Witam serdecznie wszystkich tutaj zgromadzonych

na wstępie chciałabym się przywitać i powiedzieć że bardzo się cieszę że znalazłam to forum i mam nadzieję że wyniosę z niego coś dobrego i co sprawi że poczuje się trochę lepiej

Ja przychodzę trochę z tematem trudnym przynajmniej dla mnie. Może na wstępie powiem że jestem osobą która ma nerwice i zaburzenia lękowe. Bardzo często zdarzają mi się gorsze chwile właśnie tak jak teraz gdzie nakręcam swoje lęki i chciałabym aby ktos pomógł mi w ocenie mojego zachowania bądź grzechu. Chodzi o to że jestem narzeczona i w przyszłym roku planujemy ślub i ja bardzo chciałam tego ślubu i wgl może nawet trochę wymuszałam tą decyzję ale narzeczony sam za jakiś czas stwierdził i zaproponował żeby szukać terminu i ja oczywiście zaczęłam szukać dowiadywać się i w końcu udało mi się znaleźć termin a wtedy trzeba było w miarę szybko podjąć decyzję to było w tamtym roku na przełomie grudzień/styczen. Głupio mi było i wahałam się bo jednak nie byliśmy zaręczeni ale tak bardzo tego chciałam i myślę że on też bo jednak gdyby nie chciał to by tego nie mówił i jednak zarezerwowaliśmy salę. Powiedzieliśmy o tym tylko bliskim. Później za dwa dni po tym Ja wymyśliłam wyjazd do Zakopanego; miałam w planach zacząć nową pracę i później ciężko by było gdzieś pojechać na weekend ale też dlatego że chciałam go popchać do tej decyzji że może mi się zaręczy chciałam mu stworzyć warunki i jednoczenie bardzo tego oczekiwałam a z drugiej strony nie wierzyłam w to że się wydarzy aż w końcu się to tam wydarzyło i zaręczył się. Tylko ja zrobiłam coś złego bo widziałam że on chciał to chyba inaczej zrobić a zrobił troszkę inaczej i zaproponowałam mu że po prostu powiem jak ktoś będzie pytał że oświadczył mi się w Zakopanem ale inaczej w sensie w inny sposób niż to zrobił. I tak powiedziałam tym którzy pytali. I stąd moje straszne poczucie winy które teraz przyszło przez nasilenie nerwicy. Byłam oczywiście po tym wydarzeniu u spowiedzi i mówiłam że kłamałam ale nie wiem czy miałam wtedy na myśli tą sytuację… czy wtedy wgl myślałam o tym ze z tego chce się spowiadać. Tak jakbym wtedy skłamała bo nagle nie wiem zaćmiło mnie i zdawało mi się że dobrze robię albo nie robię dobrze albo co gorsza myślałam że Pan Bóg i tak mi wybaczy to kłamstwo. Nie wiem sama co wtedy myślałam ale wiem że nic mnie nie usprawiedliwia…Wiem że koloryzowanie jest złe i wiem że źle postąpiłam ale nie wiem co mam teraz robić czy iść do spowiedzi i jeszcze raz powiedzieć grzechy czy uwierzyć w dobroć Pana i nie analizować. Też jeśli chodzi o wybór sali tylko bliscy wiedzą że zarezerwowaliśmy ją kilka dni wcześniej przed zaręczynami a reszta osób raczej myśli i tak chyba powiedziałam kilku osobom że po zaręczynach. I to też kłamstwo wiem o tym ale nie chcieliśmy przed zaręczynami rozgłaszać że już szukamy a później było po prostu głupio się przyznać i wstyd co wiem że też jest złe… bardzo tego żałuję i nie wiem czemu o tym wcześniej nie pomyślałam. I też powiedziałam bliskim żeby nie rozgłaszali tego że zarezerwowaliśmy wczesniej, chociaż tutaj myślę że już nikt nie będzie poruszał tego tematu aczkolwiek i tak czuję się źle że tak się nie ładnie w tym zachowałam wszystkim

Tak samo mam problem z oceną grzechów, nie wiem co jest ciężkim co lekkim i jak to rozpatrywać w kategorii. Przeglądam teraz internet i czytam nie które rzeczy które są grzechami a ja nawet nie wiedziałam i chyba nie zdawałam sobie sprawy że one są nimi i dalej nie wiem i nie jestem pewna i nie wiem czy mam mówić o nich i rozgrzebywać przeszłość? Dodam że mam duży z tym problem z myślami natrętnymi wracającymi do mnie na różne tematy nie tylko religijne. Jednak tym razem bardzo uderzyło mnie w stronę wiary i religijności.
Tak samo miałam przypadek że już kilka lat temu poszłam do spowiedzi i ze wstydu i lęku zataiłam grzech to ogólnie była sytuacja ciężka bo zmarła nagle bardzo bliska mi osoba i wtedy szybko i bardzo się zestresowałam i nie powiedziałam. Przyjęłam komunię ale kilka dni i nie dało mi to spokoju, poszłam do księdza wyspowiadałam się i powiedziałam mu że nie wyznałam tego grzechu tylko teraz nie pamiętam czy powiedziałam księdzu że ze wstydu czy nie powiedziałam czy specjalnie zataiłam czy po prostu że nie powiedziałam czy jak ;( i nakręca to we mnie kolejny lęk bo nie mogę sobie przypomnieć. Pytałam nawet na takim czacie duchowym i tam kazano mi dać sobie spokój i nie rozgrzebywać tego i zawierzyć to Panu jednak ja dalej szukam odpowiedzi i może w końcu zaznań wewnętrznego spokoju jeśli tutaj zapytam jeszcze raz?
Wiem że bardzo długie wypracowanie ale o tym co mnie męczy mogłabym pisać jeszcze godzinami. Wiem że potrzebuje stałego spowiednika ale troszkę ciężko z tym u mnie będzie.
Dziękuję za jakąkolwiek odpowiedź i pozdrawiam Was wszystkich serdecznie
