natrętne cię zamęczają.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 04 wrz 2024, 21:16 Nerwica natręctw to choroba. To nie są problemy duchowe tylko psychiczne, bo myśli natrętne cię zamęczają.
Witam to znowu ja. Tym razem wpadam tylko na chwilę bo mam pytanie. Udało mi się wytrzymać 3 tygodnie bez spowiedzi po raz pierwszy od nie pamiętam tego, było 2, teraz 3 chciałbym miesiąc. Jestem z siebie dumny, dziękuję Bogu za to że się udało :) . Natomiast no jutro chce już iść do spowiedzi i mam pytanie. Wiadomo, 3 tygodnie to jednak spory okres czasu zwłaszcza dla skrupulanta, trochę tych grzechów się nazbierało ( choć nie wiem czy ciężkich, bo całkowitej pewności nie mam do żadnego) . I teraz mam pytanie. Czy w takim wypadku dobra strategia jest analizować każdy dzień ( przynajmniej z grubsza) czy jednak po prostu zastanowić się nad grzechami i powiedzieć to co akurat mi się przypomina, tak " luźno" że tak powiem( oczywiście przez luźne przypominanie mam na myśli rachunek sumienia a nie że idę do konfesjonału i dopiero tam sobie przypominam). Akurat już dziś zrobiłem analizę wiec wiem co chce wyznać ale na przyszłość pytam. Bo nie chce absolutnie nic zatajać, ale nie chcę znów wpadać w skrupuły i analizowanie każdej sytuacji. Dziękuję za odpowiedź

Teraz będę chciał by te 3 tygodnie- miesiąc były regularnym odstępem.
Ostatnio zmieniony 01 lut 2025, 17:10 przez Michal, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Zrób normalny rachunek sumienia. I wystarczy.
Ja też jestem z Ciebie dumna!!
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
Michal
Posty: 23
Rejestracja: 22 sie 2024, 9:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 15
Podziękowano: 1
Płeć:

Post

Magnolia pisze: 01 lut 2025, 17:58 Zrób normalny rachunek sumienia. I wystarczy.
Ja też jestem z Ciebie dumna!!
Witam. To znów ja i znów wpadam na chwilę. Te 3 tygodnie stały się moim regularnym odstępem, nie zaburzyłem ich ani razu. Aż do środy. Chodziło o to że była sytuacja która naprawdę mi przysporzyła wielu poważnych wątpliwości. Ona była w poniedziałek, wtedy przyjąłem Chrystusa, ale czułem że coś jest nie tak, wiec we wtorek nie poszlem. W środę więc poszlem, wcześniej zrobiłem rachunek sumienia ( w którym było wiele rzeczy ale wszystkie wątpliwości, nic pewnego) ksiądz powiedział mi że to nie był grzech ciężki, powiedziałem tak z 3 inne wątpliwości które miałem i wtedy poczułem że kolejne myśli to są albo grzechy lekkie albo może w ogóle nie grzechy w każdym razie wątpliwości.


I wtedy stwierdziłem że nie wiem czy to dobre i powiedziałem " Proszę księdza bo ja mam jeszcze wiele wątpliwości, a nie wiem czy to po prostu nie są skrupuły, wiec nie wiem czy muszę to wyznawać?"
Ksiądz mnie zna ale nie jest moim stałym spowiednikiem natomiast wie że mam ten kłopot i powiedział że " Skoro to są skrupuły to zostaw na kolejną spowiedź, z dłuższego czasu, bo jak będziesz wyznawał wszystko to będziesz jeszcze większym skrupulantem".
I nie wyznałem już dalej. Po odejściu z konfesjonału poczułem spokój, choć nie wiedziałem czy to było dobre.
Przyjąłem Komunię, i potem przypomniały mi się jeszcze dwie duże wątpliwości których nie wyznałem( bo w tamtym momencie o nich nie pamiętałem)
No ale właśnie, może gdybym wtedy powiedział resztę wątpliwości to bym sobie o nich przypomniał?

W każdym razie chciałem zapytać czy dobrze zrobiłem nie wyznając tych wsytskich rzeczy które na 99% nie były grzechami ciężkimi a może w ogóle nie były grzechami? Tylko z drugiej strony wtedy bym może przypomniał sobie o tych poważnych wątpliwościach. Dziękuję za odpowiedz.
Awatar użytkownika
Magnolia
Posty: 10171
Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
Wyznanie: katolicyzm
Podziękował/a: 3836
Podziękowano: 4107
Płeć:

Post

Dobrze zrobiłeś że posłuchałeś kapłana i byłeś mu posłuszny. Tak powinno być.
Oddaj te wątpliwości Bogu i zapomnij o nich.
Tam gdzie masz wątpliwości to na pewno nie były grzechy ciężkie. Bo z definicji grzech jest świadomym wyborem zła. Jeśli świadomie zrobiłeś coś złego w wielkiej materii to dopiero można mówić o grzechu ciężkim.
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)