Piszę w formie refleksji, może też zapytania jak inni to widzą albo też by podzielić się moim wrażeniem.
Odkąd zaczęłam chodzić do kościoła, bowiem nie zawsze było mi to po drodze, temat Boga i wiary wchłaniam jak gąbka. Kocham zdobywać tę wiedzę, ponieważ uważam, że Bóg w sumie sam w sobie jest bardzo fascynujący. Żeby to też nie brzmiało, że wolę uczyć się o Bogu niż Go kochać. Ale ta nauka o Nim po prostu sprawia, że mogę Go bliżej poznać, rozumieć jeszcze bardziej Jego miłość i zamiar wobec nas, a na pewno ten zamiar jest dobry!
Ale no oprócz tego to jestem tak bardzo ciekawa Jego natury. Cały czas jest przy nas tak blisko, w sumie chyba często się o tym zapomina, w sensie, że jest aż tak bezpośrednio. W ogóle, że istnieje od zawsze, wie wszystko, może wszystko, i w sumie może pytanie teologiczne, czy "poszcześciło" nam się, że mamy tak kochającego Boga czy hipotetycznie mogło się nam trafić, że Stwórca byłby okrutny??
Tak czy siak ja szukam swojej duchowości, najbardziej jednak chyba by pasowała dominikańska w kontekście zdobywania wiedzy, choć oczywiście tutaj wchodzi w grę umiejętność kontemplacji i życia tym słowem Bożym i nauką.
Również fakt, że wszystko na świecie ma taki sens, że nauka (nie teologiczna, np. matma, czy fizyka) też są zbudowane na jakiś zasadach, niby abstrakcyjnym, ale jednak istniejących, i w ogóle jak się patrzy na wszechświat, atomy jak to wszystko zostało stworzone, to dla mnie to jest to po prostu niesamowite i świadczy o wielkości i miłości Boga
