Dziękuje bardzo za odpowiedzi na moje pytania.
Możliwe, że tak jest jak ksiądz pisze.
Więc to kłamstwo wzgledem tej dziewczyny o moich zwiazakach to wystarczy że powiem na spwoodzi, że
kłamałem raz w średnio ważnej sprawie?
Jednak na następnej spowiedzi w dwóch krótkich zdaniach wspomnę o tym klubie gogo oraz o tych moich wątpliwościach względem grzechów lekkich i komuni i już nie będa więcej wracał do przeszłośći.
Z góry dziękuje za odpowiedź i już nie przeszkadzam.
Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej napisz email: pomocduchowaDM@gmail.com
Pytania do księdza
Regulamin forum
W tym dziale użytkownik zadaje pytania na które udzielają odpowiedzi kapłani
W tym dziale użytkownik zadaje pytania na które udzielają odpowiedzi kapłani
-
jacobo23
- Posty: 1
- Rejestracja: 06 sty 2026, 13:51
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 1
pytanie do księdza ,czy szatan moze slyszeć nasze mysli kierowane do niego ,teologia naucza ze nie zna naszych mysli ,choc niektorzy teologowie twierdzą że je zna jak są kierowane do niego
prosze o odpowiedź
prosze o odpowiedź
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Odpowiedź brzmi: nie wiem.
Są różne zdania na ten temat, które są bardziej przypuszczeniami i hipotezami.
Są różne zdania na ten temat, które są bardziej przypuszczeniami i hipotezami.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Koss
- Posty: 474
- Rejestracja: 25 sie 2023, 21:53
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 245
- Podziękowano: 224
- Płeć:
Piszę, bo od dłuższego czasu bardzo emocjonalnie męczy mnie pewna sprawa związana z modlitwą i wiarą.
Czuję w sobie ciągły przymus modlenia się, głównie na różańcu. Nie wypływa to ze spokoju ani z radości, tylko raczej z napięcia, lęku i poczucia „powinnam”....Kiedy nie odmawiam różańca, pojawia się we mnie niepokój, wyrzuty sumienia i myśl, że robię coś źle wobec Boga
Jednocześnie kiedyś Magnolia tłumaczyła mi, że relacja z Panem Bogiem nie polega na ilości modlitw, tylko na rozmowie, zaufaniu, byciu przed Bogiem takim, jakim się jest. I bardzo chciałabym w to wierzyć i tak przeżywać wiarę jednak problem w tym, że często czytam lub słyszę, że „prawdziwy katolik odmawia codziennie różaniec” i to we mnie wszystko bardzo uruchamia. Zamiast pokoju czuję presję, zamiast miłości-strach, No i zamiast bliskości-zmęczenie psychiczne....
:(
Oczywiście nie piszę tego, żeby podważać wartość różańca wiem, że dla wielu osób jest on piękną i głęboką modlitwą. Chciałabym tylko zapytać: jak znaleźć równowagę między praktykami religijnymi a żywą, spokojną relacją z Bogiem, kiedy psychicznie bardzo się to przeżywa?
Chodzę regularnie do psychologa ale akurat z tym problemem wysyła mnie do księdza (wiem że powinnam pójść osobiście ale jakoś nie mam śmiałości a tym bardziej zawracać głowę księdzu podczas spowiedzi). Staram się dzień zaczynać od dziękowania za spokojną noc, czy dziękować za inne rzeczy a mniej się modlić.
Czuję w sobie ciągły przymus modlenia się, głównie na różańcu. Nie wypływa to ze spokoju ani z radości, tylko raczej z napięcia, lęku i poczucia „powinnam”....Kiedy nie odmawiam różańca, pojawia się we mnie niepokój, wyrzuty sumienia i myśl, że robię coś źle wobec Boga
Jednocześnie kiedyś Magnolia tłumaczyła mi, że relacja z Panem Bogiem nie polega na ilości modlitw, tylko na rozmowie, zaufaniu, byciu przed Bogiem takim, jakim się jest. I bardzo chciałabym w to wierzyć i tak przeżywać wiarę jednak problem w tym, że często czytam lub słyszę, że „prawdziwy katolik odmawia codziennie różaniec” i to we mnie wszystko bardzo uruchamia. Zamiast pokoju czuję presję, zamiast miłości-strach, No i zamiast bliskości-zmęczenie psychiczne....
Oczywiście nie piszę tego, żeby podważać wartość różańca wiem, że dla wielu osób jest on piękną i głęboką modlitwą. Chciałabym tylko zapytać: jak znaleźć równowagę między praktykami religijnymi a żywą, spokojną relacją z Bogiem, kiedy psychicznie bardzo się to przeżywa?
