Jestem Niebiesky. Nick jest taki, ponieważ zauważyłam, że wszystkie kolory (a na pewno wszystkie podstawowe) kończą się samogłoską "y", a jedynie niebieski kończy się na "i". Więc to naprawiam i jest niebiesky
Mam 40 lat i generalnie pochodzę z rodziny katolickiej. Generalnie, bo moi rodzice od kiedy pamiętam, nie chodzili do kościoła, ale sami pochodzili z katolickich rodzin. Raczej byli neutralni religijnie, ale mocno zindoktrynowani wiarą świadków Jehowy. Zgadzali się z ich nauką, ale nigdy moja rodzina nie była oficjalnie w tej wierze, czyli nigdy nikt z rodziny nie został w tej wierze ochrzczony. To było tak, że nie chodziliśmy do kościoła, a świadkowie Jehowy przychodzili raz na jakiś czas do naszego domu na kawę i wpajali nam swoje nauki, z którymi się każdy zgadzał, ale nikt nie chciał się ochrzcić i chodzić na zebrania. Zostawiali też Strażnicę i Przebudźcie się. Żyliśmy więc w pewnym zawieszeniu. Sam jako nastolatek studiowałem ze świadkami Jehowy w swoim domu i byłem może ze dwa razy na zebraniu. Chyba w wieku 8 lat zacząłem czytać Biblię i miałem niesamowitą wiedzę na jej temat. Potrafiłem wymienić wszystkie księgi po kolei, znałem wszystkie wydarzenia chronologicznie i byłem nią zafascynowany. Miałem chyba 13 lat jak zacząłem studiować Biblię ze świadkami Jehowy. Pamiętam jak byli mną zafascynowani i jak mówili, że ja już w tak młodym wieku mogę z powodzeniem głosić. Nigdy jednak do tego nie doszło. Powoli zacząłem interesować się dziewczynami i chciałem więcej czasu spędzać z kolegami. Powiedziałem więc świadkom, żeby już więcej do mnie nie przychodzili i tak też uczynili. Powiedzieli na odchodne, że bardzo szkoda, bo byłem bardzo obiecujący. Rodzice dawali mi w kwestii religii bardzo dużą autonomię. Nie przeszkadzało im, że świadkowie do mnie przychodzili raz na tydzień na godzinę i nie przeszkadzało im, że z nimi zerwałem. Po prostu chciałem być jak reszta moich rówieśników. Koledzy i koleżanki nie mieli pojęcia, że studiowałem Biblię ze świadkami Jehowy. Po prostu znudziło mi się to, pomimo że dalej uważałem, że to oni głoszą prawdę, a nie Kościół katolicki. Dla mnie jednak od "prawdy" było ważniejsze to, aby być taki jak reszta. Nie byłem ochrzczony jako niemowlę, więc w wieku 14 lat poszedłem do rodziców zapytać, czy mogę iść do kościoła się ochrzcić. Powiedzieli, że nie ma problemu. Jeżeli tego chcę, to ok. Ksiądz ochrzcił mnie po Mszy w pustym kościele. Na drugi dzień przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą, a rok później byłem bierzmowany. Tak pokrótce wyglądało moje dzieciństwo pod kątem religijnym. Potem już jako osoba dorosła miałem czas, kiedy uważałem się za ateistę. Swoją rację argumentowałem w ten sposób, że na świecie jest przecież wiele religii i jeżeli wszystkie nie mogą być prawdziwe to oznacza, że wszystkie muszą być fałszywe. Niemożliwe, żeby tylko jedna i akurat moja była prawdziwa. Nie chciałem być szufladkowany i dlatego wybrałem ateizm. Nie rozumiałem tego, że Bóg może istnieć nawet wtedy, kiedy nie byłoby żadnej religii na świecie. Dopiero później zrozumiałem, że nie muszę być ateistą i że Bóg może istnieć nawet wtedy, kiedy nie będę należał do żadnej religii. Odkryłem w ten sposób bezwyznaniowość, która mylnie jest utożsamiana z ateizmem. W między czasie, pomiędzy moim ateizmem a bezwyznaniowością wróciłem do Kościoła katolickiego, bo wziąłem ślub kościelny. Obecnie więc oficjalnie jestem katolikiem, czasami chodzę do kościoła, jak trzeba to pójdę do spowiedzi, ubieram choinkę, chrzczę dzieci itd. Jestem więc tak zwanym kulturowym katolikiem. Nie mogę nazywać się prawdziwym katolikiem, bo to byłoby nadużycie. Po prostu są rzeczy, których ja nie uważam za grzech, a Kościół tak. Nie czuję też bym robił źle robiąc te rzeczy, nie mam poczucia winy, więc katolikiem bym siebie nie nazwał. Nie byłbym wobec siebie i Was uczciwy.
Zaznaczyłem agnostycyzm, bo nie było bezwyznaniowości, a w Boga wierzę. Ostatnio urzekł mnie ewangelicyzm w wersji luterańskiej, ale jestem tylko sympatykiem i raczej nigdy nie zrobię konwersji. Po prostu mam ułożone życie i nie chcę tego zmieniać czy niszczyć. Zresztą nikt mi nie zabroni przecież chodzić do kościoła luterańskiego jakbym miał taką ochotę. Nie muszę oficjalnie tam przechodzić.
Tak to ze mną obecnie jest.
Jeżeli macie jakieś pytania, chętnie odpowiem.
