KrystynaS pisze: 04 sty 2026, 22:26
Zabicie człowieka w obronie koniecznej siebie, czy bliskich, czy kogokolwiek innego owszem, jest zazwyczaj mniejszym złem. Ale chyba nigdy nie jest żadnym dobrem. Czy nakazem miłości, jak tu wyżej wywodzono.
Zatem obrona - nie tylko bliskich, ale np. kraju - nie jest nakazem miłości?
Czy zabijanie jest dobrem? Dobrem jest obrona. Samo zabicie kogoś to zło, ale to zło obciąża nie osobę, która z konieczności zabija w obronie, lecz, jak to określa teologia moralna, "niesprawiedliwego napastnika".
Oba te aspekty ukazał św. Jan Paweł II w rozważanie podczas nieszporów z okazji rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej (10.09.1983):
„Są sytuacje, w których walka zbrojna jest złem nieuniknionym,
od którego, w tragicznych okolicznościach, nie mogą się uchylić chrześcijanie
Nade wszystko jesteśmy jednak świadomi, że mowa oręża nie jest mową Jezusa
Chrystusa, ani też mowż jego Matki, która wówczas, podobnie jak dziś, wzywano jako ‘Wspomożenie wiernych’.”
/cytat za https://teologiapolityczna.pl/assets/nu ... _.Zie.pdf/
Czy Pismo , czy Dekalog określają w tym względzie jakieś wyjątki?
Nie zabijaj znaczy nie zabijaj. Tak tak - nie nie. Wszystko inne od złego jest.
Jak pisałem (dokładniej tu
viewtopic.php?p=43378#p43378 ) nie ma i nigdy nie było przykazania "nie zabijaj".
Czy naprawdę myślicie, że kat, żołnierze, policjanci, obrońcy w stanie konieczności nie grzeszą? Nie muszą się wyspowiadać, by uniknąć potępienia?
Jeśli robią to co robią uczciwie - oczywiście, że nie grzeszą.
Może być nawet przeciwnie - mogą grzeszyć zaniechaniem.
W Ewangelii czytamy, iż żołnierze pytali św. Jana Chrzciciela:
"Pytali go też i żołnierze: A my co mamy czynić?
On im odpowiedział: Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie."(Łk 3,14)
Jak widać, nie zaproponował im rezygnacji z funkcji żołnierza - a jedynie przestrzegł, by uczciwie wypełniali swoje zadania.
Chyba nikogo Jezus tak nie pochwalił za wiarę jak tego dowódcę:
"Gdy [Jezus] wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go,
mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi.
Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go.
Lecz setnik odpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie.
Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Przyjdź! – a przychodzi; a słudze: Zrób to! – a robi.
Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę, powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary."(Mt 8,5-10)
I ani słowa, że pełnienie służby wojskowej jako takiej jest złe!
Mimo to osobiście mimo mojej niby postępowości jestem za karą śmierci.
Zatem, żebym dobrze zrozumiał: jesteś za tym, żeby - jak sądzisz - inni grzeszyli?
===========================
Jest sporo takich sytuacji, kiedy broń można i należy poświęcić, należy iść walczyć, a ksiądz może spokojnie błogosławić idących do walki.
Jeśli żołnierz wie, że dymią kominy krematoriów, nie powinien wahać się walczyć - przeciwnie, jest to jegoprzerażający obowiązek.
Wybaczcie długi cytat - pochodzi ze wspaniałej (przynajmniej dla mnie) książki Irwina Shaw "Młode lwy". Jest to scena kazania na nabożeństwie aliantów przed Inwazją na Normandię, której wysłuchuje młody Żyd, Noe.
Wydaje mi się, że może nieco wnieść do naszej rozmowy, bo pokazuje całą złożoność sprawy:
"— Miłość — mówił starzec — to słowo Chrystusowe, co nie dopuszcza różnic ani chytrych wykrętów, ani wielorakiej interpretacji.
Przykazano wam kochać bliźniego jak siebie samego, a nieprzyjaciół miłować niby braci. Słowa te i ich znaczenie są nie mniej jasne i proste niż .żelazne gwichty na szalach, które ważyć będą nasze uczynki.
Bracia! Życie upływa nam nad Kanałem, ale zdawać się może, iż nie mieszkamy na jego wybrzeżach, lecz w czarnej głębi, pośród morskich wodorostów i ciernistych alg, pośród oślizłych wraków i żałosnych kości topielców. A nad nami, bracia, przelewają się tragiczne fale ludzkiej nienawiści do Boga i człowieka. Przypływ nadciąga dziś od północy i karmi nas sokami podbiegunowej beznadziejności.
Pędzimy dni pośród armat, których spiżowy głos zagłusza ciche wołanie Stwórcy, nad których grzmotem słychać jedynie wrzaski dzikiej pomsty.
Patrzymy, jak nasze miasta obracają się w gruzy pod bombami.
Patrzymy, jak nasze dzieci padają w kwiecie wieku od kul.
Patrzymy na to i z głębi morza własnej nienawiści zadajemy ślepe ciosy miastom i dziatwie wroga.
Wróg to sroższy od tygrysa, bardziej zgłodniały niż rekin, bardziej niż wilk okrutny. My pragniemy tylko bronić swojego skromnego, uświęconego tradycją trybu życia, zrywamy się więc do walki.
Ale w walce przerastamy tygrysa srogością, rekina żarłocznością, wilka okrucieństwem.
Bracia! Czy będziemy mogli kiedyś udawać, że zwycięstwo jest nasze? Czy spraw, które nigdy nie zginęłyby w naszej klęsce, nie zaprzepaścimy w triumfie?