Chodzę regularnie do psychologa ale akurat z tym problemem wysyła mnie do księdza (wiem że powinnam pójść osobiście ale jakoś nie mam śmiałości a tym bardziej zawracać głowę księdzu podczas spowiedzi). Staram się dzień zaczynać od dziękowania za spokojną noc, czy dziękować za inne rzeczy a mniej się modlić.
Ostatnio zmieniony 20 sty 2026, 22:02 przez Koss, łącznie zmieniany 1 raz.
.................
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
No i bardzo dobrze tłumaczyła.Koss pisze: 20 sty 2026, 21:53 kiedyś Magnolia tłumaczyła mi, że relacja z Panem Bogiem nie polega na ilości modlitw, tylko na rozmowie, zaufaniu, byciu przed Bogiem takim, jakim się jest
To jest zły, szkodliwy i głupi pogląd, głoszony także przez fanatycznych księży.Koss pisze: 20 sty 2026, 21:53 I bardzo chciałabym w to wierzyć i tak przeżywać wiarę jednak problem w tym, że często czytam lub słyszę, że „prawdziwy katolik odmawia codziennie różaniec” i to we mnie wszystko bardzo uruchamia.
Różaniec jest jedną z bardzo wielu form pobożności czy nabożeństw. Nie jest to najważniejsza modlitwa i nie jest to, jak uważają niektórzy, modlitwa dla prostaczków. Jest to wartościowa modlitwa i trudna modlitwa.
Ja nie odmawiam codziennie różańca, cenie sobie tę modlitwę i kiedy odmawiam wolę krócej i w skupieniu niż traktować to jak mantrę i klepać ją bezmyślnie.
Znam wielu katolików, którzy prowadzą pogłębione życie duchowe a bardzo rzadko lub nigdy nie odmawiali różańca.
Droga do Boga każdego z nas jest inna.
Ty musisz sama znaleźć swoją drogę, "oficjalna", znana droga do Boga to sakramenty, uczestniczenie w Eucharystii, natomiast Twoja osobista modlitwa powinna pasować do Ciebie, do Twojego charakteru, Twoich możliwości itd.
Dla jednych dobre będzie jakieś nabożeństwo z wieloma modlitwami, pieśniami, dla innych cisza, medytacja, kontemplacja, jeszcze dla innych czytanie i rozważanie Słowa Bożego itp.
Idziesz w dobrym kierunku, powodzenia.Koss pisze: 20 sty 2026, 21:53 Staram się dzień zaczynać od dziękowania za spokojną noc, czy dziękować za inne rzeczy a mniej się modlić.
Dodano po 16 minutach 3 sekundach:
Małe dopowiedzenie, które zasugerował mi @Marek Piotrowski:
głos papieża Pawła VI, który, poświęciwszy całe pół rozdziału Marialis cultus różańcowi, niespodziewanie kończy swoje rozważania na jego temat stwierdzeniem: „Różaniec jest wprawdzie wzniosłym rodzajem modlitwy, jednak chrześcijanin winien czuć się w stosunku do niego wewnętrznie wolny. Ze wszech miar wypada, by do jego odmawiania spokojnie i w sposób właściwy był on pociągany raczej wewnętrznym pięknem tej modlitwy.”
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Aleszaa
- Posty: 1
- Rejestracja: 22 lut 2026, 15:48
- Wyznanie: katolicyzm
- Płeć:
Witam, mam dość osobiste pytanie, niestety w całym internecie nie znalazłam opcji czatu prywatnego z księdzem, poza rozmowami telefonicznymi więc spróbuje tutaj.
W małżeństwie stosuję tylko metodę NPR, nie chcemy grzeszyć.
Metoda jest o tyle łatwa i dobra do stosowania jeśli się ma (w miarę) regularne cykle (wystarczy wtedy tak naprawdę ok tygodnia abstynencji w cyklu).
Moje cykle niestety od zawsze są mocno nieregularne, zdrowotnie jest wszystko w porządku, robiłam w życiu z tysiąc badań, byłam u może 10 lekarzy w związku z tym tematem, i wszędzie usłyszałam że wszystko jest ok, a obecna medycyna nie znajduje przyczyny tej nieregularności (jak to się mówi „taki mój urok”), dlatego okres mam raz po 32 dniach cyklu a następnym razem nawet po 75. W związku z tym owulację w każdym cyklu mogę mieć różnie - raz wypada 16 dnia a innego razu dopiero w 60 tym dniu cyklu (mierzę codziennie temperaturę).
