bramin pisze: 22 lis 2024, 13:53
Juzer pisze: 21 lis 2024, 19:10
Chciałem zapytać księdza, czy picie alkoholu w celu odstresowania to grzech
Nie jest to grzech, alkohol jak i wiele innych rzeczy jest dla ludzi.
Problem pojawia się wtedy, jeśli uważam alkohol za jedyny środek niwelujący stres.
Stąd już krótka droga do alkoholizmu bo granica miedzy tym, ze lubię się napić a
muszę się napić (nałóg) jest bardzo cienka.
A czy ten pojawiający się problem jest grzechem?
Mam odpowiedzialną i stresującą pracę, do której otrzymałem wykształcenie.
Pewnie mógłbym ją zmienić ale i tak ktoś będzie musiał ją wykonać, bo jest potrzebna ludziom.
Gdy zacząłem odczuwać zdrowotne skutki stresu to poszedłem do lekarza.
Mam dobry dostęp do psychologów i psychiatrów.
Brałem kilka nowoczesnych leków. Miały oferować szczęście, ale mi ich nie dawały.
Za to skutki uboczne były przykre. Najgorsze było ich odstawienie, tygodniowe bóle głowy i fatalne samopoczucie.
Alkohol daje szybki strzał. Łagodzi wszystko i na długo.
Piję od 2 lat 2 razy w tygodniu po 100-200ml 40%. Więcej ani częściej już dla mnie nie jest przyjemne.
Bardzo nie lubię zawrotów głowy i nudności po większej ilości, ani złego samopoczucia rano.
Bywa, że czasem nie piję, kilka razy w roku, bo muszę jechać gdzieś czy coś.
Prawda jest taka, że żadnej tragedii nie ma, ale stres się zaczyna kumulować. Tak po prostu czuję.
Po studiach przeszedłem szczepienie psychologiczne przeciw uzależnieniom.
Ale nawet jeśli nie działa, to proszę zwrócić uwagę, że bardzo lubię i piję kawę.
Kawa także jest używką.
Nawet jak nie wypiję porannej pysznej kawy to tragedii niema, ale dzień nie zaczyna się już tak miło, ani nie mam tyle energii na jego starcie.
W nowomowie, w pesymistycznym wariancie mógłbym się nazwać "alkoholikiem funkcjonalnym".
Znam kilku bardzo szanowanych ludzi na prestiżowych stanowiskach, którzy funkcjonują podobnie.
Czy bycie takim alkoholikiem jest grzechem?
Skoro najbardziej prawy człowiek na całej ziemi Noe, pierwsze co zrobił po potopie to zasadził winne grono i z jego wina się upił do nieprzytomności, a potem dość dotkliwie obszedł się z synem, to czy w świetle wiary katolickiej można mówić w ogóle o grzechu w świetle spożycia alkoholu czy tylko w świetle uczynków ludzi?
Odnoszę wrażenie, że niekorzystanie z właściwości alkoholu przez ludzi to tak, jakby zakopać talenty otrzymane od Boga.