Czy wolno nam siedzieć w tym przybytku Boga i wierzyć, że z otchłani naszej nienawiści niedzielne słowa płyną do Jego stóp, skoro przez cały tydzień mordowaliśmy niewinnych, rzucali bomby na kościoły i muzea, palili biblioteki, grzebali matki z dziećmi pod zwałami stali i betonu, które stały się przekleństwem i ohydą dwudziestego wieku?
Nie chwalcie się w gazetach, że na chybił trafił obrzuciliście tysiącami ton bomb nieszczęsną niemiecką ziemię, bo powiadam wam, owe bomby padły na mnie, na wasz kościół, na was samych i na waszego Boga.
Mówcie raczej o tym, jak płakaliście gorzkimi łzami, gdy musieliście zabić niemieckiego żołnierza, który stał przed wami uzbrojony i groźny.
Wówczas przyznam radośnie, żeście moimi obrońcami, obrońcami mojego kościoła i mojej Anglii.
Widzę żołnierzy pośród wiernych i wiem, że każdy z nich ma prawo zapytać: „Cóż miłość znaczy dla mnie? Czy żołnierz może być
posłuszny słowom Chrystusa? Jak ma miłować nieprzyjacioły swoje?"
Odpowiem na to: Zabijaj z umiarem, z poczuciem tragedii i grzechu, będącego zarówno twoim grzechem, jak i grzechem człowieka, który pada z twojej ręki. Bo to przecież twoja dawniejsza obojętność i brak rozsądku, i chciwość, i głuchota uzbroiły go i wygnały w pole z myślą 0 zamordowaniu ciebie.
Twój nieprzyjaciel miotał się niegdyś, płakał, wołał do ciebie, a ty odpowiadałeś: „Nic nie słyszę. Jego głos nie przepływa nad wodą." Wreszcie on przywiedziony do rozpaczy chwycił karabin, ty zaś rzekłeś: „Teraz mówi wyraźnie. Musimy go uśmiercić." *
Nie czuj się w swoim sercu sprawiedliwym, dlatego -że oddajesz wrogowi krwawą ostatnią posługę — łagodny głos starca cichł, słabnął coraz bardziej.
— Zabijaj, bo musisz, bo ludzka słabość i głupota nie potrafią znaleźć lepszej drogi do pokoju.
Ale czyń to z poczuciem winy i żalu, szczędź w granicach rozsądku nieśmiertelne dusze, których ziemskie powłoki znajdują śmierć na polu walki. Noś miłosierdzie w ładownicy i przebaczenie w plecaku.
Nie morduj dla zemsty, bo zemsta nie do ciebie należy, lecz do Pana nad Pany. Zabijaj z myślą, że każde życie, które gasisz, znacznie zuboża twoje własne życie.
Powstańcie, dzieci, z mrocznego dna Kanału. Wyzwólcie się spod wraków i ciernistej podwodnej dżungli. Odżywcie dusze pokarmem
cieplejszych prądów. Walczymy w prawdzie przeciwko katom, lecz na darmo nie zwilżajmy rąk posoką. Nie czyńmy potworów z naszych
wrogów, odmieniajmy ich raczej w braci.
Chełpimy się, że podnosimy miecz boży, pamiętajmy zatem, że to szlachetna stal. Nie pozwalajmy, by w naszych angielskich dłoniach odmieniła się w nóż rzeźnicki.
Pastor westchnął i wzdrygnął się lekko. Jego długie, siwe włosy zatrzepotały na wietrze wpadającym przez potłuczone okna. Mętnym
wzrokiem spojrzał na głowy parafian, jak gdyby świadomość ich obecności uleciała mu ze starczej pamięci. Potem uśmiechnął się
łagodnie do ław pustych w połowie.
Cicho zaintonował końcowe modły i jeszcze jedną pieśń kościelną. Ale Noe niewiele słyszał. Wstrząsnęły nim słowa kanodziei, zbudziły
nieśmiałą tkliwość dla podniosłego starca i zgromadzonych w kościele ludzi, dla żołnierzy przy działach po obu stronach Kanału i wszystkiego, co żyje, lecz niebawem umrze.
Przepełniły Noego mistyczną nadzieją. Logicznie nie mógł zgodzić się z poglądami pastora. Skazany na zabijanie i na to, że stanie się celem dla nieprzyjaciela, dobrze zdawał sobie sprawę z zawiłości takiej wojny, w jakiej mu przyszło walczyć. Rozumiał, że ścisłe zastosowanie się do rygorystycznych wymagań pastora zbyt wielkim brzemieniem obarczyłoby żołnierskie ramiona a wrogowi dałoby znaczną przewagę w chwili, gdy taka przewaga może kosztować życie.
Mimo to jednak kazanie zrodziło w Noem nadzieję. Świat nie zginął jeszcze! Na pewno nie zginął, skoro podczas wojny w mieście, gdzie ledwie opadły dymy ostatnich siedmiu wybuchów, mógł ktoś mówić z tak świętym ogniem o braterskim miłosierdziu, i to mówić bez obawy prześladowań i zemsty. Po tamtej stronie Kanału nikt nie ośmieliłby się na podobne słowa, a więc po tamtej stronie Kanału znajdują się ludzie, którym pisana jest klęska.
Władza nad światem przypadnie w udziale nie tamtym zza wody, lecz tym, co kiwając się sennie, słuchają w skupieniu kazania swego
sędziwego duszpasterza.
„Póki na świecie podnoszą się takie głosy, surowe, nielogiczne, kochające — myślał Noe — póty moje dziecko może żyć w nim ufnie i..."
— Amen — zakończył nabożeństwo pastor.
— Amen — odpowiedziano chórem"