Co za tym idzie abstynencja (czasami prawie 2 miesięczna jeśli owulacja wypadnie mi dopiero ok 60dnia cyklu) jest dla męża nie do zniesienia, frustruje go, niszczy relację, ja też już nie daję rady codziennie słuchać jego narzekania, czuję się jakby to była moja wina, czuję że mąż wymusza na mnie presję, żebym się zgadzała na jego masturbacje itp itd. Dodam że obecnie z kilku ważnych względów nie możemy pozwolić sobie na dziecko stąd nie próbujemy nawet ryzykować stosunkiem oraz że zasady npr przerobiłam bardzo dokładnie i nie da się w 100% przewidzieć nadchodzącej owulacji (u mnie nie zawsze występuje np. zwiastujący ją śluz w takiej ilości żeby można go było naocznie zbadać)
Czy jest jakaś szansa na rozwiązanie tej sytuacji? Trwa już ona kilka lat i nie wiem jak dalej damy radę to znieść. Czuję że prędzej czy później relacja się przez to rozpadnie.
Mało się na ten temat mówi, a jest on częsty, tylko zazwyczaj pary stosują antykoncepcje i się tym problemem nie martwią natomiast nie mam pojęcia i nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedzi jak można to rozwiązać żeby nie popełniać grzechu, nie zachodzić w ciążę jedną po drugiej (z wielu powodów nie możemy sobie na to pozwolić) ani też nie zniszczyć relacji, która ma trwać do śmierci. Nie chciałabym też przeżyć drugi raz zdrady z powodu potrzeb męża- które są w końcu naturalną cechą mężczyzn- tak zostali stworzeni.
Mam nadzieję że jest jakieś rozwiązanie, nie chcę dostać odpowiedzi że mąż musi wytrzymywać i tyle bo po kilku latach widzę że to nie jest możliwe i jest coraz gorzej, dochodzi do tego że wolę nie spędzać czasu z mężem żeby mnie nie męczył narzekaniem itp.
Dziękuję za pomoc.
W małżeństwie stosuję tylko metodę NPR, nie chcemy grzeszyć.
Metoda jest o tyle łatwa i dobra do stosowania jeśli się ma (w miarę) regularne cykle (wystarczy wtedy tak naprawdę ok tygodnia abstynencji w cyklu).
Moje cykle niestety od zawsze są mocno nieregularne, zdrowotnie jest wszystko w porządku, robiłam w życiu z tysiąc badań, byłam u może 10 lekarzy w związku z tym tematem, i wszędzie usłyszałam że wszystko jest ok, a obecna medycyna nie znajduje przyczyny tej nieregularności (jak to się mówi „taki mój urok”), dlatego okres mam raz po 32 dniach cyklu a następnym razem nawet po 75. W związku z tym owulację w każdym cyklu mogę mieć różnie - raz wypada 16 dnia a innego razu dopiero w 60 tym dniu cyklu (mierzę codziennie temperaturę).
Co za tym idzie abstynencja (czasami prawie 2 miesięczna jeśli owulacja wypadnie mi dopiero ok 60dnia cyklu) jest dla męża nie do zniesienia, frustruje go, niszczy relację, ja też już nie daję rady codziennie słuchać jego narzekania, czuję się jakby to była moja wina, czuję że mąż wymusza na mnie presję, żebym się zgadzała na jego masturbacje itp itd. Dodam że obecnie z kilku ważnych względów nie możemy pozwolić sobie na dziecko stąd nie próbujemy nawet ryzykować stosunkiem oraz że zasady npr przerobiłam bardzo dokładnie i nie da się w 100% przewidzieć nadchodzącej owulacji (u mnie nie zawsze występuje np. zwiastujący ją śluz w takiej ilości żeby można go było naocznie zbadać)
Czy jest jakaś szansa na rozwiązanie tej sytuacji? Trwa już ona kilka lat i nie wiem jak dalej damy radę to znieść. Czuję że prędzej czy później relacja się przez to rozpadnie.
Mało się na ten temat mówi, a jest on częsty, tylko zazwyczaj pary stosują antykoncepcje i się tym problemem nie martwią natomiast nie mam pojęcia i nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedzi jak można to rozwiązać żeby nie popełniać grzechu, nie zachodzić w ciążę jedną po drugiej (z wielu powodów nie możemy sobie na to pozwolić) ani też nie zniszczyć relacji, która ma trwać do śmierci. Nie chciałabym też przeżyć drugi raz zdrady z powodu potrzeb męża- które są w końcu naturalną cechą mężczyzn- tak zostali stworzeni.
Mam nadzieję że jest jakieś rozwiązanie, nie chcę dostać odpowiedzi że mąż musi wytrzymywać i tyle bo po kilku latach widzę że to nie jest możliwe i jest coraz gorzej, dochodzi do tego że wolę nie spędzać czasu z mężem żeby mnie nie męczył narzekaniem itp.
Dziękuję za pomoc.
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Mysle, ze jaks szansa jest. Nie jestes pierwszą i ostatnią osobą, ktora przezywa podobne rozterki. W tych sprawach nie ma mądrych.Aleszaa pisze: 22 lut 2026, 16:41 Czy jest jakaś szansa na rozwiązanie tej sytuacji? Trwa już ona kilka lat i nie wiem jak dalej damy radę to znieść. Czuję że prędzej czy później relacja się przez to rozpadnie.
Najlepszym sposobem jest udac się do spowiedzi, przedstawic spowiednikowi swoje wątpliwosci, pytania i przy jego pomocy podjąc jakąs konkretną decyzję.
Dlaczego na spowiedzi a nie np. tutaj na forum? Ano dlatego, ze kazdy czlowiek jest inny, inny jest kontekst, inna historia zyciowa itp.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Magnolia
- Posty: 10161
- Rejestracja: 29 sty 2021, 11:31
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 3836
- Podziękowano: 4101
- Płeć:
Dodam od siebie, że warto zapoznać się z metodą samobadania szyjki macicy, jest banalnie prosta i z łatwością możesz ocenić w danym momencie czy jest dzień płodny czy nie. Jako metoda wspomagająca mierzenie temperatury, powinna zniwelować okres wstrzemięźliwości do kilku dni a nie dwóch miesięcy, warto poszukać instruktorkę takiej metody i się jej nauczyć.
https://womanstory.pl/2018/11/20/podsta ... ki-macicy/
https://womanstory.pl/2018/11/20/podsta ... ki-macicy/
mgr teologii,
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
„Bóg pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4)
-
NeoArt
- Posty: 38
- Rejestracja: 01 lut 2026, 0:01
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 8
- Podziękowano: 15
- Płeć:
W tym wątku odpowiada na zadane pytanie jedynie kapłan bo do niego zostało skierowane pytanie.
]Po drugie nigdy nie oceniamy w ten sposób czyjejś sytuacji życiowej. Post został zgłoszony a ja usunęłam treść bo Nie była pomocna.
]Po drugie nigdy nie oceniamy w ten sposób czyjejś sytuacji życiowej. Post został zgłoszony a ja usunęłam treść bo Nie była pomocna.
Ostatnio zmieniony 23 lut 2026, 7:20 przez Magnolia, łącznie zmieniany 2 razy.
-
wojciech12
- Posty: 11
- Rejestracja: 31 gru 2025, 14:06
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 2
- Płeć:
Szcześć Boże
W przeszłosci na sylwestrze na którym wypiłem w miarę dużo alkoholu i byłem nietrzeżwy.
jak wstałem rano o 9.00 to czułem, że mam jescze alkohol we krwi, ale po południu stwierdziłem że juz sie dobrze czuje i mogę iśc do kościoła na 16.00 i poszedłem na mszę i podczas mszy świętej przyjąłem komunie świętą . to jeżeli przyjałem wtedy komunie świętą to postepiłem źle, bo nie wiem czy na pewno nie miałem już alkoholu we krwi, ale czułem sie w miarę dobrze.
A po drugie czy takie każde upicie sie samo w sobie jest grzechem cieżkim i z tego powodu także nie powino się pojść do komunii?
Czy jeżeli chodziłem na mszę świętą chory (przeziębiony, grypa żołądkowa) to popełniałem grzech leki ponieważ mogłęm kogoś zarazić i ta osoba mogła póżniej ciężko chorować lub umrzeć?
W przeszłosci na sylwestrze na którym wypiłem w miarę dużo alkoholu i byłem nietrzeżwy.
jak wstałem rano o 9.00 to czułem, że mam jescze alkohol we krwi, ale po południu stwierdziłem że juz sie dobrze czuje i mogę iśc do kościoła na 16.00 i poszedłem na mszę i podczas mszy świętej przyjąłem komunie świętą . to jeżeli przyjałem wtedy komunie świętą to postepiłem źle, bo nie wiem czy na pewno nie miałem już alkoholu we krwi, ale czułem sie w miarę dobrze.
A po drugie czy takie każde upicie sie samo w sobie jest grzechem cieżkim i z tego powodu także nie powino się pojść do komunii?
Czy jeżeli chodziłem na mszę świętą chory (przeziębiony, grypa żołądkowa) to popełniałem grzech leki ponieważ mogłęm kogoś zarazić i ta osoba mogła póżniej ciężko chorować lub umrzeć?
Ostatnio zmieniony 27 lut 2026, 13:53 przez wojciech12, łącznie zmieniany 1 raz.
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Nie kazde upicie się jest grzechem ciezkim choc czasami nawet lekkie upicie moze byc grzechem ciezkm jesli robiles awantury, kogos skrzywdziłes, zwyzywales lub poturbowales. Bog dał Ci rozum więc go uzywaj.wojciech12 pisze: 27 lut 2026, 13:09 A po drugie czy takie każde upicie sie samo w sobie jest grzechem cieżkim i z tego powodu także nie powino się pojść do komunii?
Jesli jestes chory to nie idziesz na Mszę sw. chyba ze jest to cos lekkiego i nie zarazisz innych. O tym decyduje Twoj rozum i Twoje sumienie.wojciech12 pisze: 27 lut 2026, 13:09 Czy jeżeli chodziłem na mszę świętą chory (przeziębiony, grypa żołądkowa) to popełniałem grzech leki ponieważ mogłęm kogoś zarazić i ta osoba mogła póżniej ciężko chorować lub umrzeć?
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
wojciech12
- Posty: 11
- Rejestracja: 31 gru 2025, 14:06
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 2
- Płeć:
Nie robiłem wtedy nic złego po alkoholu jedynie o północy żle się poczułem i przestałem pić.
to jak nawet miałem jakies promile we krwi i przyjołem komunie świętą to to jest jakiś grzech ciężki?
A jak wtedy w przeszłosci byłem chory na mszy to mam do tego wrać na następnej spowiedzi czy jest to bez wątpenia grzech lekki i nie ma potrzeby wyznawać go na następnej spowiedzi
to jak nawet miałem jakies promile we krwi i przyjołem komunie świętą to to jest jakiś grzech ciężki?
A jak wtedy w przeszłosci byłem chory na mszy to mam do tego wrać na następnej spowiedzi czy jest to bez wątpenia grzech lekki i nie ma potrzeby wyznawać go na następnej spowiedzi
Ostatnio zmieniony 28 lut 2026, 12:47 przez wojciech12, łącznie zmieniany 2 razy.
-
Kw99
- Posty: 7
- Rejestracja: 28 lis 2025, 17:52
- Wyznanie: katolicyzm
- Płeć:
Na wstępie zaznaczę, że mam nerwicę lękową, choć nie piszę tego, aby się usprawiedliwiać.
Jakiś czas temu w chwili złości w moich myślach pojawiło się skierowane w czyjąś stronę życzenie śmierci. Od razu gdy to pomyślałam, bardzo się tej myśli przeraziłam, nie wiedziałam skąd się ona u mnie wzięła, bo tak naprawdę wcale tego nie chciałam.
W niedzielę byłam u spowiedzi i zapomniałam już o tej sytuacji, ale wyspowiadałam się też z innych niegodnych myśli, które mnie nachodziły (zapewne poniekąd ze względu na nerwicę).
W niedzielę popołudniu dowiedziałam się, że tamtą osoba nie żyje. Być może był to zbieg okoliczności, ale od tamtego czasu nie mogę się pozbierać.
Co zrobić? Czy to mogła być moja wina? Czy to mogło być przeze mnie? Czy powinnam iść z tym raz jeszcze do spowiedzi? Jestem przerażona i nie wiem, co o tym myśleć.
Jakiś czas temu w chwili złości w moich myślach pojawiło się skierowane w czyjąś stronę życzenie śmierci. Od razu gdy to pomyślałam, bardzo się tej myśli przeraziłam, nie wiedziałam skąd się ona u mnie wzięła, bo tak naprawdę wcale tego nie chciałam.
W niedzielę byłam u spowiedzi i zapomniałam już o tej sytuacji, ale wyspowiadałam się też z innych niegodnych myśli, które mnie nachodziły (zapewne poniekąd ze względu na nerwicę).
W niedzielę popołudniu dowiedziałam się, że tamtą osoba nie żyje. Być może był to zbieg okoliczności, ale od tamtego czasu nie mogę się pozbierać.
Co zrobić? Czy to mogła być moja wina? Czy to mogło być przeze mnie? Czy powinnam iść z tym raz jeszcze do spowiedzi? Jestem przerażona i nie wiem, co o tym myśleć.
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
A co to mogło być jak nie zbieg okoliczności?Kw99 pisze: 21 kwie 2026, 19:20 Być może był to zbieg okoliczności, ale od tamtego czasu nie mogę się pozbierać.
Przecież nie poszłaś do tej osoby z maczugą ani z karabinem maszynowym i nie pomogłaś jej w ten sposób zejść z tego pięknego świata. Ponadto nie jesteś Bogiem aby decydować o życiu i śmierci.
Pierwsze słyszę, żeby przez myśli można było kogoś zabić.Kw99 pisze: 21 kwie 2026, 19:20 Co zrobić? Czy to mogła być moja wina? Czy to mogło być przeze mnie?
Przecież wyspowiadałaś się z tego, więc po co znowu powtarzać spowiedź? Nie ufasz Bogu, ze on Ci te grzechy przebaczył?
Zostaw już tę sprawę i do niej nie wracaj. Pozdrawiam
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Kw99
- Posty: 7
- Rejestracja: 28 lis 2025, 17:52
- Wyznanie: katolicyzm
- Płeć:
Dziękuję za odpowiedź, w kwestii tamtej sprawy trochę się już uspokoiłam, aczkolwiek od tamtego czasu pojawiają się w mojej głowie częste myśli z życzeniem komuś źle lub brzydkimi określeniami na te osoby, choć wcale tak nie myślę i nie chcę ich tak nazywać. A jednak czuję, że muszę tak pomyśleć, tak jakby upewniając się, że to tylko myśl i że jeśli tak pomyślę, to przecież nie znaczy, że faktycznie tego chcę.
Nie potrafię rozróżnić czy to natrętne myśli, czy sama je prowokuję.
Chciałabym w niedzielę przyjąć Eucharystię, aczkolwiek nie wiem, czy powinnam przedtem przystąpić do spowiedzi - a jeśli przystąpię i w trakcie mszy znowu poczuję, że muszę tak pomyśleć i nie będę mogła się przed tym powstrzymać?
Nie potrafię rozróżnić czy to natrętne myśli, czy sama je prowokuję.
Chciałabym w niedzielę przyjąć Eucharystię, aczkolwiek nie wiem, czy powinnam przedtem przystąpić do spowiedzi - a jeśli przystąpię i w trakcie mszy znowu poczuję, że muszę tak pomyśleć i nie będę mogła się przed tym powstrzymać?
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Widać, że masz z tym problem i potrzebujesz terapii.Kw99 pisze: 24 kwie 2026, 20:30 A jednak czuję, że muszę tak pomyśleć, tak jakby upewniając się, że to tylko myśl i że jeśli tak pomyślę, to przecież nie znaczy, że faktycznie tego chcę.
Nie potrafię rozróżnić czy to natrętne myśli, czy sama je prowokuję.
Jeśli nie jesteś na terapii to znajdź jakiegoś specjalistę, to bardzo ważne! Bez terapii będziesz sie tylko męczyła a problemy mogą się pogłębić.
W tym przypadku bardziej potrzebujesz terapii niż spowiedzi.Kw99 pisze: 24 kwie 2026, 20:30 Chciałabym w niedzielę przyjąć Eucharystię, aczkolwiek nie wiem, czy powinnam przedtem przystąpić do spowiedzi - a jeśli przystąpię i w trakcie mszy znowu poczuję, że muszę tak pomyśleć i nie będę mogła się przed tym powstrzymać?
Nie musisz przystępować do spowiedzi, na tym etapie zaakceptuj to, ze takie myśli się pojawiają niezależnie od Twojej woli ponieważ cierpisz na natręctwa.
Dlatego jeszcze raz zachęcam Cię do podjęcia terapii.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
bramin
- Ksiądz
- Posty: 966
- Rejestracja: 23 kwie 2024, 8:15
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 92
- Podziękowano: 332
- Płeć:
Z mojej strony jeszcze mała wskazówka i zachęta do użytkowników.
Jeśli ktoś uważa, ze mógłby się wypowiedzieć w sprawach, które są poruszane w tym dziale, to może założyć nowy temat w jakimś odpowiednim dziale i tam dyskutować.
Tutaj, żeby nie komplikować sprawy, dobrze byłoby gdyby na pytania odpowiadali kapłani bo taka była idea tego działu i bywają użytkownicy, którzy oczekują, ze na ich pytanie czy wątpliwości będzie odpowiadał tylko ksiądz.
Jeśli ktoś uważa, ze mógłby się wypowiedzieć w sprawach, które są poruszane w tym dziale, to może założyć nowy temat w jakimś odpowiednim dziale i tam dyskutować.
Tutaj, żeby nie komplikować sprawy, dobrze byłoby gdyby na pytania odpowiadali kapłani bo taka była idea tego działu i bywają użytkownicy, którzy oczekują, ze na ich pytanie czy wątpliwości będzie odpowiadał tylko ksiądz.
Drogę moją do was niech utoruje sam Bóg, Ojciec nasz, i Pan nasz Jezus!
1 Tes 3,11
1 Tes 3,11
-
Marek Piotrowski
- Posty: 2709
- Rejestracja: 30 sty 2021, 22:00
- Wyznanie: katolicyzm
- Podziękował/a: 434
- Podziękowano: 1160
- Płeć:
Mam pytanie: mam taką sytuację:
15 sierpnia (sobota), jest święto, 16 niedziela. Biorę łódkę i wypływam wieczorem w sobotę.
Przyznam, że byłoby dla mnie sporym utrudnieniem szukanie Mszy Świętej w niedzielę (choć nie byłoby to niemożliwe), dlatego rozważam rozwiązanie, w którym idę w piątek wieczorem na Mszę Świętą świąteczną (za święto sobotnie) a w sobotę wieczorem, przed wypłynięciem, na podobnej zasadzie, pójście na Mszę Świętą niedzielną.
Literalnie wydaje się to być w porządku ("Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego (kanon 1248 §1), nakazowi uczestnictwa we Mszy Świętej czyni zadość każdy, kto bierze w niej udział w sam dzień świąteczny lub wieczorem dnia poprzedzającego"), przyznaję jednak, że jest to nieco nietypowa sytuacja, stąd pytanie.
15 sierpnia (sobota), jest święto, 16 niedziela. Biorę łódkę i wypływam wieczorem w sobotę.
Przyznam, że byłoby dla mnie sporym utrudnieniem szukanie Mszy Świętej w niedzielę (choć nie byłoby to niemożliwe), dlatego rozważam rozwiązanie, w którym idę w piątek wieczorem na Mszę Świętą świąteczną (za święto sobotnie) a w sobotę wieczorem, przed wypłynięciem, na podobnej zasadzie, pójście na Mszę Świętą niedzielną.
Literalnie wydaje się to być w porządku ("Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego (kanon 1248 §1), nakazowi uczestnictwa we Mszy Świętej czyni zadość każdy, kto bierze w niej udział w sam dzień świąteczny lub wieczorem dnia poprzedzającego"), przyznaję jednak, że jest to nieco nietypowa sytuacja, stąd pytanie.
-
Kw99
- Posty: 7
- Rejestracja: 28 lis 2025, 17:52
- Wyznanie: katolicyzm
- Płeć:
Szczęść Boże.
Chciałabym prosić Księdza o pomoc w rozeznaniu pewnej sytuacji. Od kilku dni przeżywam silne nasilenie OCD i skrupułów religijnych. W tym czasie pojawiło się również bardzo silne napięcie w okolicy intymnej. Odruchowo napinam mięśnie w tej okolicy, co przynosi chwilową ulgę. Jest to dla mnie przyjemne, ale nie potrafię jednoznacznie ocenić, czy jest to przyjemność wynikająca głównie z ustąpienia napięcia, czy ma też wymiar seksualny.
Nie potrafię też dobrze rozeznać swojej intencji, ponieważ z jednej strony czuję silną potrzebę pozbycia się napięcia, a z drugiej wiem, że sama czynność jest przyjemna. Po wszystkim jednak nie czuję satysfakcji, tylko lęk, poczucie winy i zaczynam analizować, czy nie zrobiłam czegoś złego.
Taka sytuacja zdarza się kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, niezależnie od tego, czym w danym momencie się zajmuję. Czasami pojawia się bardzo silne poczucie, że muszę to zrobić, bo napięcie jest trudne do wytrzymania. Innym razem nie odczuwam aż tak dużego przymusu, ale sama wywołuję to napięcie i wykonuję tę czynność, mimo że nie do końca rozumiem, dlaczego to robię. Wiem jedynie, że daje mi to chwilową ulgę lub przyjemne rozluźnienie. Mogłabym to porównać do bluźnierczych myśli które jakiś czas temu odczuwałam - to ja sama dopuszczałam te myśli, ale tak naprawdę wcale tak nie myślałam i powodowały one u mnie cierpienie psychiczne.
Zauważyłam, że kiedy dopuściłam myśl, że być może nie jest to grzech, potrzeba wykonywania tej czynności niemal całkowicie ustąpiła. Zastanawiam się więc, jak duży wpływ ma na to moje OCD.
Chciałam z tym przystąpić do spowiedzi, ale boję się, że nawet po spowiedzi natychmiast wróciłaby wątpliwość i poczucie, że znowu muszę to zrobić, a co jeśli zrobiłabym to od razu po spowiedzi jeszcze będąc w kościele? Czy znowu musiałabym wracać do konfesjonału?
Powstrzymanie się od tego jest możliwe, ale powoduje pewien dyskomfort psychiczny. Porównałabym to do próby niepodrapania bardzo swędzącego miejsca – można się powstrzymać, ale napięcie jest wtedy silne. Dlatego nie wiem, czy jest to sytuacja przymusu ograniczającego moją dobrowolność, czy jednak świadome i dobrowolne działanie, skoro w pewnym stopniu mogę się powstrzymać.
Chciałabym też zapytać, jak postępować w sytuacji takiej niepewności sumienia. Czy przy mojej skłonności do analizowania powinnam kierować się zasadą, że jeśli nie mam pewności co do ciężkiej winy, nie traktować tego jako grzechu ciężkiego? Czy taka zasada powinna być przyjęta po rozeznaniu ze spowiednikiem i stosowana według jego wskazań?
Dodam, że przy ostatniej spowiedzi spowiednik powiedział, że mam bardzo wrażliwe sumienie i że to jest piękne. Dlatego nie wiem, czy moje obecne wątpliwości są rzeczywistym rozeznawaniem, czy już częścią mechanizmu OCD. Tak naprawdę uważam, że moje sumienie powoduje u mnie duży dyskomfort i ja nie potrafię sama określić czy to był grzech ciężki czy nie.
Bardzo proszę o pomoc i wskazanie, jak w takiej sytuacji postępować.
Boję się też przystąpić do terapii u psychoterapeuty, bo obawiam się, czy,jego radą nie będzie odpuszczenie praktyk religijnych lub złe rozeznanie i w konsekwencji osłabienie wiary.
Chciałabym prosić Księdza o pomoc w rozeznaniu pewnej sytuacji. Od kilku dni przeżywam silne nasilenie OCD i skrupułów religijnych. W tym czasie pojawiło się również bardzo silne napięcie w okolicy intymnej. Odruchowo napinam mięśnie w tej okolicy, co przynosi chwilową ulgę. Jest to dla mnie przyjemne, ale nie potrafię jednoznacznie ocenić, czy jest to przyjemność wynikająca głównie z ustąpienia napięcia, czy ma też wymiar seksualny.
Nie potrafię też dobrze rozeznać swojej intencji, ponieważ z jednej strony czuję silną potrzebę pozbycia się napięcia, a z drugiej wiem, że sama czynność jest przyjemna. Po wszystkim jednak nie czuję satysfakcji, tylko lęk, poczucie winy i zaczynam analizować, czy nie zrobiłam czegoś złego.
Taka sytuacja zdarza się kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, niezależnie od tego, czym w danym momencie się zajmuję. Czasami pojawia się bardzo silne poczucie, że muszę to zrobić, bo napięcie jest trudne do wytrzymania. Innym razem nie odczuwam aż tak dużego przymusu, ale sama wywołuję to napięcie i wykonuję tę czynność, mimo że nie do końca rozumiem, dlaczego to robię. Wiem jedynie, że daje mi to chwilową ulgę lub przyjemne rozluźnienie. Mogłabym to porównać do bluźnierczych myśli które jakiś czas temu odczuwałam - to ja sama dopuszczałam te myśli, ale tak naprawdę wcale tak nie myślałam i powodowały one u mnie cierpienie psychiczne.
Zauważyłam, że kiedy dopuściłam myśl, że być może nie jest to grzech, potrzeba wykonywania tej czynności niemal całkowicie ustąpiła. Zastanawiam się więc, jak duży wpływ ma na to moje OCD.
Chciałam z tym przystąpić do spowiedzi, ale boję się, że nawet po spowiedzi natychmiast wróciłaby wątpliwość i poczucie, że znowu muszę to zrobić, a co jeśli zrobiłabym to od razu po spowiedzi jeszcze będąc w kościele? Czy znowu musiałabym wracać do konfesjonału?
Powstrzymanie się od tego jest możliwe, ale powoduje pewien dyskomfort psychiczny. Porównałabym to do próby niepodrapania bardzo swędzącego miejsca – można się powstrzymać, ale napięcie jest wtedy silne. Dlatego nie wiem, czy jest to sytuacja przymusu ograniczającego moją dobrowolność, czy jednak świadome i dobrowolne działanie, skoro w pewnym stopniu mogę się powstrzymać.
Chciałabym też zapytać, jak postępować w sytuacji takiej niepewności sumienia. Czy przy mojej skłonności do analizowania powinnam kierować się zasadą, że jeśli nie mam pewności co do ciężkiej winy, nie traktować tego jako grzechu ciężkiego? Czy taka zasada powinna być przyjęta po rozeznaniu ze spowiednikiem i stosowana według jego wskazań?
Dodam, że przy ostatniej spowiedzi spowiednik powiedział, że mam bardzo wrażliwe sumienie i że to jest piękne. Dlatego nie wiem, czy moje obecne wątpliwości są rzeczywistym rozeznawaniem, czy już częścią mechanizmu OCD. Tak naprawdę uważam, że moje sumienie powoduje u mnie duży dyskomfort i ja nie potrafię sama określić czy to był grzech ciężki czy nie.
Bardzo proszę o pomoc i wskazanie, jak w takiej sytuacji postępować.
Boję się też przystąpić do terapii u psychoterapeuty, bo obawiam się, czy,jego radą nie będzie odpuszczenie praktyk religijnych lub złe rozeznanie i w konsekwencji osłabienie wiary.
